czwartek, 16 lutego 2017

239. Gra o życie James Dashner

Ilość stron: 380
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2017
Ocena: 6/10


   Michael przekonał się, że VirtNet nie niesie już ze sobą przyjemności. Choć chłopak w pewnym stopniu uporał się ze świadomością, że jest tworem, a nie człowiekiem z krwi i kości, to cyberterrorysta Kaine ma przygotowaną kolejną niespodziankę. Otóż łotr planuje doszczętnie zniszczyć ludzkość i pełnić władzę. Główny bohater wraz z Sarą i Brysonem chcą mu to udaremnić, jednak pewne okoliczności sprawiają, że zastanawiają się, czy Kaine jest rzeczywiście ich największym wrogiem. 
   Cykl Doktryna Nieśmiertelności to moim zdaniem powiew świeżości, jeśli chodzi o tego typu książki dla młodzieży. James Dashner daje nam zasmakować świata, gdzie gry i sztuczna inteligencja mają ogromny wpływ na rzeczywistość i stanowią realne zagrożenie. Z jednej strony wydają się być wspaniałą rozrywką, gdzie można poznać prawdziwych przyjaciół, a z drugiej tworzą zagrożenie w postaci Kaine'a. W tym tomie Michael przekonuje się, że ten mężczyzna nie jest czystym złem, a to, co go do tej pory spotykało było wielką manipulacją. Razem z Sarą i Brysonem próbują sobie to wszystko poukładać i stawić czoła wrogowi numer jeden. Bardzo polubiłam trio graczy, zawsze fajnie ze sobą współpracowali, dlatego jestem wściekła na autora za to, co zrobił z jednym z nich. Momentami Michael irytował mnie swoimi nieprzemyślanymi zachowaniami, ale nadal uważam, że jest to bohater, którego da się lubić. Im dalej zbliżaliśmy się do zakończenia historii, tym większy mętlik czułam. O ile oswoiłam się już z realiami VirtNetu, to pisarz ciągle wprowadzał nowe rzeczy i już sama nie wiedziałam, co dzieje się na jawie, a co nie. Zapewne był to celowy zabieg, ale nie przypadł mi do gustu, gdyż momentami nie wiedziałam, na czym stoją bohaterowie, oraz kto jest tym złym, a kto ofiarą. Te zawirowania sprawiły, że ta część podobała mi się mniej niż poprzednie, a i samo zakończenie nie było raczej satysfakcjonujące. Zakończyło się w takim momencie, że z powodzeniem mógłby powstać tom czwarty. Nadal pozostaję fanką stylu pisania Jamesa Dashnera, gdyż ma w sobie coś, co sprawia, że czytelnik nie może się oderwać od jego książek. Lekki i przystępny język był pomocny przy zagłębianiu się w cyfrowe rzeczywistości.
    "Gra o życie" nie była tak porywająca jak pozostałe części trylogii, ale cieszę się, że zakończyłam tę historię i poznałam zakończenie. Ogólnie miło wspominam Doktrynę Śmiertelności i uważam, że najbardziej przypadnie do gustu fanom s-fi o szybkiej i wartkiej akcji. 

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Albatros

poniedziałek, 13 lutego 2017

238. Pod presją Michelle Falkoff

Ilość stron: 316
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2017
Ocena: 6/10



