czwartek, 28 lipca 2016

176. Zdrada Marie Rutkoski

Ilość stron:405
Wydawnictwo:Feeria young
Rok wydania: 2016
Ocena: 7/10


   "Pojedynek" był jedną z tych książek, które od pierwszych stron porwały mnie do swojego świata. I o ile tom pierwszy przeczytałam w jeden wieczór, to przez tom drugi brnęłam kilka tygodni. Było to spowodowane trochę brakiem czasu, ale też tym, że tym razem autorka skupiła się na czymś innym niż fantastyczny wątek miłosny.
   Aby zwrócić wolność niewolnikom, a przede wszystkim Arinowi Valorianka daje się zamknąć w złotej klatce. Jako przyszła cesarzowa ma wiele obowiązków, ale jest również obserwowana na każdym kroku przez władcę i szpiegów. Przygotowania do zaaranżowanego ślubu idą pełną parą, jednak to nie przeszkadza Kestrel w prowadzeniu śmiertelnie niebezpiecznej gry, w której stawką jest ludzkie życie. Dworskie intrygi i plotki są tu na miejscu dziennym, więc dziewczyna musi baczyć na każdy swój krok. Co do Arina, to został on gubernatorem, ma sporo obowiązków, jednak nawet on musi zawitać na balu wyprawionym na cześć przyszłych nowożeńców. 
    Marie Rutkoski wykreowała wspaniały świat przedstawiony i jeszcze lepszych bohaterów. Nie mogłam pozostać obojętna na ich losy, a każdy zwrot akcji wywoływał u mnie przyspieszone bicie serca. Kestrel jest niezwykle silną, bystrą i chłodno kalkulującą kobietą, która trzyma uczucia na wodzy. Tylko w obecności Arina trudno jej utrzymać kontrolę nad swoim ciałem i emocjami. Co do głównego bohatera to nadal go uwielbiam. Ma w sobie tyle dumy i honoru, że jego charakter jest wręcz niepowtarzalny. Jedyne czego mi ogromnie brakowało to wspólnych scen naszych postaci. O ile w pierwszym tomie co chwila mieliśmy mieć okazję być świadkami chemii, jaka się między nimi narodziła, to w drugim tomie trzeba było tego wręcz desperacko wyczekiwać. Autorka budowała w ten sposób napięcie w oczekiwaniu ta takie momenty, ale ja czułam się przede wszystkim sfrustrowana. Spory nacisk położyła na politykę, konflikty i spory, co było ważne, ale żałuję, że właśnie te rzeczy wysunęły się na główny plan. Akcja płynęła gładko, nie zdarzały się momenty nudy, aczkolwiek niektóre wątki były dla mnie mało istotne.
   Długo zabierałam się za napisanie recenzji "Zdrady", gdyż mam wobec tej części mieszane uczucia. Z jednej strony ogromnie się cieszę, że mogłam wrócić do przygód ulubionych postaci, a z drugiej czuję niedosyt. Nie pozostaje mi nic innego jak z niecierpliwością wyczekiwać finału tej trylogii, który coś czuję, że złamie mi serce i przyprawi o książkowego kaca.

3 komentarze:

  1. Pierwsza część tak... średnio mi się podobała, ale może sięgnę po drugą, jednak z pewnością nie teraz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie w drugim tomie autorka postawiła na politykę, a uczucie miedzy bohaterami zepchnęła na dalszy plan. Mi to w ogóle nie przeszkadzało - według mnie było to coś innego, w końcu mogłam odpocząć od wszechobecnych wątków romantycznych. Trzecia część zapowiada się niesamowicie :D
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze, a mi się właśnie to podobało, to postawienie na politykę i nie skupianie się na scenach miłosnych między bohaterami :D No, ale ja ogólnie nie przepadam za zbyt dużymi nasileniami miłości w książkach. Czekam za to niecierpliwie na kolejny tom!

    OdpowiedzUsuń

277. Poszukiwaczka Arwen Elys Dayton