wtorek, 17 października 2017

284. Szczęście w miłości Kasie West

Ilość stron: 405
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2017
Ocena: 7/10


   Maddie za chwilę kończy szkołę średnią. Kiepska sytuacja rodzinna sprawia, że dziewczyna od lat ciężko pracuje nad wysoką średnią, by móc dostać stypendium. Jej marzeniem jest zostać weterynarzem, a praca w zoo tylko ją upewnia w tym wyborze. Dziewczyna jest niezwykle zorganizowana i zdyscyplinowana. Ma wszystko dokładnie zaplanowane i w przeciwieństwie do rówieśniczek nie myśli o chłopakach i imprezach. W dniu swoich osiemnastych urodzin pod wpływem impulsu kupuje los na loterii i kilka dni później dowiaduje się, że została multimilionerką. Dla Maddie i jej rodziny to szok, radość i jednocześnie rozwiązanie wszystkich problemów finansowych. Jednak czy rzeczywiście wielkie pieniądze dadzą im pełnię szczęścia?
   Jak tylko na rynku pojawi się nowa powieść Kasie West sięgam po nią bez większego wahania. Autorka już dawno oczarowała mnie swoim stylem pisania, dlatego "Szczęście w miłości" przeczytałam jednym tchem. Maddie to sympatyczne dziewczyna, która jak wielu młodych ludzi boryka się z brakiem funduszy i niestabilną sytuacją w domu. To, co ją wyróżnia to ambicja, sprecyzowane plany na przyszłość i rozsądne podejście do wielu spraw. Na pewno każdy z nas marzył kiedyś o wygraniu wielkich pieniędzy, więc trudno nie zazdrościć bohaterce, do której uśmiechnęło się szczęście. Pięćdziesiąt milionów dolarów to wystarczająco dużo, by wieść bajkowe życie, lecz dziewczyna stara się w miarę rozsądnie wydawać pieniądze. Oczywiście wspomaga finansowo rodziców, brata oraz nie odmawia sobie przyjemności. Z dnia na dzień stała się bardzo popularna i rozchwytywana. Tylko Seth z zoo nie wie jeszcze o jej wygranej i nastolatka nie chce wyprowadzać go z błędu. Chłopak jest namiastką normalności i dawnego życia, której nie chce stracić. Co się wydarzy, gdy wreszcie pozna prawdę? Czu poczuje się oszukany przez dziewczynę, która jest dla niego ważna? Już sam opis utwierdził mnie w tym, że książka będzie udana i absolutnie się nie zawiodłam. Czytałam ją z wielką przyjemnością i choć nie zawsze zgadzałam się z decyzjami i zachowaniem głównej bohaterki, to nie uważam tego za wielki minus. Przestawiona tutaj historia jest lekka i przyjemna w odbiorze, dlatego będzie idealną odskocznią po długim dniu w szkole czy w pracy.
   "Szczęście w miłości" to kolejna powieść Kasie West, która mnie wciągnęła i zauroczyła. Jeszcze nie zdarzyło się, by ta autorka w jakiś sposób mnie zawiodła, dlatego jej twórczość będę z czystym sercem wszystkim polecać.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Feeria Young

