środa, 8 listopada 2017

286. Jej Wysokość Marionetka Melinda Salisbury

Ilość stron: 450
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2017
Ocena: 7/10


   Twylla żyła dotąd jako Daunen Wcielona. Wybrana przez bóstwa karała śmiertelnym dotykiem złoczyńców. Jednak cały ten obraz został jedynie stworzony przez złą królową, a losy córki Zjadaczki Grzechów wywróciły się do góry nogami, gdy na jej drodze stanął Lief. Errin to zdolna aptekarka i jednocześnie siostra wspomnianego chłopaka, która przyjaźni się z tajemniczym Silasem. Tych bohaterów było dane nam poznać w poprzednich tomach i  na skutek przebudzenia się ze snu księcia Aureka, ich losy zostaną nieodwracalnie splecione. Legenda o Śpiącym Księciu okazała się prawdziwa i Lormere pogrążyło się w chaosie i bezprawiu pod rządami nowego władcy. Okrutny chłopak więzi w zajętym zamku Errin i posiadł zdolność kontrolowania jej ciała i umysłu. Z kolei zdradzona przez Liefa Twylla jest zmuszona uciekać, by uratować siebie, Mereka i kilkoro bliskich ludzi.
   Melinda Salisbury wykreowała ciekawy świat, który ciągle zaskakuje swoją barwnością i bogactwem. Poprzednie tomy umożliwiły nam przede wszystkim dogłębne poznanie historii Twylli oraz Errin, które w tej trylogii odkrywają pierwsze skrzypce. Choć te dziewczyny różni niemal wszystko, począwszy od wyglądu, kończąc na cechach charakteru, to potrafią stworzyć świetny duet w walce ze złem. Autorka sporą uwagą obdarzyła także bohaterów drugoplanowych, takich jak: Merek, Lief, Aurek oraz Nadzieja. Każde z nich ma w sobie coś, co przyciąga czytelnika. Moim faworytem jest Lief, który ciągle balansuje na krawędzi dobra i zła i do samego końca nie wiemy, po czyjej stoi stronie. Kolejną postacią, na którą zwróciłam uwagę był oczywiście Aurek-główny antagonista tej serii. Podobał mi się jego charyzmatyczny charakter i złe oblicze, które prezentował nam przez większość czasu. W tej części mamy mnóstwo potyczek zarówno słownych, jak i tych na miecze. Nie brakuje także kwestii politycznych, strategii i planowania pokonania największego wroga. Wątki miłosne zdecydowanie zostały zepchnięte na dalszy plan i bardzo podobało mi się to posunięcie, gdyż nie zostały przedstawione nachalnie, tylko subtelnie wpływały na dalszą fabułę. Na przestrzeni czasu widzimy, że uczucia mogą ulec zmianie lub kształtować się na nowo. Nie ukrywam, że jestem fanką wszystkich trzech okładek i razem prezentują się naprawdę ładnie.
   "Jej Wysokość Marionetka" to bardzo dobre zakończenie historii. Co prawda pewne wątki zostały lekko przesłodzone, ale nie uważam tego za wielki minus. Sądzę, że warto poświęcić uwagę twórczości tej pisarki, gdyż potrafi powołać do życia świetnych bohaterów i zainteresować oryginalną fabułą.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Zielona Sowa
   

niedziela, 5 listopada 2017

285. Wspomnienia z martwego domu Fiodor Dostojewski

Ilość stron: 209
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2017
Ocena: 7/10

