wtorek, 19 września 2017

283. Reguły gry James Frey& Nils Johnson-Shelton


                                                  
Ilość stron: 343
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2017
Ocena: 5/10


   Endgame trwa i zbiera swoje żniwo wśród graczy. Z dwunastki została zaledwie garstka, a zwycięzca może być tylko jeden. Obecnie przewagę ma Maccabee, który wszedł w posiadanie Klucza Niebios i Klucza Ziemi i jest zmobilizowany, by zdobyć ostatni, czyli Klucz Słońca. Z kolei An Liu jest jedynym, który pragnie zniszczenia i śmierci, sam ciągle powtarza, że gra dla śmierci. Z kolei reszta uczestników, w tym Aisling, Sarah i Jago sprzymierzyli się, aby powstrzymać tę brutalną grę i nie dopuścić do końca świata. Ich głównym celem jest postawienie się Stwórcom i w ten sposób tworzą własne reguły Endgame. Kto z nich zwycięży, a kto polegnie w walce?
    Minęło sporo czasu, odkąd czytałam tę serię, więc zapomniałam mnóstwo istotnych rzeczy. Szkoda, że na początku tego tomu nie mieliśmy przypomnienia kilku kwestii, gdyż byłoby to bardzo pomocne. Zamiast tego już od pierwszych stron zostaliśmy wrzuceni w wir akcji, co spowodowało, że czułam się zagubiona. Co prawda bohaterowie w swoich dialogach nawiązują do poprzednich części, ale nie zmienia to faktu, że czułam się przytłoczona. Liczyłam na to, że po kilku rozdziałach świat Endgame znów mnie porwie, jednak tak się nie stało. Bohaterowie nagle stali mi się obcy, o ile wcześniej uwielbiałam Sarah i Jago, tak teraz byli mi wręcz obojętni. Co do reszty postaci też trudno było mi znów zapałać do nich sympatią. Fabuła została poprowadzona inaczej niż to było w tomie pierwszym i drugim. Wtedy bohaterowie byli skupieni na rozwiązywaniu zagadek i szukaniu kolejnych Kluczy. Teraz była to głównie walka z czasem i przygotowywanie się do ostatecznego starcia. Jeśli chodzi o samo zakończenie to autorom udało się mnie zaskoczyć, ale nie do końca pozytywnie. Od samego początku tej serii miałam swoich faworytów i żałuję, że trylogia nie zakończyła się tak, jakbym sobie tego życzyła. 
    "Reguły gry" nie były tak porywające jak dwa poprzednie tomy, a szkoda, bo przy tamtych bawiłam się bardzo dobrze. Trudno mi ocenić tę książkę, gdyż w porównaniu do "Wezwania" i "Klucza niebios" wypadła słabo. Nie mniej jednak jest to seria, która wciąga i oferuje czytelnikowi brutalną historię, która na dłużej zostaje w pamięci.

282. Endgame. Klucz Niebios James Frey&Nils Johnson-Shelton

                                                              

Ilość stron: 505
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2015
Ocena: 8/10