sobota, 14 października 2017

283. Lifeblood. Krew Życia Gena Showalter

Ilość stron: 425
Wydawnictwo: HarperCollins
Rok wydania: 2017
Ocena: 6/10


   Tenley żyje w świecie, gdzie życie ziemskie jest dopiero początkiem. Zakańczając je tym samym dokonuje wyboru między dwoma skrajnie różnymi stronnictwami. Ostatecznie wybiera Trojkę stając się wrogiem Miriady. Ponadto po drugiej stronie barykady znajduje się chłopak, którego darzyła uczuciem i który nadal się dla niej naraża. Ten jest Przewodnikiem, musi przejść wymagające szkolenie i przystosować się do nowego życia. Nie ma na to zbyt wiele czasu, gdyż czeka ją niezwykle ważna misja. Jest jeszcze bardziej niebezpieczna, gdyż trwa wojna, gdzie śmierć zbiera swoje ponure żniwo. Czy Tenley uda się odnaleźć w szeregach Trojki, czy może Miriada nadal będzie walczyła o dziewczynę?
   "Firstlife" czytałam już jakiś czas temu, dlatego zabierając się za kontynuację nie pamiętałam zbyt wielu szczegółów z pierwszego tomu. Trudno było mi wkręcić się na nowo w tę historię, ale na szczęście autorka mi w tym trochę pomogła, gdyż w pierwszych rozdziałach powtarzała istotne dla zrozumienia dalszej fabuły informacje. Tym samym mocno spowolniła akcję i przez kilkadziesiąt stron według mnie nie działo się nic istotnego. Dopiero w drugiej połowie powieść ruszyła pełną parą i Gena Showalter pędziła z akcją jak szalona. Nieustanne walki i utarczki słowne nie pozostawiały czasu na chwilę oddechu. Masa nowych bohaterów sprawiła, że w zasadzie nie mogłam poznać ich zbyt dobrze i w efekcie nie zżyłam się z żadną postacią. W to wliczam również główną bohaterkę, gdyż Tenley nie jest moją ulubienicą. To kolejna młoda bohaterka, obdarzona nadnaturalnymi zdolnościami, która ma przed sobą misję. Ten schemat został wykorzystany już w tylu młodzieżówkach, że niczym nie zaskakuje. Nadal uważam, że autorka miała świeży pomysł poruszenia życia pośmiertnego, ale ciągle jest coś niedopracowane. Plusem jest to, że Showalter tym razem  wątku romantycznego nie uczyniła głównym. Owszem mamy jego namiastki, ale na szczęście bardziej skupiła się na innych problemach. Ogromnie podoba mi się okładka, która zachwyca i przyciąga wzrok.
   "Lifeblood" nie jest idealną kontynuacją, wyczuwałam wiele zgrzytów, ale dostrzegam też zalety. Podoba mi się kierunek, w jakim idzie historia i mimo wszystko jestem ciekawa jak się zakończy. Gena Showalter jest utalentowaną pisarką, która zdobyła moje uznanie serią o Alicji, dlatego nie skreślam losów Ten i Killiana. 

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu HarperCollins

czwartek, 12 października 2017

282. Błękit szafiru Kerstin Gier

Ilość stron: 360
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Ocena: 8/10

   Uciekinierzy i zdrajcy, Lucy i Paul podczas jednej z wypraw w przeszłość stanęli Gwenn i Gideonowi na drodze. Szczęśliwym trafem udało im się zbiec, lecz jakim sposobem znali dokładną datę ich pobytu? Jako że Gwendolyn niedawno dołączyła do grona podróżników Strażnicy nie ufają dziewczynie i podejrzewają spisek. Ponadto zatajają przed Rubinem istotne informacje, więc żeby nie błądzić po omacku dziewczyna postanawia poznać wszelkie tajemnice na własną rękę. W tym celu korzysta z pomocy najlepszej przyjaciółki Leslie, ducha Jamesa i nowego towarzysza- kamiennego gargulca, który dla reszty świata pozostaje niewidzialny. W międzyczasie nastolatka przygotowuje się do kolejnej misji, która czeka ją w XVIII wieku. Musi nie tylko wiedzieć, co to jest rydykiul, ale także nauczyć się tańca, dobrych manier, a przede wszystkim poznać tamtejszą historię. Wyzwanie nie jest proste, a wymagający nauczyciele i irytujący Gideon wcale jej w tym nie pomagają. Czy Gwendolyn uda się udowodnić stowarzyszeniu, że jest godna zaufania i czy jej spotkanie z hrabią przebiegnie bez zarzutu?
   "Czerwień rubinu" wciągnął mnie bez reszty, dlatego tak niecierpliwie wyczekiwałam "Błękitu szafiru" w tym bajecznym wydaniu. Akcja zostaje poprowadzona dalej bezpośrednio po ostatnich wydarzeniach mających miejsce w pierwszym tomie. Jednocześnie autorka subtelnie przypomina czytelnikowi zasady obowiązujące w wykreowanym przez nią świecie, by nie czuł się zagubiony po dłuższej przerwie między dwoma tomami. Zarówno Gwendolyn jak i nas ciągle otacza chmura tajemnic. Nieważne, że dziewczyna jest ostatnią podróżniczką i według przepowiedni ma odegrać ważną rolę, wie tyle co nic. Codziennie musi poddawać się epilepsji i trudno jej poukładać życie, które z dnia na dzień wywróciło się do góry nogami. Gideon jest jej partnerem w podróżach w czasie, jednak Gwenny trudno rozgryźć, jaka relacja ich łączy. Raz ją całuje, by potem być oschłym i nieprzystępnym. To powoduje, że jak każda nastolatka ma swoje humory i irytuje swoim zachowaniem. Gdy w grę wchodzi miłość bohaterki książek rzadko wykazują się rozsądkiem, a ta szesnastolatka nie jest wyjątkiem. Postacią, która bezapelacyjnie kradła uwagę w tej części jest Xemerius, gargulec, który wręcz przykleił się do głównej bohaterki, gdy zorientował się, że go widzi. Może i jest namolny, ale też pomocny ze względu na znajomość historii oraz zdolność przenikania przez ściany. Zabawne komentarze i sytuacje dodawały mu uroku. Tym razem mieliśmy zaserwowaną sporą dawkę historii, jednak nie przeszkadzało mi to, bo dzięki temu mieliśmy wyraźny obraz i niejakie wprowadzenie do dalszej fabuły. Akcja toczyła się w miarę szybko, a niektóre momenty były naprawdę ekscytujące.
   "Błękit szafiru" to bardzo dobra kontynuacja i dowód na to, że Kerstin Gier miała niesamowity pomysł na tę trylogię i dopracowała wszystkie szczegóły. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak wyczekiwać ostatniego tomu, a Was serdecznie zachęcam do sięgnięcia po twórczość tej utalentowanej niemieckiej autorki.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Media Rodzina