   Kara jest idealną córką, przyjaciółką, ma wybitne oceny, wielkie plany na przyszłość i czuje ogromną presję. Wymagający rodzice i nauczyciele to jedno, dziewczyna natomiast nie chce być w żaden sposób gorsza od rówieśników i zepsuć swojego wizerunku. Dlatego tak bardzo zabolała ją niedoskonałość cery, przez ten stan i unikanie prawdy straciła kontakt z najlepszymi przyjaciółkami. Odcięła się od życia towarzyskiego, jeszcze bardziej skupiając się na swojej edukacji. Kara intensywnie się uczy, gdyż marzy o pójściu do Harvardu, jednak gdy przychodzi ważny egzamin stres ją paraliżuje i traci przytomność. Ten incydent sprawił, że szuka sposobu na poradzenie sobie z tym problemem i w ostateczności sięga po pewne tabletki łagodzące te objawy, które dostaje od nowej koleżanki. Wbrew jej obawom lek spełnił swoje zadanie i test poszedł jej wyśmienicie, tylko że euforia trwała krótko. Otóż dziewczyna dostaje dziwne SMS-y z pogróżkami od osoby, która zna jej sekrety. Zmusza ją do robienia złych rzeczy, ale jak ma się temu przeciwstawić, skoro nie może pozwolić na to, by świat ujrzał jej drugą twarz?
    O twórczości Michelle Falkoff było głośno, gdy ukazała się książka "Playlist for the dead". Nie miałam jeszcze okazji się z nią zapoznać, ale gdy usłyszałam, że ma się pojawić jej nowa powieść, to nie mogłam się jej oprzeć. Historia opowiada o Karze, o której znajomi mówią "perfekcyjna". Już sam ten przydomek sprawia, że nastolatka musi mu sprostać. Jak to zwykle bywa w tym okresie życia, ludzie mają różnego rodzaju kompleksy, jednak Kara nie potrafi tego zaakceptować. Nie po to tak starała się być idealna, by teraz wypryski to zniszczyły. Maskuje je jak może, jednocześnie okłamując przyjaciółki i w ten sposób dodatkowo sobie szkodzi. Poprzez takie zachowanie uznałam ją za niezwykle płytką osobę, która wyolbrzymia problemy. Nie podobało mi się też to, że tak bezmyślnie sięgała po leki, które koniec końców przysporzyły jej samych problemów. Tłumaczyła to egzaminami, jednak w tamtym momencie nie różniła się niczym od dzieciaków, które sięgają po tego typu używki i systematycznie się wyniszczają. Z jednej strony gardziła dilerami, a z drugiej korzystała z ich towaru, co czyniło z niej hipokrytkę. Postać Kary wywołała we mnie sporo negatywnych emocji, jednak w miarę rozwoju zdarzeń jej charakter ulegał zmianie. Poznała nowych kolegów, którzy tak jak ona mieli ten sam problem i razem starali się rozwikłać zagadkę. Muszę przyznać, że autorce najbardziej udała się intryga. Do samego końca nie udało mi się odgadnąć, kto był prześladowcą i jakie miał motywy. Ostateczne wskazanie tej osoby mnie zaskoczyło, przez co książka zyskała w moich oczach. Powieść została napisana w przyjemny sposób, a dynamiczne dialogi sprawiały, że czytało się ją błyskawicznie.
   "Pod presją" nie jest wybitną pozycją, a minusy wynikają z kreacji głównej bohaterki. Kara miała być żywym przykładem na to, że nikt nie jest doskonały i w pewien sposób zgodzę się z tą koncepcją, chociaż nie jestem fanką tej postaci. Książka jest idealna na jeden raz, gdyż lekka fabuła przepleciona nutką tajemnicy daje nam lekturę, przy której można całkiem miło spędzić wieczór. Myślę, że jest to historia skierowana do młodzieży, ale osoby dorosłe też mogą po nią sięgać, gdyż ukazuje, jaką presję mogą czuć ich dzieci.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Feeria

niedziela, 12 lutego 2017

237. Reguły gry James Frey& Nils Johnson-Shelton

Ilość stron: 343
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2017
Ocena: 5/10


   Endgame trwa i zbiera swoje żniwo wśród graczy. Z dwunastki została zaledwie garstka, a zwycięzca może być tylko jeden. Obecnie przewagę ma Maccabee, który wszedł w posiadanie Klucza Niebios i Klucza Ziemi i jest zmobilizowany, by zdobyć ostatni, czyli Klucz Słońca. Z kolei An Liu jest jedynym, który pragnie zniszczenia i śmierci, sam ciągle powtarza, że gra dla śmierci. Z kolei reszta uczestników, w tym Aisling, Sarah i Jago sprzymierzyli się, aby powstrzymać tę brutalną grę i nie dopuścić do końca świata. Ich głównym celem jest postawienie się Stwórcom i w ten sposób tworzą własne reguły Endgame. Kto z nich zwycięży, a kto polegnie w walce?
    Minęło sporo czasu, odkąd czytałam tę serię, więc zapomniałam mnóstwo istotnych rzeczy. Szkoda, że na początku tego tomu nie mieliśmy przypomnienia kilku kwestii, gdyż byłoby to bardzo pomocne. Zamiast tego już od pierwszych stron zostaliśmy wrzuceni w wir akcji, co spowodowało, że czułam się zagubiona. Co prawda bohaterowie w swoich dialogach nawiązują do poprzednich części, ale nie zmienia to faktu, że czułam się przytłoczona. Liczyłam na to, że po kilku rozdziałach świat Endgame znów mnie porwie, jednak tak się nie stało. Bohaterowie nagle stali mi się obcy, o ile wcześniej uwielbiałam Sarah i Jago, tak teraz byli mi wręcz obojętni. Co do reszty postaci też trudno było mi znów zapałać do nich sympatią. Fabuła została poprowadzona inaczej niż to było w tomie pierwszym i drugim. Wtedy bohaterowie byli skupieni na rozwiązywaniu zagadek i szukaniu kolejnych Kluczy. Teraz była to głównie walka z czasem i przygotowywanie się do ostatecznego starcia. Jeśli chodzi o samo zakończenie to autorom udało się mnie zaskoczyć, ale nie do końca pozytywnie. Od samego początku tej serii miałam swoich faworytów i żałuję, że trylogia nie zakończyła się tak, jakbym sobie tego życzyła. 
    "Reguły gry" nie były tak porywające jak dwa poprzednie tomy, a szkoda, bo przy tamtych bawiłam się bardzo dobrze. Trudno mi ocenić tę książkę, gdyż w porównaniu do "Wezwania" i "Klucza niebios" wypadła słabo. Nie mniej jednak jest to seria, która wciąga i oferuje czytelnikowi brutalną historię, która na dłużej zostaje w pamięci.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN

