poniedziałek, 26 września 2016

199. Gra o tron George R.R. Martin

Ilość stron:837
Wydawnictwo:Zysk i S-Ka
Rok wydania: 2011
Ocena: 8/10


    Siedmioma Królestwami rządzi niejaki Robert Baratheon, lata temu obalił szalonego króla Aerysa Targaryena. Żelazny Tron jest pożądany przez wiele potężnych rodów, dlatego Robert postanawia ściągnąć do stolicy swojego starego przyjaciela Eddara Starka, który mieszkał dotąd na północy w mroźnym Winterfell. Ned przyjmuje posadę Królewskiego Namiestnika i zabiera swoje dwie młodsze córki do Królewskiej Przystani. Mężczyzna dobrze wie, że jest to gniazdo żmij, którym przewodzi królowa Cersei z rodu Lannisterów, o której krążą plotki, że dopuściła się kazirodztwa. W tym samym czasie prawowici następcy tronu z rodu Targaryenów przemierzają ziemie Dothraków, zawierają sojusze i robią wszystko, by odzyskać należny im tron. W ten oto sposób piękna Daenerys zostaje sprzedana khalowi Drogo, który ma dostarczyć jej bratu armii, by ten mógł odzyskać koronę. Z kolei Nocna Straż, do której niedawno przystąpił bękart Starka, Jon Snow niepokoi się dziwnymi rzeczami, które dzieją się za Murem. Obawiają się, że złe moce mogą zagrozić wszystkim krainom.
    Niewielu jest ludzi, którzy nie słyszeliby o "Pieśni Lodu i Ognia", szczególnie, że kilka lat temu powstał na jej podstawie głośny serial. To właśnie z nim miałam styczność w pierwszej kolejności i jako wielka fanka Gry o tron nie mogłam zapoznać się z jej pierwowzorem. Podczas czytania chcąc nie chcąc porównywałam książkę i telewizyjną produkcją. Wyłapywałam, gdzie zmieniono fabułę, a gdzie wiernie ją oddano. Choć na początku wydawało mi się, że ciężko będzie przebić serial, tak im dalej zagłębiałam się w powieść Martina, tak bardziej byłam zachwycona. Autor stworzył fantastykę na najwyższym poziomie i nie bez powodu czytelnicy porównują go do Tolkiena. Już od samego początku zostajemy wrzuceni w wir akcji, historię rodów i dziesiątki imion, które trudno spamiętać. Jako, że od lat śledzę serial, to nie miałam większych problemów z przystosowaniem się to tego świata, a trudne nazwiska i liczne krainy nie przyprawiały mnie o ból głowy. Oprócz nieustających politycznych i dworskich intryg, a także bitewnych starć dostajemy przede wszystkim genialnie wykreowane postacie. Każdej z nich przypisany jest osobny rozdział, poznajemy dokładnie ich historię, charaktery i pobudki. W tej części możemy śledzić losy Neda Starka, który jest chyba jedynym prawym człowiekiem w Siedmiu Królestwach, Aryi i Sansy, które przekonują się jak bezwzględne jest życie na królewskim dworze. No i dwójki moich faworytów, mianowicie Tyriona i Daenerys. Pierwszy z nich jest bratem królowej i Królobójcy, karłem odtrąconym przez ojca, który jest charyzmatyczny, zabawny i zdecydowanie najbardziej go lubię z całego rodu Lannisterów. Jeśli chodzi o Dany, to możemy obserwować jej niesamowitą przemianę z zastraszanej przez brata dziewczynki, do odważnej i budzącej respekt księżniczki. Muszę przyznać, że rozdziały właśnie jej przeznaczone czytało mi się najlepiej. Oczywiście w książce pojawia się wiele innych ciekawych bohaterów, jednak nie mnie ich wymieniać. Najlepiej samemu zasiąść do lektury i dać się pochłonąć "Grze o tron". George R.R. Martin słynie z dość kontrowersyjnego traktowania swoich postaci i nie należy się do nich zbytnio przywiązywać, bo w jego powieściach żadna z nich nie może czuć się bezpieczna. Jego styl pisania nie należy do najprostszych, wymaga skupienia i całkowitego oddania się nakreślonej historii. Jednocześnie nie przytłacza czytelnika, więc z coraz większym zainteresowaniem śledzi się kolejne wydarzenia. 
   Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachwycać się pierwszym tomem tej niesamowitej serii. Mimo że powieść należy do prawdziwych grubasów, to przeczytałam ją zaskakująco szybko i odczuwam niedosyt i mam wielką chęć zabrać się za kontynuację. Niech nie zraża Was ogromna ilość stron i skomplikowana fabuła, bo gdy tylko się wciągniecie i bliżej poznacie ten fantastyczny świat, to nie będziecie mogli oderwać się od czytania.


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję księgarni internetowej lovebooks.pl

6 komentarzy:

  1. Nigdy nie miałam styczności ani z książką, ani z serialem, ale może kiedyś... :) Chciałabym książkę przeczytać :D Jednak znając siebie pewnie najpierw zacznę oglądać serial jeśli już, bo na książkę za długo czekam :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam parę odcinków serialu (które nawiasem mówiąc bardzo mi się podobały), ale potem stwierdziłam, że chyba jednak wolę najpierw zapoznać się z książkowym pierwowzorem, co oczywiście niedługo mam zamiar zrobić :P Nie wiem, czy to trafne określenie, ale Gra o Tron to w pewnym sensie klasyka w dziedzinie fantastyki i wstyd mi nie przeczytać jako wiernej fance tego gatunku :D /Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam zarówno książki jak i serial :) Uważam, że Martin jest mistrzem w swoim fachu!
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham Tyriona, ale nie znoszę Daenerys ;) Poza tym bardzo lubię Jona i Arye :D Cała seria jest niesamowita!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. O nie! Jakoś mnie nie ciągnie do Gry o tron... może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka bardzo mi się podobała i sama chciałabym jak najszybciej zabrać się za drugi tom :)

    OdpowiedzUsuń

289. Gwiezdny pył Neil Gaiman