czwartek, 5 października 2017

281. Buntowniczka z pustyni Alwyn Hamilton

Ilość stron: 364
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2017
Ocena: 7/10


   Szesnaście lat swojego życia Amani spędziła w Dustwalk, zapomnianej przez świat osadzie. Po śmierci matki dziewczyna znajduje się pod opieką wuja, który planuje uczynić ją swoją kolejną żoną. Jednak ta ani myśli zostać dłużej w tym miejscu i dzięki umiejętnością posługiwania się bronią liczy na wyrwanie się spod jarzma i rozpoczęcie nowego życia gdzie indziej. W tym celu udaje się na konkurs strzelecki, by zgarnąć wysoką nagrodę pieniężną. Poznaje tam Jina, obcokrajowca, który jak się potem okazuje jest oskarżony o zdradę stanu. Wskutek wielu zawirowań i kłopotów uciekają razem przez pustynię ścigani przez żołnierzy Sułtana. Oprócz wojska muszą też uważać na stwory zamieszkujące niekończące się piaski, gdyż pierwotna magia i Dżiny nie żyją tylko w legendach.
   "Buntowniczka z pustyni" to debiut i jednocześnie wielki sukces Alwyn Hamilton. O tej książce słyszałam mnóstwo dobrego, dlatego nie mogłam się oprzeć i sięgnęłam po tę historię. Już na samym początku poznajemy Amani, silną i niezależną bohaterkę, która chętnie biega w przebraniu mężczyzny i swoimi umiejętnościami zawstydza innych. Marzy o lepszym życiu w wielkim mieście i pragnie poznać miejsca, które zna jedynie z opowieści nieżyjącej już matki. Bardzo podobał mi się duet Niebieskookiej Bandytki i Węża ze Wschodu, byli towarzyszami broni i równymi sobie kompanami. Jina nie sposób nie lubić, jest zabawny i odważny. Jednak autorka w swojej powieści zdecydowanie postawiła na postaci kobiece. Wojowniczki i Półdżiny odgrywają w tej historii ogromną rolę i zdecydowanie przyćmiewają mężczyzn. Wielkim atutem tej powieści jest klimat, wręcz odczuwałam suche pustynne powietrze i prażące słońce. Przygody Amani wciągnęły mnie już od pierwszego rozdziału, nie było może szczegółowego wprowadzenia do świata Dżinów, ale szybka i wartka akcja sprawiała, że czytałam w zawrotnym tempie. W miarę jak historia posuwała się do przodu czytelnik stopniowo poznawał historię władzy Sułtana, jego braci i sytuacji politycznej kraju. Nie brakowało także wzmianek o magicznych stworach i ich niezwykłych darach. Jestem wielką fanką okładki i jej pięknej kolorystyki, która przyciąga spojrzenie.
   "Buntowniczka z pustyni" to świetny początek obiecującej i oryginalnej serii. Osobiście nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejny tom, by móc śledzić dalsze losy Amani, Jina i ich przyjaciół.

