czwartek, 30 czerwca 2016

Wrap up, czyli podsumowanie czerwca


   Pomimo tego, że wakacje mijają mi pracowicie i to dosłownie, to i tak udało mi się przeczytać sporo ciekawych pozycji:

  Ilość stron:336   Ocena: 4/10

  Ilość stron:483   Ocena: 6/10

  Ilość stron:420   Ocena: 8/10

  Ilość stron:333   Ocena: 6/10

  Ilość stron:312   Ocena: 5/10

  Ilość stron:335   Ocena: 7/10

Ilość stron:421   Ocena: 7/10

Ilość stron:409   Ocena: 7/10

  Ilość stron:336   Ocena: 5/10

Ilość stron:843   Ocena: 9/10

Ilość stron:364   Ocena: 7/10

Łączna liczba książek: 11
Łączna liczba stron: 4592


środa, 29 czerwca 2016

167. Córka zjadaczki grzechów Melinda Salisbury

Ilość stron:364
Wydawnictwo:Zielona Sowa
Rok wydania: 2015
Ocena: 7/10

   Twylla jest Daunen Wcieloną. Została wybrana przez Bóstwa i królową, by pełniła na zamku osobliwą rolę i była cielesnym dowodem na ich istnienie. Odkąd cztery żniwa temu przybyła do posiadłości wzbudza ona strach wśród lordów i dam dworu z tego względu, że jej dotyk jest zabójczy. Karą za zdradę jest trujący dotyk Twylli, który już po kilku minutach zbiera swoje śmiertelne żniwo. Życie głównej bohaterki nie jest proste, mieszka w odosobnieniu, a dnie spędza na modlitwach do Bogów, których obecności nigdy tak naprawdę nie poczuła. Nim została Daunen jej przeznaczeniem miała być rola Zjadaczki Grzechów i tak jak matka miała odprawiać ten stary obrzęd. Oprócz tego już niedługo ma zostać żoną księcia, którego prawie w ogóle nie zna i jej życie płynie monotonnie dopóki na jej drodze nie staje jej nowy strażnik. Lief już od pierwszych dni wprowadza promyki nadziei, radość i przyjaźń, której od lat jej brakowało. 
   Początkowo wydawało mi się, że będzie to typowa, średnio udana młodzieżówka. Główna bohaterka nie wzbudzała sympatii, a jej bierność irytowała. Jednak z biegiem akcji historia tak się rozwinęła, że trudno było mi się od niej oderwać. Ogromnym plusem jest kreacja świata przedstawionego. Królestwo Lormere zostało bardzo dokładnie opisane, jego zwyczaje, legendy i obrzędy. Autorka nie poprzestała na laurach i stworzyła idealne tło na swoją historię. Uwielbiam, gdy wydarzenia rozgrywają się w fikcyjnych państwach i zamkach, z tego względu, że nie brakuje wtedy dworskich intryg. Muszę przyznać, że panująca tam królowa jest mistrzynią gry słów, wyrachowania i intryg. Nie jest to lubiana postać, jednak wprowadza mrok i zamęt, który napędzał bieg zdarzeń. W drugiej połowie książki zmienił się także charakter Twylli i powoli zaczynała podejmować rozsądne i bardziej dorosłe decyzje, a także nie dała się poddać woli okrutnej władczyni. Jak w większości młodzieżówek nie brakowało tu także wątku miłosnego, który na całe szczęście nie wybiegał zbytnio na pierwszy plan, więc mogłam przymknąć na niego oko. Dużym atutem było także stopniowanie akcji, przez co nie mogłam odłożyć tej powieści, gdyż każdy kolejny rozdział wzbudzał we mnie jeszcze większą ciekawość. Powieść została napisana bardzo przystępnym językiem, a plastyczne opisy sprawiały, że czytało się ją bardzo przyjemnie.
   "Córka zjadaczki grzechów" prezentuje historię inną niż wszystkie i mimo, że nie brakuje w niej schematów, to i tak jestem nią pozytywnie zaskoczona. Nie wymaga ona większego skupienia, więc jest idealna na letnią porę i gwarantuje miło spędzony czas. Osobiście mam wielką ochotę sięgnąć już po kontynuację, gdyż nie mogę się doczekać jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Z mojej strony mogę Wam tylko polecić tą pozycję, gdyż z pewnością spodoba się fanom fantastyki i romansów.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Zielona Sowa 

wtorek, 28 czerwca 2016

Stosik #12







W ciągu ostatnich kilku tygodni uzbierało mi się trochę książek, więc będzie co czytać przez wakacje :)