piątek, 10 lutego 2017

Stosik #17


  W ostatnich tygodniach przybyło do mnie sporo interesujących powieści, z którymi chciałabym się z Wami podzielić. Zapraszam :)




Od góry:
-"Mara Dyer. Przemiana" Michelle Hodkin
-"Dwór mgieł i furii" Sarah J Maas (od wydawnictwa Uroboros)
- "Tajemny ogień" C.J. Daugherty (od wydawnictwa Otwarte)
-"Wstyd" Rachel van Dyken
-"Lawendowy pokój" Nina George (od wydawnictwa Otwarte)
-"Księżyc nad Bretanią" Nina George (od wydawnictwa Otwarte)
-"Nigdy nie gasną" Alexandra Bracken
-"Oddam Ci słońce" Jandy Nelson
-"W spojrzeniu wroga" Amie Kaufman, Meagan Spooner (od wydawnictwa Otwarte)
-"W sercu światła" Amie Kaufman, Meagan Spooner (od wydawnictwa Otwarte)
-"Prawo Mojżesza" Amy Harmon (od wydawnictwa Editio)
-"Making faces" Amy Harmon (od wydawnictwa Editio)
-"Reguły gry" James Frey (od wydawnictwa SQN)
-"Klejnot" Amy Ewing
-"Gwiezdny pył" Neil Gaiman



środa, 8 lutego 2017

236. Czerwone jak krew Salla Simukka


Ilość stron: 256
Wydawnictwo: YA!
Rok wydania: 2014
Ocena: 7/10


 Siedemnastoletnia Lumikki Andersson uczęszcza do szkoły artystycznej, ma świetne oceny i nie przepada za ludźmi. Gdy była młodsza jej życie zatruwały silniejsze od niej dziewczyny, dlatego nauczyła się bronić i umiejętnie znikać z pola widzenia. Mieszka w mroźnym Tampere i w jej życiu nie dzieje się nic ekscytującego, dopóki w szkolnej ciemni nie znajduje mnóstwa suszących się pieniędzy. Zaintrygowana dziewczyna pragnie się dowiedzieć, do kogo należą i dlaczego ktoś je zostawił w tym miejscu. Tym sposobem wplątuje się w sieć intryg, kłamstw, przekrętów, morderstw, gdzie gra toczy się o życie i handel narkotykami. Czy dziewczyna wyjdzie cało, czy może gangsterzy ją schwytają i ukarzą za informacje, których nie powinna posiadać?
    Lumikki Andersson, to taki trochę Sherlock w spódnicy, prowadzi obserwacje, wnikliwie obserwuje i wyciąga wnioski. Nastolatka jest bystra, zaradna i w kryzysowych sytuacjach zachowuje zimną krew. Wiadomo, że zdarzały jej się słabsze chwile, ale i tak imponowała mi odwagą. Jest to jedna z tych bohaterek, które da się polubić i przesadnie nie irytuje czytelnika. Oprócz niej pojawiło się kilka ciekawych postaci drugoplanowych, jednak to do niej zapałałam największą sympatią. Muszę przyznać, że wciągnęłam się w tę książkę już od pierwszych stron. Z jednej strony autorka dawała nam czas na poznanie Lumikki, oswojenie się z przedstawianą historią, a z drugiej strony serwuje wydarzenia, które budują napięcie. Czytając "Czerwone jak krew" trudno się nudzić, gdyż akcja rozwija się sprawnie i płynnie. Niektóre zabiegi udało mi się przewidzieć, tak samo jak zakończenie, ale nie zmienia to faktu, że nie mogłam przestać czytać. Powieść została napisana lekkim i prostym językiem, a poznawanie fińskich okolic było miłą odmianą.
   Sądzę, że "Czerwone jak krew" to ciekawy thriller dla młodzieży. Inspiracja baśnią o Królewnie Śnieżce także wypadła przekonująco i jestem zadowolona z tego, że sięgnęłam po twórczość tej autorki. Z pewnością będę śledzić dalsze losy Lumikki i Was też do tego zachęcam.
   