 "Klucz Niebios" to kontynuacja serii Endgame, która ma przeciwników, jak i wielu zwolenników. Ja należę do tej drugiej grupy i postanowiłam się dowiedzieć, jak dalej potoczą się losy Graczy.
   Klucz Ziemi został odnaleziony przez Sarah Alopay jednocześnie zapoczątkowując Zdarzenie. Koniec świata zbliża się wielkimi krokami, a z dwunastu graczy przy życiu pozostało jedynie dziewięciu. Ich następnym zadaniem będzie odnaleźć i połączyć Klucz Niebios z Kluczem Ziemi. Jak się okazuje nie będzie on kolejnym artefaktem, ale małą dziewczynką, córeczką jednego z Graczy, który desperacko ma zamiar jej bronić. Uczestnicy gry powoli rozumieją, że keplerzy, którzy ich powołali igrają z nimi, zmuszają do okrutnych zabójstw i odzierają z człowieczeństwa. Kilkoro z nich wpada na pomysł, aby powstrzymać Stwórców i zatrzymać tą brutalną rozgrywkę. Są jednak tacy, którzy przepełnieni nienawiścią zrobią wszystko, by pozabijać przeciwników i wygrać. 
   Choć ważą się losy świata, a wróg może w każdej chwili zaatakować, to tworzą się nieliczne sojusze mniej lub bardziej szczere. Sarah i Jago grają razem, połączyło ich uczucie i zamierzają chronić siebie nawzajem. Aisling Kopp korzysta z pomocy wyszkolonych ludzi ze swojego ludu. Maccabee Adlai i Baitsakhan działają razem, jednak gdyby nadarzyła się sposobność zniszczyliby się nawzajem. Matka Klucza Niebios ma wsparcie całego swojego ludu i organizują nie lada niespodziankę dla każdego z Graczy, który zechce się zbliżyć do dziewczynki. Z kolei An Liu "gra dla śmierci" i nie spocznie dopóki nie uśmierci wszystkich. 
   Ilość postaci i mnogość wątków czasem mnie przerastała, ale jest to też ogromnym plusem tej powieści. Dzięki temu możemy poznać punkt widzenia każdej z postaci. Możemy dowiedzieć się, co jej w głowie siedzi i albo jej kibicować, albo nienawidzić od pierwszych stron. Przyznam, że moimi faworytami są Jago i Sarah. Wiadomo, są wyszkolonymi zabójcami, ale przynajmniej nie są pozbawieni moralności jak niektórzy Gracze. 
   Styl pisania autorów czasem mnie irytował. Te wszystkie dokładne współrzędne i opisy broni niezbyt przypadły mi do gustu, ale rozumiem, że było to istotne dla pisarzy. Za to rozgrywające się wydarzenia są wręcz emocjonujące! Czytałam z zapartym tchem jak Gracze stawali ze sobą oko w oko i mierzyli się ze sobą ujawniając swoje imponujące umiejętności. Jest to trochę przerażające, bo gdyby się wszyscy sprzymierzyli, to bez wątpienia uchodziliby za najgroźniejszą grupę na całej Ziemi. 
   "Endgame" to niewątpliwie godna uwagi seria pełna zagadek, starożytnych ludów i budowli. Ponadto podczas zagłębiania się w tę multimedialną rozgrywkę czytelnik nie pozostaje obojętny i poddaje się różnym emocjom.

poniedziałek, 18 września 2017

281. Endgame. Wezwanie James Frey & Johnson- Shelton

                                                         

Ilość stron: 500
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2014
Ocena: 8/10

Spadające meteoryty w dwunastu różnych miejscach, to znak dla dwunastki uczestników, że dla nich i ich rodów zaczyna się Endgame. Od dziecka przechodzili brutalne szkolenia, by w odpowiednim momencie wejść do Gry. Niektórzy z nich oczekiwali tego z niecierpliwością, a dla innych oznaczało to koniec względnie normalnego życia. Po odpowiedzi na tak zwany Zew otrzymują wskazówki do rozwiązania, dzięki którym będą mogli odnaleźć trzy klucze: Ziemi, Niebios i Słońca. Dzięki nim ich ród zostanie ocalony od czekającej ludzkość zagłady, a zaznaczyć trzeba, że zwycięzca może być tylko jeden.
   Opinie na temat tej pozycji były tak skrajnie różne, że nie pozostawało mi nic innego, jak tylko przekonać się na własnej skórze, czy książka przypadnie mi do gustu. I tak się stało! Choć przyznam, że na początku trudno mi było wgryźć się w przedstawioną nam fabułę, a mnogość bohaterów, których poznawaliśmy już na pierwszych stronach przyprawiała o ból głowy. Jednak im dalej zaczytywałam się w "Endgame", to tym bardziej doceniałam niecodzienny pomysł autorów. W miarę rozwoju wydarzeń przywiązywałam się do postaci, lub je nienawidziłam. Mogłam ich wszystkich bliżej poznać, dzięki temu, że każdy kolejny rozdział był pisany z perspektywy każdego z nich. Takim to oto sposobem najbardziej do gustu przypadła mi Sara, Jago, Chiyoko i Christopher mimo że nie był Graczem. Kolejnym ogromnym plusem, o którym muszę wspomnieć jest wartko rozwijająca się akcja. Czytelnik nie ma prawa się nudzić, bo na każdej stronie pojawia się zagrożenie, a mordercze starcia między zawodnikami nie raz przyprawiały o dreszcze. Spektakularne walki również były czymś, co przyciągało moją uwagę, a przebiegłość i inteligencja bohaterów nie znała granic.
   Tak, jak wyżej wspomniałam książka jak najbardziej mi się podobała. Początkowy chaos został szybko zastąpiony niecodziennymi przygodami, jakie przynosi Endgame i bohaterami, którzy głęboko zapadają w pamięć. Dlatego, jeśli macie ochotę na coś niespotykanego, a zarazem porywającego to zachęcam gorąco do sięgnięcia po tę pozycję, bo naprawdę warto.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Wrap-up, czyli podsumowanie sierpnia