Od góry:
- "Przekroczyć granice" Katie McGarry od wydawnictwa Muza
- "Heaven. Miasto elfów" Christoph Mazi od wydawnictwa Muza
- "Sułtanka Kosem. Czarna królowa" Demet Altinyeleklioglu od wydawnictwa Wielka Litera
- "Niepokój" Maggie Stievater
- "Gregor i tajemne znaki" Suzanne Collins od wydawnictwa IUVI
- "Tytany" Victoria Scoot od wydawnictwa IUVI
- "Królowa cieni" Sarah J Maas od wydawnictwa Uroboros
- "Malfetto. Drużyna Róży" Marie Lu od wydawnictwa Zielona Sowa
- "Córka Zjadaczki Grzechów" Melinda Salisbury od wydawnictwa Zielona Sowa
- "Silver. Pierwsza księga snów" Kerstin Gier od wydawnictwa Media Rodzina
- "Księga cmentarna" Neil Gaiman od księgarni internetowej Lovebooks.pl

Dajcie znać, co z tego stosiku czytaliście i jakie były Wasze wrażenia :D

niedziela, 26 czerwca 2016

166. Królowa cieni Sarah J Maas

Ilość stron:843
Wydawnictwo:Uroboros
Rok wydania: 2016
Ocena: 9/10


   Celaena Sardothien przestała istnieć po tym, jak w Wendlyn odkryła swoje dziedzictwo, a także bratnią duszę. Do Adarlanu powraca już jako Aelin Galathynius, rządna zemsty królowa, która zamierza spalić swoich wrogów, obudzić magię i odzyskać swe należne miejsce w Terrasenie. Na miejscu staje twarzą w twarz z byłym dowódcą Gwardii Chaolem, z którym niegdyś łączyło ją namiętne uczucie. Od tamtego czasu wiele się zmieniło i zarówno zabójczyni jak i kapitan przeszli metamorfozę i teraz łączy ich jedynie wspólny cel i przyjaźń, choć nie obywa się bez ciągłych sporów. Ich sporym problemem jest książę Dorian, którego ciało opętał demon i zrobią wszystko, by uratować przyjaciela, a także zabić okrutnego władcę Adarlanu, który uciska lud. Pomagają im w tym Rowan, książę Fae, który zrobiłby dla swojej królowej wszystko, oraz jej niedawno odnaleziony, bliźniaczo podobny kuzyn Aedion. Wątków w tej części jest mnóstwo i żeby się w nich wszystkich nie pogubić, to trzeba samemu się w nią zagłębić. 
   O ile w trzecim tomie Aelin była irytująco pokonana, tak w tym znów stała się arogancka i zadziorna, czyli tak jak nasza dawna Celaena. Oczywiście dziewczyna ogromnie się zmieniła, do czego przyczyniło się wiele wydarzeń. Jednak nie jest to zła przemiana, podoba mi się jej władczy charakter oraz to jak oswaja się powoli ze swoim przeznaczeniem. Mimo, że nadal nie pałam wielką sympatią do Rowana, to muszę przyznać, że jego postać dużo wnosiła do fabuły, a także jego umiejętności walki. Cudownie było znów spotkać się z Chaolem i Dorianem, którzy pomimo wielu zawirowań nadal pozostali moimi ulubionymi postaciami męskimi. Konkurencją dla nich stał się generał Aedion, który ma poczucie humoru oraz silną osobowość. Bardzo podobały mi się jego potyczki słowne z kuzynką z tego względu, że ich charaktery są wybuchowe. Kolejną bohaterką, na którą zwróciłam szczególną uwagę była Manon, Przywódczyni Trzynastki. Ta wiedźma jest niezwykle barwną postacią i mam nadzieję, że w kolejnych częściach nie zabraknie jej przygód. Tę książkę czytałam dość długo, ale nie dlatego, że była nudna. Wręcz przeciwnie, chciałam delektować się każdą stroną, którą napisała Sarah J Maas. Powolne zagłębianie się w historię sprawiło, że nie gubiłam się w postaciach, wątkach, polityce oraz krainach. W trzeciej części narzekałam na to, że mało się działo. Na szczęście tak jak sądziłam było to tylko przejściowe i teraz autorka stanęła na wysokości zadania. Akcja była porywająca, nie dało się od niej oderwać, a nieoczekiwane zwroty akcji sprawiały, że opadała mi szczęka. Ostateczne starcie z królem zostało widowiskowo opisane i nie na darmo ta kobieta nazywana jest królową fantasy.  Styl pisania się nie zmienił, nadal stopniowo buduje napięcie, by potem zarzucić czytelnika wirem zdarzeń. Historia, którą kilka lat temu poznałam w "Szklanym tronie" ogromnie się rozwinęła, jestem pod wrażeniem mnogości wątków i nowych wyraziście wykreowanych postaci.
    Jeśli jeszcze nigdy nie sięgnęliście po tę serię, to musicie wiedzieć, że wiele straciliście. A jeśli już kiedyś poznaliście Celaenę Sardothien i jej przyjaciół, to koniecznie sięgajcie po kolejne tomy, gdyż utrzymują poziom!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal 