poniedziałek, 6 lutego 2017

235. Dwór mgieł i furii Sarah J. Maas

Ilość stron: 765
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2017
Ocena: 10/10

   Gdy Feyra pokonała Aramanthę jej życie uległo zmianie. Zdjęcie klątwy z mieszkańców Prythianu sprawiło, że teraz uznawają ją za Wyzwolicielkę. Ponadto Tamlin, książę Dworu Wiosny poprosił ją o rękę i trwają wielkie przygotowania do zaślubin. Wszystko byłoby jak w bajce, gdyby nie to, że Feyra nigdy nie chciała takiego życia. Owszem, bardzo kocha swojego księcia, jednak okrutne doświadczenia go zmieniły i teraz chce ją przed wszystkim strzec. Nie pozwala jej polować, wyjeżdżać z rezydencji, a nawet oswajać się z nowymi i nieznanymi jeszcze dziewczynie mocami. Wszystko robi to z troski i obawy przed wrogami, jednak Feyra powoli zaczyna się dusić we dworze. Nie do takiej egzystencji jest przyzwyczajona, a rola salonowej lalki ani trochę jej nie odpowiada. Im bliżej ślubu, tym większy strach ją ogarnia, bo odtąd jej stałymi rozrywkami będzie planowanie przyjęć i wychowywanie dzieci. Ponadto wielki wróg Tamlina, Rhysand upomina się o swoją część umowy, którą zawarł z jego ukochaną pod Górą. Otóż książę Dworu Nocy każdego miesiąca na tydzień zabiera Feyrę do swojej posiadłości. Jednak pytanie, czy dla dziewczyny będzie to okrutna kara, czy może odpoczynek od dworskich etykiet i obowiązków? Nad świat Fae nadciąga straszna wojna, która zbierze liczne żniwo. Główna bohaterka będzie musiała wybrać, po czyjej stanąć stronie: Tamlina, który ma przed nią coraz więcej tajemnic, czy nieoczekiwanych sojuszników?
    "Dwór cierni i róż" kilka miesięcy temu totalnie mnie zachwycił, dlatego tak niecierpliwie wyczekiwałam kontynuacji. Z jednej strony tom pierwszy zakończył się w taki sposób, że mógłby to być satysfakcjonujący koniec baśni, lecz autorka już na samym początku pokazała, że na dworze Tamlina wcale nie jest tak kolorowo. Feyra umiera z nudów, dręczą ją koszmary związane z Aramanthą, a jej narzeczony ciągle odsuwa ją od ważnych spraw i pragnie by zajmowała się tylko ceremonią ślubną. Bohaterka chce brać udział w niesieniu pomocy mieszkańcom Prythianu i nie odpowiada jej zachowanie ukochanego. O ile wcześniej Tamlin był mi raczej obojętny, tak teraz całą swoją osobą niezmiernie mnie irytował. Traktował Feyrę przedmiotowo i nie jak równą sobie, przez co czułam do niego pogardę. Dlatego w pełni rozumiałam jej decyzję o porzuceniu Dworu Wiosny, gdyż w miejscu, do którego trafiła mogła w rozwijać swoje talenty i nie czuć się stłamszona. Moje życzenie się spełniło i ta część zdecydowanie należała do Rhysa. Książę Dworu Nocy już w pierwszym tomie skradł moje serce, a tutaj był wręcz zniewalający. Złoczyńca, kłamca, zabójca i niezwykle arogancki mężczyzna ma także inne oblicze, które tak skrzętnie ukrywał przed resztą świata. Razem ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi ma zamiar powstrzymać nadciągającą wojnę, by uchronić przed zniszczeniem to, co kocha. Jego delikatniejsza strona była równie urocza, jak bezczelne docinki. Wśród jego współpracowników są niezwykle barwne postacie, których nie sposób polubić i im kibicować. Każdy z nich jest inny, jednak razem stanowią grupę nie do pokonania, która wzajemnie się uzupełnia. W tym tomie autorka skupiła się bardziej na politycznym, niż baśniowym aspekcie. Mamy wiele intryg, brutalnych starć i przede wszystkim magii, która towarzyszy bohaterom na każdy kroku. Poznajemy także bliżej zwyczaje innych dworów i mamy porównanie, co który sobą reprezentuje. Nie brakuje także akcji i nieoczekiwanych jej zwrotów. Mimo, że powieść jest obszerna, to nie uświadczymy tu momentów nudy, ciągle pojawiają się ciekawe wątki, które porywają czytelnika. Jestem także oczarowana wątkiem miłosnym, któremu kibicowałam już od pierwszej części, łącząc tych bohaterów Sarah J Maas sprawiła, że razem są lepsi i silniejsi. Książka została napisana w sposób plastyczny, oczami wyobraźni widziałam poszczególne dwory, a także potwory, z którymi musiały mierzyć się postacie. 
   Mogę śmiało stwierdzić, że "Dwór mgieł i furii" to najlepsza powieść, jaka wyszła spod pióra Sarah J Maas. Miałam wobec niej duże wymagania, a dostałam o wiele więcej. Każdy wątek został przemyślany i dopracowany, przez co nie ma luk, czy niedopowiedzeń. Zakończenie było fenomenalne, przez co marzę, żeby już dorwać trzeci tom. Po moich licznych zachwytach nie macie innego wyboru, jak tylko sięgnąć po tę serię i tak jak ja się w niej zakochać!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Uroboros