sobota, 30 września 2017

Wrap-up, czyli podsumowanie września


 Wrzesień był dziwnym miesiącem. Z pozoru ostatni miesiąc wakacji, ale praca i różne inne sprawy rozpraszały mnie na tyle, że nie napisałam ani jednej recenzji. Przez to moja aktywność na blogu drastycznie spadła, ale mimo wszystko udało mi się przeczytać kilka książek. Ten miesiąc zdecydowanie poświęciłam filmom i serialom, więc zapraszam na podsumowanie :)

Książki przeczytane (jeszcze nie zrecenzowane):

 Znalezione obrazy dla zapytania chłopak z innej bajki Znalezione obrazy dla zapytania ukryta łowczyni Znalezione obrazy dla zapytania gwiezdny pył książka Znalezione obrazy dla zapytania szukając alaskiZnalezione obrazy dla zapytania ewangelia według lokiego


Filmy:
Znalezione obrazy dla zapytania annabelle plakat Znalezione obrazy dla zapytania annabelle plakat  Nigdy nie byłam wielką fanką horrorów, ale za namową obejrzałam słynną Annabelle, w dodatku obie części. Byłam tymi filmami zarówno zachwycona, jak i przerażona. Uważam, że są to bardzo dobre produkcje, które straszą w klasyczny sposób nie będąc jednocześnie groteskowe, co spotyka większość współczesnych filmów grozy.

 Znalezione obrazy dla zapytania obecność plakat Znalezione obrazy dla zapytania obecność plakat  Podobnie jak Annabelle rzeczy, które zostały przedstawione w Obecności są kolejną sprawą badaną przez małżeństwo Warrenów. Historia oparta na faktach była przerażająca i często wywoływała u mnie ciarki, jednak czułam to tylko oglądając pierwszą część. "Obecność 2" była przepełniona efektami specjalnymi, które psuły klimat i i efekcie częściej się śmiałam niż bałam. Niemniej jednak te 4 filmy to warte uwagi uniwersum, które w genialny sposób zostało ze sobą połączone i stanowi spójną całość.

Znalezione obrazy dla zapytania the duff tumblr Żeby odpocząć trochę od horrorów postanowiłam zobaczyć coś lżejszego i mój wybór padł na "The DUFF". Nie czytałam wcześniej książki, ale słyszałam, że są to dwie różne historie, więc nie straciłam wiele. Jest to dosyć zabawna komedia, która niesie ze sobą przesłanie, że tak naprawdę każdy z nas może być tytułowym DUFFEM :)

Seriale:
Znalezione obrazy dla zapytania 13 reasons why  Dokończyłam "13 powodów" i choć ostatnie odcinki były ciekawe, to nie zmieniły specjalnie mojej opinii o tym serialu. W poprzednim podsumowaniu już wspominałam, że był irytujący i najczęściej przedstawiał płytkie problemy nastolatków. Owszem były poruszane trudne i bolesne tematy, jednak nie przemówił do mnie i raczej nie będę się męczyła oglądaniem drugiego sezonu.

Znalezione obrazy dla zapytania arrow tumblr  Zacznę może od tego, że jestem wierną fanką produkcji Marvela i choć nie znałam za bardzo DC, to uważałam to za jego słabą konkurencję. Oczy mi się otworzyły dopiero wtedy, gdy przypadkiem trafiłam na serial "Arrow", o którym o dziwo niewiele wcześniej słyszałam. Historia Zielonej Strzały i jego drużyny zachwyciła mnie już od pierwszego odcinka i nim się obejrzałam byłam już na 4 sezonie. Serial ogląda się szybko, często drżałam o zdrowie i życie ulubionych bohaterów w starciu z szeregiem złoczyńców. Uwielbiam postać Olivera, jego zasady i poczucie odpowiedzialności za miasto i swoją misję. Wciągnęłam się w ten świat tak bardzo, że mam zamiar w najbliższym czasie zabrać się za "Flasha" i kontynuować przygodę z superbohaterami. 

Jestem ciekawa, czy we wrześniu skupiliście się bardziej na czytaniu książek, czy może tak jak ja na produkcjach telewizyjnych :)