sobota, 25 czerwca 2016

165. Idealna chemia Simone Elkeles

Ilość stron:336
Wydawnictwo:Amber
Rok wydania: 2013
Ocena: 5/10

    Brittany jest dobrze wychowana, mądra, piękna, bogata, nosi markowe ciuchy. Jednym słowem dziewczyna idealna. Z kolei Alex jest Meksykaninem, przed którym w pośpiechu uciekają ułożone nastolatki. Ma tatuaże, jeździ na motocyklu i przede wszystkim należy do gangu. Życie gangstera nie jest proste, ale zrobił to, by chronić swoich najbliższych. Pozornie dzieli ich wszystko, jednak oboje skrywają przed światem swoje prawdziwe oblicza. Jedno z nich chce być idealne, a drugie wzbudzać strach. Ich drogi krzyżują się w liceum, gdy nauczycielka chemii sadza ich w jednej ławce. Od tamtego dnia znajomość zaczyna się rozwijać, mimo że wydaje się ona być skazana na klęskę. To, że pochodzą z dwóch innych światów jest tylko początkiem góry lodowej, jednak rodzące się uczucie jest na tyle silne, że postanawiają wyjść na przeciw podziałom i różnicom.
   "Idealna chemia" jest typowym romansidłem, które nie wnosi nic nowego, a czyta się je jedynie dla relaksu. Choć książka jest pełna utartych schematów, takich jak dziewczyna z dobrego domu i zły chłopak, który ciągle pakuje się w kłopoty. Bohaterowie również nie są oryginalni, ich kreacja także została oparta na często powielanych schematach. Jednak im dalej zagłębiałam się w fabułę, tym bardziej interesowały mnie ich losy. Nie były one przepełnione słodyczą i wyidealizowane. Podobało mi się to, że w ich życiu było sporo trudnych i wymagających ciężkich decyzji chwil, przez co stali się odrobinę bardziej prawdziwi. Powieść została napisana prostym i przystępnym językiem, a sporym plusem było to, że autorka zdecydowała się wpleść dużo hiszpańskich zwrotów. Kiedyś byłam zafascynowana tym językiem, więc bardzo mi się spodobał ten zabieg.
    Ta książka wbrew tytułowi nie jest idealna, a okładka wręcz odpycha potencjalnego czytelnika. Sądzę jednak, że może się spodobać bardziej osobom, które lubią niezobowiązujące historie, a ta właśnie taka jest. Nie jestem pewna, czy będę sięgać po kolejne tomy, bo teraz już wiem, że jest to typowy średniak, a przecież na naszym rynku wydawniczym jest wiele innych ciekawszych pozycji.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