 Sierpień był przeciętnym miesiącem, jeśli chodzi o mój czytelniczy i serialowy wynik.

 Ilość stron: 400   Ocena: 7/10
 Ilość stron: 475   Ocena: 7/10
 Ilość stron: 520   Ocena: 7/10
 Ilość stron: 368   Ocena: 8/10
 Ilość stron: 427   Ocena: 6/10

Seriale:
 Drugi sezon Shadowhunters dobiegł końca i bardzo podobało mi się to, co zobaczyłam. Finałowy odcinek był intrygujący i jak na fankę Sebastiana przystało czekam na to, co twórcy zaoferują nam w kolejnym.

Podobny obraz Sierpień zdecydowanie stał pod znakiem Gry o tron! To, co dostaliśmy w 7 sezonie niejednokrotnie zwalało mnie z nóg i wywoływało lawinę emocji. Uwielbiam tę historię i aż mnie skręca na myśl, że tak długo przyjdzie mi czekać na 8 i ostatni sezon.

Znalezione obrazy dla zapytania 13 powodów tumblr Postanowiłam także zapoznać się bliżej z głośnym serialem ostatnich miesięcy. Pierwszy odcinek "13 powodów" mnie zaciekawił, jednak im dalej w fabułę, tym bardziej absurdalny dla mnie się stawał. Wiele rzeczy mnie w nim irytuje, jednak mam zamiar go dokończyć. Po 10 odcinkach absolutnie nie rozumiem fenomenu tej produkcji, jestem ciekawa czy dalsze epizody jakoś wpłyną na moją opinię.

Został mi jeszcze jeden miesiąc wakacji i mam zamiar w pełni go wykorzystać i nadrobić tyle zaległości czytelniczych, ile tylko dam radę. Dajcie znać w komentarzach, jakie powieści udało Wam się przeczytać, a może obejrzeliście coś wartego uwagi? :)

środa, 23 sierpnia 2017

280. Podróżniczka Arwen Elys Dayton

Ilość stron: 427
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2017
Ocena: 6/10

   Po dramatycznych wydarzeniach mających miejsce w "Poszukiwaczce" Quinn i Shinobu powoli leczą swoje rany i dochodzą do siebie. Dziewczyna jest w posiadaniu athamenu, morfemu i dziennika Catherine. Nieżyjąca już matka Johna w swoich zapiskach umieściła wiele istotnych informacji o klanach Poszukiwaczy. Quinn kierując się szlachetnymi pobódkami pragnie ich odnaleźć albo chociaż dowiedzieć się, jaki los spotkał tych odważnych ludzi. Boli ją to, że idea Poszukiwaczy już dawno przepadła. Nie da się już spotkać honorowych i walczących w dobrej sprawie ludzi. Żyją jedynie grupy płatnych zabójców, którzy dla majątku i władzy nie cofną się przed niczym. Razem z Shinobu będą musieli stawić czoła nie tylko jej porywczemu ojcu, ale też Obserwatorom, którzy śledzą każdy ich ruch.