piątek, 3 lutego 2017

234. Prawo Mojżesza Amy Harmon

Ilość stron: 355
Wydawnictwo: Editio
Rok wydania: 2016
Ocena: 7/10

   Mojżesz ma trudną przeszłość, dziecko porzucone przez matkę narkomankę nigdy nie ma łatwo. Odrzucany przez wiele rodzin już jako osiemnastolatek trafił do swojej babci. Chłopak od samego początku był skomplikowany, zamknięty w swoim świecie, nie pragnął kontaktu z ludźmi. Zamiast tego wolał malować i był to jednocześnie jego największy talent, jak i przekleństwo. Jego dziwny sposób bycia przyciągnął Georgię, prostą dziewczynę, która jest nim zafascynowana. Georgia kocha konie i w pewien sposób pragnie też okiełznać Mojżesza, który jednak jest bardzo oporny. Nieustannie ją odpycha i zamiast ją tym zniechęcić, dziewczyna coraz bardziej się w nim zakochuje. Jednak czy ten problematyczny związek ma jakiekolwiek szanse na udanie?
    Amy Harmon zauroczyła mnie swoją twórczością podczas czytania "Making faces". Udowodniła, że nawet zwykły romans potrafi wybić się ze schematu i zaoferować czytelnikowi coś nowego. Sam początek powieści odebrałam jako trochę infantylny. Georgia wydawała mi się głupia, gdyż uganiała się za chłopakiem, który nie dość, że był nieosiągalny, to jeszcze wyraźnie sygnalizował, że jej nie chce. Jej młodzieńczy zapał jednak nie malał i wkrótce poczuła do niego znacznie więcej. Dar, który posiada Mojżesz był dla niego ogromnym wyzwaniem i prześladował go nieustannie. Być może dlatego nie był w stanie dać Georgii tego, czego od niego pragnęła. Ich związek był z góry skazany na klęskę, co było zaznaczone już w prologu. Mimo wszystko czytając, miałam nadzieję, że autorka tylko ze mnie kpi i jakoś uratuje sytuację w odpowiednim momencie. Ta historia jest troszkę skomplikowana, z jednej strony mi się podoba, a z drugiej czuję zgrzyty. Trudno mi ją nawet ocenić, gdyż wywołała we mnie wiele sprzecznych emocji. Muszę zaznaczyć, że postacie Georgii i Mojżesza zostały świetnie wykreowane, przede wszystkim w sposób prawdziwy. Nie zostali wyidealizowani, jako idealnie pasujący do siebie kochankowie, którzy na końcu książki to dostrzegają i żyją długo i szczęśliwie. Ich losy na zmianę się rozchodziły i krzyżowały, a liczne problemy i niedopowiedzenia jeszcze bardziej wciągały w fabułę. Powieść została napisana przystępnym i lekkim językiem, więc czyta się ją szybko, aczkolwiek ja wolałam powoli zatapiać się w tę historię.
   "Prawo Mojżesza" to dobra książka, która przede wszystkim zaskakuje. Nie czytałam jeszcze nic podobnego, dlatego uważam, że autorka zasługuje na ogromną pochwałę, jeśli chodzi o pomysł i rozwinięcie losów głównych bohaterów. Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję i przekonania się, że nie wszystkie romanse są szablonowe. 

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Helion