   Szlachcic Aleksander Pietrowicz został skazany na dziesięć lat robót za morderstwo swojej żony. Opisuje swój pobyt w więzieniu począwszy od pierwszego dnia, na ostatnim kończąc. Pierwsze dni były trudne, gdyż współwięźniowie oceniali go i czuł nieprzychylne spojrzenia na każdym kroku. Wykluczenie brało się stąd, że należał do stanu szlacheckiego, a w ostrogu przebywali głównie chłopi, którzy nie tolerowali jego pochodzenia. Zatem Aleksander od samego początku czuł się wyobcowany, przez co odbywanie kary było jeszcze gorsze. Mężczyzna jednak starał się ignorować pogróżki i płynącą nienawiść. Były "pan" podchodził do reszty więźniów z dystansem, nie narzucał się im swoim towarzystwem, chyba że ktoś wyraził chęć rozmowy z nim. 
  W 1849 roku Fiodor Dostojewski został skazany na śmierć przez rozstrzelanie, lecz w ostatnim momencie car zmienił wyrok na więzienie i ciężkie roboty. Odbyte tam cztery lata stały się inspiracją do napisania i wydania powieści "Wspomnienia z martwego domu". Autor skupił się przede wszystkim na dokładnych opisach codziennej katorgi, relacjach między więźniami oraz ich losach. Sami skazańcy niechętnie opowiadali o swojej przeszłości, gdyż było to zbyt bolesne. Paradoksalnie w więzieniu panował ruch, ciągle przybywali nowi, jedni kończyli karę, a jeszcze inni zwyczajnie umierali. Aleksander wspomina kilku towarzyszy, którzy w jakiś sposób się wyróżniali. Mowa tutaj o Nurrze i Aleju, który spał obok niego. Fiodor Dostojewski porusza kwestię nadziei, moralności, cierpliwości i pracy.
   "Wspomnienia z martwego domu" skupiają się na ludzkiej psychice i tym, jak człowiek radzi sobie w ekstremalnych warunkach. Uważam, że jest to wyjątkowy utwór, który zapada w pamięć i zmusza do refleksji.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu MG
   

sobota, 4 listopada 2017

Wrap-up, czyli podsumowanie października


 Październik zapowiadał się obiecująco, jeśli chodzi o ilość przeczytanych książek. Ostatecznie zatrzymałam się jednak na czterech, co nie jest może najlepszym wynikiem, ale lepsze to, niż nic :)

 Ilość stron: 364   Ocena: 7/10

 Ilość stron: 360   Ocena: 8/10

 Ilość stron: 425   Ocena: 6/10

 Ilość stron: 405   Ocena: 7/10

Seriale:
Podobny obraz "Arrow" pochłonął mnie tak bardzo, że w ekspresowym tempie obejrzałam resztę sezonów i jestem już na bieżąco z 6. Moim zdaniem historia trochę się popsuła, ale mam nadzieję, że twórcy się obronią w najnowszych epizodach ;)
Znalezione obrazy dla zapytania flash barry allen  tumblr Nadszedł także czas na Flasha i ten superbohater jest tak sympatyczny, że nie sposób go nie pokochać. Za mną dwa pierwsze sezony i chcę więcej. Lekki humor i wartka akcja sprawiają, że o dziwo ogląda mi się go nawet lepiej, niż Arrow :D

Season 13’s opening card is definitely my favorite one. “Welcome back, Charlotte”

Jestem także na bieżąco z najnowszymi odcinkami Supernatural i Lucyfera i jak na razie bardzo mi się podobają, oby tak dalej :)

Znalezione obrazy dla zapytania zieleń szmaragdu film  tumblr  Książki bardzo mi się podobają, tak samo dwie pierwsze ekranizacje, dlatego sama nie wiem, czemu tak długo zwlekałam z Zielenią szmaragdu. Film oglądało mi się całkiem przyjemnie, zdarzały się nużące fragmenty, ale nie na tyle, bym przy nich zasypiała. Jednak jestem rozczarowana tym, że twórcy pozwolili sobie na zbyt wielką swobodę i tej produkcji nie można nazwać ekranizacją, gdyż ogromnie różni się od powieści. Nawet zakończenie zostało zmienione, przez co film nie przypadł mi do gustu :/

Znalezione obrazy dla zapytania thor and loki ragnarok tumblr Kilka dni temu byłam w kinie na Thorze Ragnoraku i śmiało mogę przyznać, że to jest najlepszy film Marvela. Najpierw moim numerem jeden byli Avengersi, potem Doktor Strange, ale Thor przebił ich kilkukrotnie. Humor jaki prezentuje jak najbardziej trafia w moje gusta i dzięki niemu bardziej polubiłam Władcę Piorunów :) Jak zwykle całą moją uwagę skradła postać Lokiego, do której Tom Hiddleston chyba został stworzony <3 Bardzo podobały mi się także sceny zwariowanego Grandmastera, prześmiesznego Korga oraz wojowniczej Valikirii. Nie mam żadnych zastrzeżeń do tej produkcji i zapewne będę ją oglądać jeszcze wiele razy <3

Dajcie znać w komentarzach, jak Wam minął ten miesiąc :)

wtorek, 17 października 2017

284. Szczęście w miłości Kasie West

Ilość stron: 405
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2017
Ocena: 7/10