164. Silver. Pierwsza księga snów Kerstin Gier

Ilość stron:409
Wydawnictwo:Media Rodzina
Rok wydania: 2016
Ocena: 7/10


    Na moje uznanie Kerstin Gier zasłużyła jakiś czas temu Trylogią czasu. Pokochałam jej styl pisania, humor oraz niecodzienną fabułę. Dlatego wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała sięgnąć po jej nową powieść i przekonać się, czy utrzymała poziom.
   Liv Silver razem z matką i młodszą siostrą zaczynają nowy etap życia. Dziewczyny są przyzwyczajone do życia na walizkach, w hotelach i obcych państwach. Marzą jednak o stabilizacji i normalnym domu i szkole, w której znają język, jakim posługuje się reszta uczniów. Gdy przyjeżdżają do Londynu nie spodziewają się, że ich matka zaplanowała ich przyszłość u boku mężczyzny wraz z dwójką dorastających nastolatków.Już od pierwszego spotkania jej przyszły brat Grayson zachowuje się tak, jakby miał coś do ukrycia, co wzbudza ciekawość Liv. Wkrótce po tym główna bohaterka ma bardzo realistyczny i żywy sen, w którym widzi czterech przystojnych chłopców na cmentarzu, którzy w otoczeniu pentagramów i mówiący po łacinie wzywają jakąś istotę. Coraz częściej zdarzają jej się tego typu podobne sny, których charakterystycznym znakiem są zielone drzwi z jaszczurką na gałce. Okazuje się, że są one o wiele bardziej prawdziwe, niż mogłoby się jej wydawać, a tajemnice i dziwne zachowanie jej kolegów sprawiają, że bardzo szybko Liv staje się częścią pewnego rytuału.
    Ciężko jest mi streścić fabułę tak, żeby nie zdradzić za dużo. Powiem tylko, że autorka i tym razem wplotła do swojej powieści motyw podróży, ale nie w czasie, a w snach. Jest to jej kolejny oryginalny pomysł i już samo to sprawia, że warto sięgnąć po tę pozycję. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się czytać czegoś podobnego, dlatego było to dla mnie ciekawe i interesujące doświadczenie. Liv jest piętnastolatką, która dopiero odkrywa świat, a jednocześnie ma już swoje określone poglądy. Trudno oczekiwać od niej w tym wieku rozsądnego zachowania, dlatego nie przeszkadzało mi to, że czasem plotła głupoty. Ogólnie jest jedną z tych sympatycznych bohaterek, może i dziecinną, ale nie irytującą. O innych postaciach nie bardzo mogę się rozpisywać, z tego względu, że nie zostały one jakoś wyraziście nakreślone. Każda z nich miała swoje sekrety i chyba tylko to było w nich wyjątkowego. Akcja została poprowadzona w bardzo ciekawy sposób. Mianowie czytelnik raz uczestniczył w prawdziwym świecie, a raz w snach i czasem trudno było odróżnić jawę od rzeczywistości, ale jest to jak najbardziej na plus. Końcowe wydarzenia ogromnie mnie wciągnęły i wręcz nie mogłam się doczekać, żeby się dowiedzieć, jak to wszystko się skończy. Książka została napisana prostym i przystępnym językiem, który odpręża i nie wymaga od czytelnika wielkiego zaangażowania.
    "Silver" jest raczej powieścią przeznaczoną dla młodszych odbiorców, ale ja i tak się przy niej dobrze bawiłam. Była lekka i gwarantowała relaks, więc warto sięgnąć po nią zwłaszcza w letnie wieczory. Muszę koniecznie jeszcze napomknąć o tym, jak pięknie została ona wydana. Nie dość, że w czarnej, twardej oprawie, to jeszcze wnętrze prezentuje się inaczej niż w większości książek. Zachęcam, aby zapoznać się z tą nową trylogią, gdyż jest inna niż wszystko to, co poznałam do tej pory. Osobiście już nie mogę się doczekać, aż wyjdzie drugi tom, gdyż dla mnie wszystko to, co napisze ta niemiecka pisarka nie może być w żadnym razie kiepskie. 

