piątek, 30 listopada 2018

Wrap up, czyli podsumowanie października i listopada





Ilość stron: 373   Ocena: 6/10

  Ilość stron: 315   Ocena: 8/10

Ilość stron: 1166   Ocena: 9/10

Ilość stron: 446   Ocena: 8/10

  Ilość stron: 169   Ocena: 8/10

Ilość stron: 400   Ocena: 3/10

Ilość stron: 500   Ocena: 2/10
 


  Ilość stron: 300   Ocena: 8/10

  Ilość stron: 318   Ocena: 8/10



Filmy:
Znalezione obrazy dla zapytania kler Jak chyba większość społeczeństwa chwilę po premierze odwiedziłam kino w celu zobaczenia tej produkcji. Film ma swoich przeciwników, jak i zwolenników, ja należę zdecydowanie do tej drugiej grupy.

Seriale:

Znalezione obrazy dla zapytania 2 broke girls s4 Za mną kolejne dwa sezony "2 broke girls". Podoba mi się humor tego serialu, a odcinki oglądam niemal codziennie.

Znalezione obrazy dla zapytania scream queens  "Scream queens" to świetna parodia klasycznych horrorów. Serial skupia się na serii morderstw na amerykańskim kampusie i wrednych dziewczynach, które go tworzą. Pełno tu groteski i absurdów, które jednak nie odstraszają widza, ale wręcz go przyciągają. Emma Roberts kradnie show jako rozpuszczona księżniczka, ale znajdziemy też kilka postaci, które swoją kreacją i sposobem bycia zdecydowanie zapadną w pamięć.

czwartek, 29 listopada 2018

330. Kłamca. Bóg marnotrawny Jakub Ćwiek





Ilość stron: 318
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2018
Ocena: 8/10



   W tym tomie po raz kolejny mamy możliwość spotkania się z nordyckim bogiem kłamstwa i iluzji. Loki na służbie u aniołów znów dostaje tajemnicze i niebezpieczne zadania do wykonania. Są one nadal podzielone na osobne rozdziały, które kończą się bardzo szybko, jednak tym razem fabuła jest bardziej spójna i konsekwentna. Najbardziej urzekły mnie dwa ostatnie opowiadania, choć cała książka jest dobra. 
 
   W "Bogu marnotrawnym" nastąpiła lekka zmiana w charakterze i postępowaniu Kłamcy. Mimo że nadal jest maksymalnie sarkastyczny i z wprawą zabija demony, to zaczął też okazywać w miarę ludzkie uczucia, a mianowicie związał się z protegowaną samego archanioła. Tak jak w poprzedniej części mamy mnóstwo nawiązań do religii, mitów, co jak dla mnie jest jak wisienka na torcie. Oprócz kobiecej postaci w gronie głównego bohatera pojawili się również dwaj greccy zapomniani bogowie: Dionizos i Eros. Pod nowymi imionami żyją na ziemi i ich losy splatają się z Lokim. Ta dwójka potrafi nieźle zamieszać i przyprawić o ból głowy, jednak nie sposób ich nie polubić i mam nadzieję, że ich historia nie została jeszcze zakończona. Kolejną rzeczą, którą absolutnie muszę pochwalić jest styl oraz język, jakim posługuje się Jakub Ćwiek. Pisze w zabawny, wciągający i interesujący sposób oraz często dodaje dialogom pikanterii. 
   Nie będę się dalej zachwycać nad osobą Lokiego i jego przygód, choć mogłabym tak długo. Powiem krótko: jeśli jesteście fanami fantastyki, polskiej literatury czy chociażby komiksów Marvela, to seria przedstawiająca losy Kłamcy powinna znajdować się na liście u każdego książkoholika!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN


329. Kłamca Jakub Ćwiek




Ilość stron: 300
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2018
Ocena: 8/10



   Historia skupia się wokół Lokiego- nordyckiego boga kłamstwa i oszustwa. Niegdyś zasiadający w Asgardzie razem z Odynem i Thorem i kpiący z przebywających tam innych bogów. Teraz został on zatrudniony przez aniołów i w zamian za anielskie pióra wykonuje dla nich pewne zlecenia. Można powiedzieć, że Kłamca stał się ich chłopcem na posyłki i człowiekiem od brudnej roboty. Książka podzielona jest na cztery etapy, a każdy rozdział przedstawia inną historię z życia tytułowego bohatera i kolejne zlecenia. Sprawiało to, że troszkę się gubiłam podczas czytania, bo co chwila pojawiały się nowe postacie, które jednak nie zostawały z nami na długo. 