   Maddie za chwilę kończy szkołę średnią. Kiepska sytuacja rodzinna sprawia, że dziewczyna od lat ciężko pracuje nad wysoką średnią, by móc dostać stypendium. Jej marzeniem jest zostać weterynarzem, a praca w zoo tylko ją upewnia w tym wyborze. Dziewczyna jest niezwykle zorganizowana i zdyscyplinowana. Ma wszystko dokładnie zaplanowane i w przeciwieństwie do rówieśniczek nie myśli o chłopakach i imprezach. W dniu swoich osiemnastych urodzin pod wpływem impulsu kupuje los na loterii i kilka dni później dowiaduje się, że została multimilionerką. Dla Maddie i jej rodziny to szok, radość i jednocześnie rozwiązanie wszystkich problemów finansowych. Jednak czy rzeczywiście wielkie pieniądze dadzą im pełnię szczęścia?
   Jak tylko na rynku pojawi się nowa powieść Kasie West sięgam po nią bez większego wahania. Autorka już dawno oczarowała mnie swoim stylem pisania, dlatego "Szczęście w miłości" przeczytałam jednym tchem. Maddie to sympatyczne dziewczyna, która jak wielu młodych ludzi boryka się z brakiem funduszy i niestabilną sytuacją w domu. To, co ją wyróżnia to ambicja, sprecyzowane plany na przyszłość i rozsądne podejście do wielu spraw. Na pewno każdy z nas marzył kiedyś o wygraniu wielkich pieniędzy, więc trudno nie zazdrościć bohaterce, do której uśmiechnęło się szczęście. Pięćdziesiąt milionów dolarów to wystarczająco dużo, by wieść bajkowe życie, lecz dziewczyna stara się w miarę rozsądnie wydawać pieniądze. Oczywiście wspomaga finansowo rodziców, brata oraz nie odmawia sobie przyjemności. Z dnia na dzień stała się bardzo popularna i rozchwytywana. Tylko Seth z zoo nie wie jeszcze o jej wygranej i nastolatka nie chce wyprowadzać go z błędu. Chłopak jest namiastką normalności i dawnego życia, której nie chce stracić. Co się wydarzy, gdy wreszcie pozna prawdę? Czu poczuje się oszukany przez dziewczynę, która jest dla niego ważna? Już sam opis utwierdził mnie w tym, że książka będzie udana i absolutnie się nie zawiodłam. Czytałam ją z wielką przyjemnością i choć nie zawsze zgadzałam się z decyzjami i zachowaniem głównej bohaterki, to nie uważam tego za wielki minus. Przestawiona tutaj historia jest lekka i przyjemna w odbiorze, dlatego będzie idealną odskocznią po długim dniu w szkole czy w pracy.
   "Szczęście w miłości" to kolejna powieść Kasie West, która mnie wciągnęła i zauroczyła. Jeszcze nie zdarzyło się, by ta autorka w jakiś sposób mnie zawiodła, dlatego jej twórczość będę z czystym sercem wszystkim polecać.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Feeria Young

