środa, 26 października 2016

211. Serce z popiołu Kathrin Lange



Ilość stron: 413
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2016
Ocena: 5/10


   David nie może uwierzyć, że jego była narzeczona żyje i ma się dobrze. Przez długie miesiące zadręczał się myślą, że jest winien jej śmierci, a poczucie winy nie dawało mu spokoju. Teoretycznie może się wydawać, że skoro problem się rozwiązał, to chłopak razem z Juli mogą cieszyć się swoim szczęściem, a ich miłość może kwitnąć. Jednak Charlie nie ma zamiaru tak łatwo rezygnować ze swojej dawnej miłości i robi wokół siebie sporo hałasu. Tymczasem Juli nadal prześladuje duch Madeleine Bower, trudno odróżnić jej koszmar od jawy. Klątwa nadal nie została przełamana, a główni bohaterowie coraz bardziej zaczynają w nią wierzyć, gdyż trudno w inny sposób wytłumaczyć im te wszystkie dziwne rzeczy, które się wokół nich dzieją.
    "Serce ze szkła" zwróciło moją uwagę swoją tajemniczością i nietuzinkowością. Bardzo lubię twórczość niemieckich autorek, więc z chęcią czytałam kolejne książki Kathrin Lange. Jednak muszę przyznać, że im dalej brnęłam w tę historię, tym bardziej czułam pewne zgrzyty. Owszem pomysł na fabułę: postać zjawy i klątwa były ciekawym i dość rzadko spotykanym zabiegiem. Niestety nie udało mi się przekonać do głównych bohaterów. Myślałam, że może z czasem ich polubię, jednak zostali wykreowani w taki sposób, że jedynie mnie irytowali. David od samego początku nie wzbudzał mojej sympatii, był opryskliwy, niemiły i momentami miałam wrażenie, że było mu wszystko jedno. Juli z kolei była za bardzo zaangażowana, myślę że kochała Davida bardziej, niż na to zasługiwał. Ponadto często podejmowała irracjonalne decyzje, a jej przemyślenia bywały męczące. Największe zainteresowanie wzbudził we mnie duch Madeleine, liczyłam że jej historia zostanie rozwikłana w ciekawszy i przejmujący grozą sposób. Miałam nadzieję na gotycki romans, który wywoła we mnie ciarki, jednak przyznam, że trochę się rozczarowałam. Samo zakończenie udało mi się przewidzieć, więc nie było nawet elementu zaskoczenia. Jeśli chodzi o styl pisania autorki, to nie mam mu nic do zarzucenia, pisze w lekki i wciągający sposób. Gdyby bohaterowie zostali wykreowani w lepszy sposób, z pewnością ta historia bardziej by mi się podobała.
    Podsumowując, cała trylogia zapowiadała się naprawdę ciekawie.Szkoda, że nie została bardziej dopracowana, gdyż miała niezły potencjał. Mam do niej raczej neutralny stosunek, nie była wybitna, ale nie była też tragicznie zła. Decyzję o zapoznaniu się z nią pozostawiam Wam.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza.




1 komentarz:

  1. Ja już mam za sobą i całkowicie dobrze ją wspominam :)

    OdpowiedzUsuń