   Ponadto Loki, jako bóg iluzji sprawiał, że czasem nie mogłam się połapać, gdzie on się właściwie podziewa, a potem okazywało się, że był pod postacią osoby, której w ogóle bym o to nie podejrzewała. I tak płynnie przechodzę do zachwycania się tym mężczyzną. Jego postać znałam z komiksów i filmów, które ubóstwiam. Stał się on moim ulubionym czarnym charakterem i nic tego nie zmieni. W opowiadaniach Jakuba Ćwieka nadal zachwyca swoją przebiegłością, sarkazmem, pewnością siebie i całą swoją osobą. Niejednokrotnie mnie rozbawiał i fundował całą masę absurdalnych sytuacji, które jednak z nim roli głównej stawały się plusem tej książki. Mogłabym napisać całą listę rzeczy, które w nim uwielbiam, ale myślę, że moją fascynację zrozumieją w pełni osoby, które mają już tę książkę za sobą.
  Co do języka i stylu pisania, to bywał on wulgarny, ale osoby starsze raczej nie powinny mieć z tym problemu. Autor pisze w taki sposób, że nie sposób się oderwać, a ciągłe odwołania się do mitologii były dla mnie samą przyjemnością, gdyż od zawsze mnie ona interesowała. Zwłaszcza Prolog był świetnie napisany i szczególnie zapadł mi w pamięć. 
   Z twórczością Jakuba Ćwieka znam się nie od dziś. Zdecydowanie jestem fanką jego serii "Chłopcy" i jednej z nowszych książek "Stróże". Natomiast lata temu czytałam dwa pierwsze tomy "Kłamcy", a  jego wznowienie w genialnej szacie graficznej sprawiło, że był to świetny pretekst, by odświeżyć sobie tę historię i spojrzeć na nią z perspektywy czasu. Czy coś się zmieniło? Nadal uważam, że autor z tej kultowej postaci wyciągnął wszystko, co najlepsze i stworzył świetną historię, przy której dobrze się bawiłam.
  
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN

wtorek, 27 listopada 2018

328. [Przedpremierowo] Gdybym wiedziała Rebecca Donovan

Ilość stron: 500
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2018
Ocena: 2/10