   Świat wykreowany przez panią Dayton jest intrygujący i osadzony w realiach typowej powieści fantasy. Zakończenie "Poszukiwaczki" było zaskakujące, więc od razu sięgnęłam po drugi tom, który troszkę mnie rozczarował. Mam wrażenie, że autorka trochę nie wiedziała, jak pociągnąć dalej tę historię. Nagle pojawia się nowy magiczny przedmiot w kształcie hełmu, na który wszyscy wołają fokal. Oczywiście dwójka głównych bohaterów od razu wchodzi w jego posiadanie i okazuje się, że może on zdziałać wiele dobrego oraz przyczynić się do zniszczenia. Średnio podobał mi się ten zabieg, wolałabym gdyby wydarzenia w całości skupiły się na athamenach i krainie Tam. Dużym plusem natomiast było wprowadzenie kilku nowych perspektyw. Do tej pory powieść była opowiadana oczami Johna, Shinobu, Quinn i Maud, a teraz mogliśmy bliżej poznać Notta i Catherine. Z wiadomego powodu historia Catherine została przedstawiona w retrospekcjach, jednak nadal był to ważny wątek, gdyż skupiał się na jej przeszłości i na owianych tajemnicą Sędziach. Wydaje mi się, że młodzi bohaterowie nie zmienili się jakoś diametralnie na przełomie tych dwóch tomów, owszem dojrzeli i skupili się na ocaleniu świata, szczególnie Quinn Kincaid. Powieść czyta się nieźle, akcja rozwija się stopniowo, by potem zmienić tempo i rzucić młodych Poszukiwaczy w wir walki ze złoczyńcami.

   W "Podróżniczce" czegoś mi brakowało, czytając ten tom czułam niedosyt. Mam nadzieję, że jest to tylko syndrom drugiego tomu, a w następnych częściach autorka w pełni rozwinie skrzydła i zaprezentuje pokłady swojej wyobraźni. Absolutnie nie skreślam tej serii, gdyż uważam, że ma ona potencjał i warto się z nią zapoznać.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Uroboros

sobota, 19 sierpnia 2017

279. Przypadki Callie i Kaydena Jessica Sorensen

Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2015
Ocena: 8/10


    Callie w szkole uchodzi za dziwaczkę, nosi obszerne bluzy, a oczy pokrywa grubą warstwą czarnego eyelinera. Nie ma przyjaciół, nie ma znajomych, a samotność jest jej jedyną towarzyszką. Kayden jest z kolei niezwykle popularnym sportowcem, którego otaczają rzesze fanek i kumpli. Ta dwójka skrajnie się od siebie różni, jednak incydent na imprezie w pewien sposób ich łączy. Poza tym chłopak jak cała reszta nie zwraca na nią uwagi i postrzega jako dziwadło. Jakie jest ich zdziwienie, gdy jakiś czas później lądują na tej samej uczelni. Zmiana otoczenia sprawia, że bliżej się poznają i okazuje się, że oboje potrzebują ocalenia, każde z nich z innego, mrocznego powodu. Czy ich uczucie będzie na tyle silne, by na zawsze odgonić demony z przeszłości?
    "Przypadki Callie i Kaydena" to powieść, która zaskoczyła mnie pod wieloma względami. Jessica Sorensen bez wątpienia posiada talent i sprawia, że od jej książek trudno się oderwać. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i jakże owocne. Stworzyła bowiem interesujących bohaterów z bagażem pełnym bolesnych doświadczeń mimo młodego wieku. Może nie są oni wybitni, bywają schematyczni, a nawet irytujący, jednak i tak przypadli mi do gustu. Poznawanie ich sekretów wzbudzało we mnie wiele różnych emocji, od współczucia po wściekłość względem oprawców. Wątek miłosny wiedzie tutaj główny prym, jednak został przedstawiony w tak wyważony sposób, że ani trochę mi nie przeszkadzał. Wszystko to, co dzieje się między bohaterami jest stopniowe i naturalne. Akceptują swoje wady i zalety, a także starają się wzajemnie wspierać. Dynamicznie rozpisane dialogi i ciągle posuwająca się do przodu akcja sprawiają, że tę historię czyta się błyskawicznie. Zdarzają się zabawne fragmenty, pojawiają się słodkie słówka, ale też łamiące serce wyznania i wspomnienia. Wielkim plusem tej powieści jest to, że została napisana w lekki sposób poruszając tak bolesne tematy i jednocześnie zawiera głębsze przesłania skłaniające do refleksji.
   "Przypadki Callie i Kaydena" to powieść young adult, która zapada w pamięć i sprawia, że chce się sięgać po więcej. Ja osobiście nie mogę się doczekać kontynuacji, gdyż zakończenie totalnie mnie zaskoczyło i poruszyło. Zachęcam Was gorąco do zapoznania się z historią Callie i Kaydena, nie pożałujecie.

