czwartek, 10 listopada 2016

213. Never, never Colleen Hoover, Tarryn Fisher

Ilość stron: 300
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2016
Ocena: 3/10


    Historia rozpoczyna się tym, że pewna nastolatka uświadamia sobie, że siedzi w obcej klasie, nieznanej jej szkole i nie ma bladego pojęcia jak ma na imię. Szok i dezorientacja zmuszają ją do działania. Dzięki szybkiemu rozeznaniu dowiaduje się, że ma na imię Charlie. Ta sama sytuacja spotyka chłopaka o imieniu Silas. Nastolatek nie wie nic o swojej przeszłości, rodzinie, nie zna nawet swojej osobowości. Szybko okazuje się, że w "poprzednim" życiu Charlie i Silas byli parą, ich miłość kwitła, jednak została zniszczona ze względu na głośny konflikt, który połączył ich rodziny. Młodzi bohaterowie postanawiają rozwikłać tajemniczą kwestię swojej amnezji, gdyby nie fakt, że w ciągu 48 godzin znów spotyka ich ta sama sytuacja. 
    Jako fanka twórczości Colleen Hoover wiedziałam, że prędzej czy później sięgnę po jej nową książkę. Jako że tym razem nawiązała współpracę, to liczyłam na coś ciekawego i wciągającego. Niestety ta pozycja rozczarowała mnie pod wieloma względami. Po pierwsze dość oryginalny wątek ciągłej utraty pamięci zamiast pogłębić, rozwinąć i wytłumaczyć, został pozostawiony sam sobie. Czytelnik nie poznaje przyczyny, dlaczego bohaterowie muszą zmagać się z czymś takim, co wywołało u mnie frustrację. Następnie nie przypadła mi do gustu sama kreacja postaci. Mimo że Charlie nic nie pamięta, to nadal posiada wrodzony talent do irytowania. Jest niemiła, opryskliwa w stosunku do rodziny jak i samego Silasa. Z kolei chłopak mógłby uchodzić za sympatycznego, gdyby nie fakt, że nie widział świata poza swoją byłą dziewczyną. Miałam wrażenie, że angażował się dużo bardziej od niej samej. Również wątek miłosny według mnie został poprowadzony w sztuczny sposób. Dwójka młodych ludzi, którzy na chwilę obecną kompletnie się nie zna, zakochuje się w sobie na podstawie przeczytanych listów i odnalezionych wskazówek. Nie było to naturalne, przez co powieść wydawała mi się płytka i mało sensowna. Co prawda nie była zbyt gruba, jednak ja czytałam ją dość długo, z tego względu, że nie potrafiłam dać się porwać fabule.
     "Never, never" to moim zdaniem najsłabsza jak do tej pory powieść Hoover. Miałam wobec niej spore wymagania ze względu na pochlebne opinie, a niestety nieprzyjemnie się zaskoczyłam. Nie jest to książka, która zapada w pamięć czy niesie za sobą jakieś przesłanie, oprócz pięknej okładki nie znalazłam w niej zbyt wiele interesujących aspektów.

4 komentarze:

  1. Akurat fabuła tej książki, ze wszystkich tej Pani, najbardziej mnie zainteresowała. Moja siostra ma wydani anglojęzyczne i wspomniała że polscy tłumacze się nie przyłożyli. Może i ja się kiedyś skuszę i przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja czytałam pochwalne recenzje i miałam na nią chęć. W sumie i tak chyba jej dam szansę. Zobaczę jak mi się spodoba :)

    Buziaczki! ♥
    Zapraszam do nas 😍
    Świat oczami dwóch pokoleń

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo, cóż za odmiana po tych wielu pochlebnych opiniach :D Na książkę i tak czy siak zbytniej ochoty nie mam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja po tę powieść raczej nie sięgnę i Twoja opinia tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu. Czytałam dwie książki Hoover, które całkiem mi się podobały, chociaż z perspektywy czasu już tak entuzjastycznie o nich nie mówię. Na razie nie zachęca mnie dalsza twórczość tej autorki, tym bardziej, jeśli "Never, never" jest jej najsłabszą powieścią :)

    OdpowiedzUsuń

277. Poszukiwaczka Arwen Elys Dayton