   Lana to piętnastoletnia dziewczyna, której matka bardziej skupia się na swoich miłosnych dramatach, niż na dojrzewającej córce. Jest to jeden z powodów, przez które nastolatka zamiast siedzieć na lekcjach czy odrabiać prace domowe regularnie imprezuje. Lana nie odpuszcza imprez i razem ze swoją koleżanką bawią się do upadłego. Mimo młodego wieku piją w takich ilościach, że mogłyby zawstydzić niejednego dorosłego mężczyznę, sięgają także po inne używki. Wskutek tego dziewczyna niejednokrotnie obściskuje się z obcymi chłopakami oraz robi inne odważne rzeczy. 
   "Gdybym wiedziała" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Rebecci Donovan i gdybym nie słyszała mnóstwa pozytywnych opinii o jej serii "Oddechy", to nigdy więcej nie sięgnęłabym po jej książki. Póki co nie mam porównania, ale wydaje mi się, że ta powieść, to był wypadek przy pracy. Inaczej chyba nie da się tego nazwać. Świadczy o tym sama kreacja postaci Lany. Sama nie wiem, co nią kierowało, może młodzieńcze hormony, może brak właściwej opieki matki. W każdym razie przez większość książki zachowywała się skandalicznie, nieodpowiedzialnie, a o zdrowym rozsądku nawet nie da się wspomnieć. Ponadto uważa Szczerość za swoje przekleństwo, a mówienie prawdy często wpędza ją w tarapaty. W wyniku pewnych zdarzeń staje się świadkiem tragedii i postanawia milczeć, co w tym wypadku nie jest dobrym rozwiązaniem. Podczas rozgrywającej się akcji pojawiało się pełno zagadek, które zamiast dreszczyku emocji przyprawiały o zawroty głowy. Chaos i mętlik przesłaniały wszystko inne, przez co trudno było czerpać radość z czytania. Oprócz Lany irytowali mnie również mężczyźni, którzy przewijali się przez jej życie. Mocno przesadzona była ich ilość, bo gdzie nie pojawiła się Lana, to ktoś do niej wzdychał i marzył o tej buntowniczej nastolatce. Początkowo jakoś starałam się przymykać oko na dzikie pomysły Lany i jej przygody i próbowałam doszukać się większego sensu. Jedyny wniosek, jaki udało mi się wyciągnąć, to taki, że tego typu tryb życia przynosi więcej szkód, niż jakichkolwiek profitów. 
    Jestem mocno rozczarowana tą historią i nie będę tego ukrywać, że po licznych zachwytach tą autorką liczyłam na coś zapadającego w pamięć. Owszem, "Gdybym wiedziała" zapadnie mi w pamięć, ale nie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Żałuję, że moja pierwsza książka od Donovan okazała się klapą, ale liczę na to, że jej druga seria okaże się o niebo lepsza.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Feeria 

poniedziałek, 19 listopada 2018

327. Paranoja Katarzyna Berenika Miszczuk

Ilość stron: 400
Wydawnictwo: W.A.B
Rok wydania: 2018
Ocena: 3/10


   Marek Zadrożny to lekarz medycyny sądowej, który swoją pracę wykonuje w Warszawie. To właśnie tam występuje seria samobójstw, które dla mężczyzny wydają się być podejrzane. Trzy ciała, które u niego lądują z pozoru nie mają ze sobą nic wspólnego, w dodatku każdy mu powtarza, że to wymysł jego wyobraźni. Jednak Zadrożny nie daje się zwieść i wkrótce odkrywa czerwone nitki, które znajdują się przy każdym ciele. To raczej wyklucza samobójstwo i lekarz zaczyna się zastanawiać, czy w mieście pojawił się seryjny zabójca. Wkrótce potem śledztwo nabiera tempa i zaczynają się poszukiwania.
    Po opisie "Paranoi" spodziewałam się mocnego kryminału, który pobudza wyobraźnię i wywołuje dreszcze. Po części to dostałam, ale w niewielkim stopniu. Wątek kryminalny został bowiem przyćmiony perypetiami Zadrożnego i Joanny Skoczek, ich przemyśleniami, które nie miały większego wpływu na rozwój akcji. Ich sceny nie zostały dobrze napisane, szczególnie te łóżkowe. Moim zdaniem były bez polotu i wciskane wszędzie na siłę. Chyba nie każdy twórca jest w stanie dobrze je napisać, wolałabym, żeby większa uwaga została poświęcona samej zagadce. Niestety i ona miała swoje mankamenty. Średnio od połowy książki wiedziałam, kto jest zabójcą. Szkoda, że nie było elementu zaskoczenia i większego zagłębienia się w tę sprawę. Ostatecznie akcja została rozwiązana tak, jak się spodziewałam, przez co czułam niedosyt. 
   "Paranoja" nie jest to stricte kryminał czy dreszczowiec, za który chciałaby uchodzić. Za dużo tu osobistych wątków głównych bohaterów, które spychają zabójstwa i zagadkę na drugi plan. Chyba jedynym plusem tej powieści to postać Marka, którego naprawdę polubiłam za jego poczucie humoru. Reasumując oprócz kreacji głównego bohatera i lekkiego stylu pisania Miszczuk trudno jest mi doszukać się więcej plusów. Nie jest to powieść, która zrobiła na mnie wrażenie, a szkoda, bo historia miała potencjał.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu W.A.B 

czwartek, 15 listopada 2018

326. Uniesienie Stephen King

Ilość stron: 169
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2018
Ocena: 8/10