sobota, 14 października 2017

283. Lifeblood. Krew Życia Gena Showalter

Ilość stron: 425
Wydawnictwo: HarperCollins
Rok wydania: 2017
Ocena: 6/10


   Tenley żyje w świecie, gdzie życie ziemskie jest dopiero początkiem. Zakańczając je tym samym dokonuje wyboru między dwoma skrajnie różnymi stronnictwami. Ostatecznie wybiera Trojkę stając się wrogiem Miriady. Ponadto po drugiej stronie barykady znajduje się chłopak, którego darzyła uczuciem i który nadal się dla niej naraża. Ten jest Przewodnikiem, musi przejść wymagające szkolenie i przystosować się do nowego życia. Nie ma na to zbyt wiele czasu, gdyż czeka ją niezwykle ważna misja. Jest jeszcze bardziej niebezpieczna, gdyż trwa wojna, gdzie śmierć zbiera swoje ponure żniwo. Czy Tenley uda się odnaleźć w szeregach Trojki, czy może Miriada nadal będzie walczyła o dziewczynę?
   "Firstlife" czytałam już jakiś czas temu, dlatego zabierając się za kontynuację nie pamiętałam zbyt wielu szczegółów z pierwszego tomu. Trudno było mi wkręcić się na nowo w tę historię, ale na szczęście autorka mi w tym trochę pomogła, gdyż w pierwszych rozdziałach powtarzała istotne dla zrozumienia dalszej fabuły informacje. Tym samym mocno spowolniła akcję i przez kilkadziesiąt stron według mnie nie działo się nic istotnego. Dopiero w drugiej połowie powieść ruszyła pełną parą i Gena Showalter pędziła z akcją jak szalona. Nieustanne walki i utarczki słowne nie pozostawiały czasu na chwilę oddechu. Masa nowych bohaterów sprawiła, że w zasadzie nie mogłam poznać ich zbyt dobrze i w efekcie nie zżyłam się z żadną postacią. W to wliczam również główną bohaterkę, gdyż Tenley nie jest moją ulubienicą. To kolejna młoda bohaterka, obdarzona nadnaturalnymi zdolnościami, która ma przed sobą misję. Ten schemat został wykorzystany już w tylu młodzieżówkach, że niczym nie zaskakuje. Nadal uważam, że autorka miała świeży pomysł poruszenia życia pośmiertnego, ale ciągle jest coś niedopracowane. Plusem jest to, że Showalter tym razem  wątku romantycznego nie uczyniła głównym. Owszem mamy jego namiastki, ale na szczęście bardziej skupiła się na innych problemach. Ogromnie podoba mi się okładka, która zachwyca i przyciąga wzrok.
   "Lifeblood" nie jest idealną kontynuacją, wyczuwałam wiele zgrzytów, ale dostrzegam też zalety. Podoba mi się kierunek, w jakim idzie historia i mimo wszystko jestem ciekawa jak się zakończy. Gena Showalter jest utalentowaną pisarką, która zdobyła moje uznanie serią o Alicji, dlatego nie skreślam losów Ten i Killiana. 

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu HarperCollins

czwartek, 12 października 2017

282. Błękit szafiru Kerstin Gier

Ilość stron: 360
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Ocena: 8/10

   Uciekinierzy i zdrajcy, Lucy i Paul podczas jednej z wypraw w przeszłość stanęli Gwenn i Gideonowi na drodze. Szczęśliwym trafem udało im się zbiec, lecz jakim sposobem znali dokładną datę ich pobytu? Jako że Gwendolyn niedawno dołączyła do grona podróżników Strażnicy nie ufają dziewczynie i podejrzewają spisek. Ponadto zatajają przed Rubinem istotne informacje, więc żeby nie błądzić po omacku dziewczyna postanawia poznać wszelkie tajemnice na własną rękę. W tym celu korzysta z pomocy najlepszej przyjaciółki Leslie, ducha Jamesa i nowego towarzysza- kamiennego gargulca, który dla reszty świata pozostaje niewidzialny. W międzyczasie nastolatka przygotowuje się do kolejnej misji, która czeka ją w XVIII wieku. Musi nie tylko wiedzieć, co to jest rydykiul, ale także nauczyć się tańca, dobrych manier, a przede wszystkim poznać tamtejszą historię. Wyzwanie nie jest proste, a wymagający nauczyciele i irytujący Gideon wcale jej w tym nie pomagają. Czy Gwendolyn uda się udowodnić stowarzyszeniu, że jest godna zaufania i czy jej spotkanie z hrabią przebiegnie bez zarzutu?
   "Czerwień rubinu" wciągnął mnie bez reszty, dlatego tak niecierpliwie wyczekiwałam "Błękitu szafiru" w tym bajecznym wydaniu. Akcja zostaje poprowadzona dalej bezpośrednio po ostatnich wydarzeniach mających miejsce w pierwszym tomie. Jednocześnie autorka subtelnie przypomina czytelnikowi zasady obowiązujące w wykreowanym przez nią świecie, by nie czuł się zagubiony po dłuższej przerwie między dwoma tomami. Zarówno Gwendolyn jak i nas ciągle otacza chmura tajemnic. Nieważne, że dziewczyna jest ostatnią podróżniczką i według przepowiedni ma odegrać ważną rolę, wie tyle co nic. Codziennie musi poddawać się epilepsji i trudno jej poukładać życie, które z dnia na dzień wywróciło się do góry nogami. Gideon jest jej partnerem w podróżach w czasie, jednak Gwenny trudno rozgryźć, jaka relacja ich łączy. Raz ją całuje, by potem być oschłym i nieprzystępnym. To powoduje, że jak każda nastolatka ma swoje humory i irytuje swoim zachowaniem. Gdy w grę wchodzi miłość bohaterki książek rzadko wykazują się rozsądkiem, a ta szesnastolatka nie jest wyjątkiem. Postacią, która bezapelacyjnie kradła uwagę w tej części jest Xemerius, gargulec, który wręcz przykleił się do głównej bohaterki, gdy zorientował się, że go widzi. Może i jest namolny, ale też pomocny ze względu na znajomość historii oraz zdolność przenikania przez ściany. Zabawne komentarze i sytuacje dodawały mu uroku. Tym razem mieliśmy zaserwowaną sporą dawkę historii, jednak nie przeszkadzało mi to, bo dzięki temu mieliśmy wyraźny obraz i niejakie wprowadzenie do dalszej fabuły. Akcja toczyła się w miarę szybko, a niektóre momenty były naprawdę ekscytujące.
   "Błękit szafiru" to bardzo dobra kontynuacja i dowód na to, że Kerstin Gier miała niesamowity pomysł na tę trylogię i dopracowała wszystkie szczegóły. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak wyczekiwać ostatniego tomu, a Was serdecznie zachęcam do sięgnięcia po twórczość tej utalentowanej niemieckiej autorki.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Media Rodzina

