sobota, 10 grudnia 2016

222. Urodzona o północy C.C.Hunter

Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Feeria
Rok wydania: 2014
Ocena: 5/10

   Kylie ma szesnaście lat i najgorszych rodziców na świecie. Matka nie okazuje jej żadnych uczuć, a uwielbiany dotąd ojciec nagle ją zostawia i praktycznie traci z nim kontakt. Ponadto nastolatka chodzi na terapię do tak zwanego świrologa, a pewna zjawa prześladuje ją od wielu miesięcy. Po pewnym incydencie na szalonej imprezie, rodzice wraz z terapeutą ustalają, że na wakacje dziewczyna ma pojechać na obóz dla trudnej młodzieży. Kylie, która tak naprawdę nie zrobiła nic złego, obawia się, że będzie musiała spędzać czas z kryminalistami. Jak się wkrótce okazuje, Wodospady cienia to nie taki zwykły ośrodek. Tam bohaterka odrywa, że legendy mają w sobie ziarno prawdy, a paranormalne istoty żyją wśród normalnych ludzi. Kylie jest w szoku i trudno jej się pogodzić z tymi rewelacjami. Jej pobyt tam nie jest zatem za karę, a ma za zadanie pomóc jej w odkryciu, jaką magiczną istotą jest. 
    O tej serii było swojego czasu bardzo głośno, zebrała sporo pozytywnych opinii, ale widziałam też i te negatywne. Postanowiłam jednak sama się z nią zapoznać i przekonać się, co autorka ma ciekawego do zaoferowania czytelnikom. Co do bohaterów, to Kylie jest z pozoru zwykłą i pospolitą nastolatką. Gdy trafia do obozu nagle jest w centrum zainteresowania, a chłopcy adorują ją na każdym kroku. Wydawało mi się to bardzo nienaturalne, a czasem absurdalne. Poznała tam Dereka i Lucasa, z którym kilka lat temu miała już do czynienia. Obaj są przystojni, charyzmatyczni, jeden z nich to fearie, drugi jest wilkołakiem i każdy z nich jest nią zainteresowany. Mamy więc typowy trójkąt miłosny, który mnie męczył i nie wprowadzał absolutnie niczego odkrywczego do fabuły. Nie zapałałam jakąś specjalną sympatią do tych bohaterów. Polubiłam jednak dwie współlokatorki Kylie, które były zabawne, a ich przekomarzania wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Fabuła nie jest może porywająca, główna bohaterka poznaje świat, w którym rządzi magia, sama próbuje odkryć, kim naprawdę jest i rozgryźć, który z chłopców podoba się jej bardziej. Jak widać, jest to typowy romans paranormalny, skierowany do nastoletnich czytelniczek. Styl pisania autorki jest bardzo prosty, czasem kolokwialny, lecz muszę przyznać, że dzięki temu tę książkę czytało się bardzo szybko. Ogromnie podoba mi się oprawa graficzna tej pozycji, jest klimatyczna, a kolorystyka przyciąga oko.
    "Urodzona o północy" to młodzieżówka, przy której można miło spędzić czas, aczkolwiek ta historia nie wprowadza nic nowego, jeśli chodzi o fantastyczne istoty. Mimo że powieść ma sporo minusów i niedociągnięć, to zakończenie zaskoczyło mnie na tyle, że myślę, że przeczytam kontynuację. Może drugi tom przekona mnie bardziej do bohaterów, a akcja zostanie poprowadzona w bardziej sprawny sposób. Trudno mi stwierdzić, czy polecam tę książkę, gdyż mam świadomość, że na rynku jest dużo lepszych pozycji z tego gatunku, zatem decyzję zostawiam Wam.


   

2 komentarze:

  1. Ja lubię takie klimaty, ale nie dziwie się że książkę oceniłaś na tylko 5 punktów. Może kiedyś się skuszę na tę serię, ale na razie raczej nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam jakiś czas temu i zgadzam się. Jest to młodzieżówka przy której można miło spędzić czas, ale nic więcej. Nie jest zobowiązującą lekturą, ale mimo wszystko czytało mi się przyjemnie :) Pozdrawiam!
    Verax

    OdpowiedzUsuń