     Scott Carey wiedzie zwyczajne życie w niewielkim miasteczku Castle Rock. Po rozstaniu z żoną mężczyzna odnajduje przyjaciela w emerytowanym lekarzu Ellisie. Pewnego dnia Scott przychodzi do niego z nietypowymi objawami i prosi o poradę. Otóż ten postawny i wysoki człowiek systematycznie traci wagę nie zmieniając jednocześnie swojego wyglądu i samopoczucia. Co więcej, nieważne czy stanie na wadze nagi czy obciążony kilkukilogramowymi ciężarkami - waga pozostaje niezmienna. Przyjaciele próbują w zgłębić przyczynę tajemniczej choroby, ale taki przypadek medyczny nigdzie nie został udokumentowany. Scott zdaje sobie sprawę, że Dzień Zero nadejdzie za kilka miesięcy i co wtedy? Tak po prostu czeka go śmierć? By panika nie przejęła nad nim kontroli postanawia cieszyć się tym, co ma, ludźmi, którzy go otaczają i korzystać
z życia.
    Fikcyjne miasteczko Castle Rock przewija się w kilku powieściach Stephena Kinga. Dotychczas czytałam tylko "Cujo", którego akcja dzieje się właśnie w tym miejscu. Jednak "Uniesienie" to nie jest horror, w którym wściekły bernardyn terroryzuje mieszkańców. Ta niewielkich gabarytów historia porusza motyw przemijania, który w przypadku głównego bohatera postępuje bardzo szybko. Pokazuje również, że człowiek mimo zbliżającej się tragedii potrafi czerpać
z życia i nie traci swojej osobowości, a wręcz celebruje wszystkie dobre momenty. Taki właśnie jest Scott Carey. Owszem mógłby zamknąć się w sobie
i pogrążyć w rozpaczy, on jednak zapisuje się na bieg charytatywny, wyprawia kolacje, ociepla stosunki z nowymi sąsiadkami. Nie zachowuje się jak ofiara śmiertelnej choroby i za to bardzo polubiłam jego postać. Podobało mi się to, że tym razem nie było długich i szczegółowych opisów. Każde zdanie zdawało się być dokładnie przemyślane, by w małej ilości stron zgrabnie zawrzeć całą historię bez owijania w bawełnę.
   "Uniesienie" to mądra i pouczająca książka, która daje do myślenia.
Z pewnością jest to jedna z najlepszych historii Kinga, jakie udało mi się przeczytać. Mimo niewielkich gabarytów zawiera świetną historię, która
z pewnością zapadnie mi w pamięć i będę ją wszystkim polecać. A Wy sięgniecie po najnowsze dzieło tego autora?

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Albatros
 

poniedziałek, 22 października 2018

Kolorowanka Dwór cierni i róż








  Sarah J. Maas od lat zachwyca mnie swoimi książkami, a seria Dworów podbiła moje serce. Dlatego kolorowanka to wspaniała gratka dla każdego fana. Książka została stworzona przez kilku autorów, fachowców w swojej dziedzinie, co z pewnością widoczne jest na zamieszczonych ilustracjach. Niezwykła dbałość o detale pozwala na wypełnianie kolorami przez długi czas. Ja jednemu rysunkowi poświęciłam wiele godzin, by efekt był co najmniej zadowalający. Nie wywołało to u mnie nudy czy znużenia, bo to żadna przyjemność kolorować pobieżnie. Karty, na których znajdują się ilustracje są dosyć grube, co pozwala na stosowanie różnych technik, od kredek po flamastry. Obok znajdują się fragmenty książek, a cytaty są dobrze dobrane i w umiejętny sposób opisują daną ilustrację. Nie mogę się doczekać, aż cała kolorowanka zostanie skończona, ale przede mną jeszcze długa droga :)












Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Uroboros