czwartek, 5 października 2017

281. Buntowniczka z pustyni Alwyn Hamilton

Ilość stron: 364
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2017
Ocena: 7/10


   Szesnaście lat swojego życia Amani spędziła w Dustwalk, zapomnianej przez świat osadzie. Po śmierci matki dziewczyna znajduje się pod opieką wuja, który planuje uczynić ją swoją kolejną żoną. Jednak ta ani myśli zostać dłużej w tym miejscu i dzięki umiejętnością posługiwania się bronią liczy na wyrwanie się spod jarzma i rozpoczęcie nowego życia gdzie indziej. W tym celu udaje się na konkurs strzelecki, by zgarnąć wysoką nagrodę pieniężną. Poznaje tam Jina, obcokrajowca, który jak się potem okazuje jest oskarżony o zdradę stanu. Wskutek wielu zawirowań i kłopotów uciekają razem przez pustynię ścigani przez żołnierzy Sułtana. Oprócz wojska muszą też uważać na stwory zamieszkujące niekończące się piaski, gdyż pierwotna magia i Dżiny nie żyją tylko w legendach.
   "Buntowniczka z pustyni" to debiut i jednocześnie wielki sukces Alwyn Hamilton. O tej książce słyszałam mnóstwo dobrego, dlatego nie mogłam się oprzeć i sięgnęłam po tę historię. Już na samym początku poznajemy Amani, silną i niezależną bohaterkę, która chętnie biega w przebraniu mężczyzny i swoimi umiejętnościami zawstydza innych. Marzy o lepszym życiu w wielkim mieście i pragnie poznać miejsca, które zna jedynie z opowieści nieżyjącej już matki. Bardzo podobał mi się duet Niebieskookiej Bandytki i Węża ze Wschodu, byli towarzyszami broni i równymi sobie kompanami. Jina nie sposób nie lubić, jest zabawny i odważny. Jednak autorka w swojej powieści zdecydowanie postawiła na postaci kobiece. Wojowniczki i Półdżiny odgrywają w tej historii ogromną rolę i zdecydowanie przyćmiewają mężczyzn. Wielkim atutem tej powieści jest klimat, wręcz odczuwałam suche pustynne powietrze i prażące słońce. Przygody Amani wciągnęły mnie już od pierwszego rozdziału, nie było może szczegółowego wprowadzenia do świata Dżinów, ale szybka i wartka akcja sprawiała, że czytałam w zawrotnym tempie. W miarę jak historia posuwała się do przodu czytelnik stopniowo poznawał historię władzy Sułtana, jego braci i sytuacji politycznej kraju. Nie brakowało także wzmianek o magicznych stworach i ich niezwykłych darach. Jestem wielką fanką okładki i jej pięknej kolorystyki, która przyciąga spojrzenie.
   "Buntowniczka z pustyni" to świetny początek obiecującej i oryginalnej serii. Osobiście nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejny tom, by móc śledzić dalsze losy Amani, Jina i ich przyjaciół.