piątek, 18 sierpnia 2017

278. Onyks Jennifer L. Armentrout

Ilość stron: 520
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2014
Ocena: 7/10

   Odkąd siedemnastoletnia Katy przeprowadziła się do Zachodniej Wirginii i poznała rodzeństwo Black jej życie wywróciło się do góry nogami. Okazało się, że są oni Luksjaninami, pochodzą z innej planety i władają potężnymi mocami. W związku z pewnymi wydarzeniami w pierwszym tomie Deamon interweniował, by ratować życie dziewczyny i od tamtej pory Katy odkrywa, że stała się posiadaczką pewnych umiejętności i postanawia je opanować. Oprócz tego raczej niewiele się zmieniło, Deamon nadal jest dupkiem, który na lekcjach dźga ją długopisem i irytuje na każdym kroku. Nastolatka podchodzi sceptycznie do jego uczucia i zrzuca wszystko na pewną więź. Ponadto w ich szkole pojawia się przystojny surfer Blake, który szybko wkrada się w łaski Katy i nieustannie przebywa w jej pobliżu. Czy Deamonowi uda się poskromić zazdrość? Czego Departament Bezpieczeństwa szuka w mieście? I dlaczego Katy widzi osobę, która już dawno powinna nie żyć?
    "Obsydian" czytałam już dosyć dawno i z przyjemnością wróciłam do tej serii. Jej największym plusem jest oczywiście postać Deamona Blacka, przedstawiciela obcej cywilizacji. Chłopak jest niezwykle tajemniczy, przystojny, arogancki, bywa niebezpieczny i ma zabójcze poczucie humoru. Te cechy to postawa, by stworzyć bohatera idealnego, o którym czytanie będzie prawdziwą frajdą. Bardzo polubiłam też jego siostrę bliźniaczkę, która jest pozytywna i szalona. Co jest zaskakujące Katy przeszła przemianę i jej charakter trochę uległ zmianie, stała się bardziej zadziorna i pełna życia. O ile czytając pierwszy tom doszukiwałam się podobieństw do "Zmierzchu", tak "Onyks" żył już swoim życiem. Autorka znalazła wreszcie swoją drogę i stworzyła niepowtarzalny paranormalny romans, który wciąga, intryguje, bawi i przyspiesza bicie serca. Czuć wyraźną chemię między bohaterami i dobrze się bawiłam czytając ich słowne utarczki. Ponadto w powieści pojawia się spora dawka tajemnic, które dodatkowo wzbudzały moją ciekawość. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to literatura wysokich lotów, bywa przewidywalna, czasem skrajnie irytująca, ale daje przede wszystkim rozrywkę.
    "Onyks" to zaskakująca kontynuacja, którą czyta się szybko i z dozą przyjemności. Autorka stopniowo buduje napięcie, by potem przyspieszyć bieg wydarzeń i sprawić, że nie można oderwać się od lektury. Mam nadzieję, że w miarę szybko uda mi się dorwać kolejny tom i przekonać się, jak dalej potoczą się przygody Luksjan.