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Media Rodzina

piątek, 17 czerwca 2016

163. Dziesięć płytkich oddechów K.A. Tucker

Ilość stron:421
Wydawnictwo:Filia
Rok wydania: 2014
Ocena: 7/10


     Kiedy cztery lata temu pijany kierowca zabił rodziców, chłopaka i przyjaciółkę, Kacey zawalił się świat. Jako jedyna jedyna przeżyła wypadek, a także chłopak z drugiego auta odpowiedzialnego za nieszczęście. Dziewczyna odniosła wiele obrażeń nie tylko fizycznych, ale przede wszystkim psychicznych. Ona i jej młodsza siostra trafiły pod opiekę wujostwa. Kacey zaczęła wówczas szukać ukojenia w alkoholu, narkotykach przypadkowym seksie i przemocy. Nie pomagały terapie czy rozmowy, dopiero ze względu na rodzeństwo postanowiła podnieść się na nogi i rozpocząć w miarę normalne życie. Historia rozpoczyna się chwilą kiedy dwie bohaterki przyjeżdżają do Miami, by uciec od wuja-pedofila i pragną zacząć wszystko od nowa. Jeszcze tego samego dnia na drodze Kacey staje Trent, który burzy jej dotychczasowe zdystansowanie do ludzi i problemy z dotknięciem. W miarę jak ich znajomość się rozwija, a chłopak przebija się przez poszczególne bariery Kacey zaczyna myśleć, że w jej życiu właśnie miłość do idealnego mężczyzny może wnieść odrobinę promyków nadziei. Jednak ta dziewczyna po przejściach nie ma pojęcia, że Trent również miał bardzo trudną przeszłość i także skrywa pewne tajemnice.
    O tej serii słyszałam mnóstwo dobrego i faktycznie przypadła mi ona do gustu. Przede wszystkim polubiłam główną bohaterkę. Kacey ma czarne poczucie humoru, ostry język, silny prawy sierpowy i wielkie serce, do którego dostęp ma jej młodsza siostra, a także po pewnym czasie Trent. Ten chłopak również bardzo się wyróżniał zarówno zachowaniem, osobowością jak i poczuciem humoru. Oczywiście rozumiałam sytuację tych postaci, współczułam im bolesnych doświadczeń i kibicowałam, aby oboje kiedyś poczuli spokój. Jednak nie byłam tym aż tak poruszona, aby wylewać strumienie łez, czy choćby się wzruszać. Nie byłam obojętna na ich krzywdy, ale też jakoś specjalnie się z nimi nie utożsamiałam. To, co mnie zauroczyło, to przede wszystkim ta dwójka we wspólnych scenach. Można było wyczuć między nimi chemię i przez to z wielkim zainteresowaniem śledziłam ich losy. Byłam ogromnie ciekawa, jak zakończy się ich historia i choć przewidziałam wiele wydarzeń i autorce nie udało się mnie zaskoczyć, to i tak byłam jak najbardziej usatysfakcjonowana. 
   Polecam sięgnąć po tę serię, gdyż jest naprawdę warta uwagi, składnia do refleksji, a jednocześnie czyta się ją szybko i przyjemnie. Ja z pewnością przeczytam kolejne tomy, gdyż intryguje mnie to, czym jeszcze ta pisarka może zaskoczyć.

środa, 15 czerwca 2016

162. Tytany Victoria Scott

Ilość stron:335
Wydawnictwo:IUVI
Rok wydania: 2016
Ocena: 7/10

    Victorię Scott polubiłam dzięki jej porywającej serii "Ogień i woda" i gdy usłyszałam o tym, że w Polsce zostanie wydana jej kolejna książka, to nie mogłam się powstrzymać i musiałam ją przeczytać.
    Astrid i jej rodzinie nigdy się specjalnie nie przelewało, a w dodatku jej dziadek i ojciec byli uzależnieni od hazardu. W związku z tym dziewczyna ciągle się obawia, że jej rodzina straci dom i znów będą musieli mieszkać w ciasnym samochodzie. Ponadto w jej mieście Detroit od kilku dobrych lat organizowane są wyścigi na mechanicznych koniach. Już jako dziecko fascynowała się tymi maszynami, adrenaliną i ogromną wygraną, która czeka na dżokeja, który pierwszy dojedzie do mety. Pewnego dnia ona i jej najlepsza przyjaciółka Magnolia poznają starszego mężczyznę Gałgana, który początkowo jest odpychający, ale wkrótce zdradza jej największy sekret. Otóż dzięki niemu nasza bohaterka będzie miała możliwość wzięcia udziału w wyścigu tytanów i zawalczeniu o nagrodę, by pomóc finansowo rodzinie. Jej koniem będzie Skolbel, który nie jest najnowszym modelem, ale ma jeden wielki atut, posiada uczucia, a tego nie mają inne tytany, które są tylko metalem i reagują na panel sterowania. Na początku Astrid nie jest co do tego przekonana i nie potrafi zaufać zwierzęciu, na którym będzie się ścigać. Jednak im więcej czasu z nim przebywa, tym staje się jej coraz bliższy i wie, że Skolbel zrobi wszystko, by poprowadzić ją do zwycięstwa. 
    Widziałam, że część porównywała tę książkę do "Igrzysk śmierci", jednak ja nie widziałam tu zbyt wielu podobieństw. Jednak muszę przyznać, że już kiedyś czytałam podobną historię, a mianowicie chodzi mi o "Wyścig śmierci". Jednak starałam się odciąć od tamtej fabuły i spróbować się wciągnąć w to, co zaserwowała nam tu autorka. Przede wszystkim udało mi się polubić Astrid. Jest to silna i zdeterminowana bohaterka, jakich teraz mało w powieściach dla młodzieży. Podobało mi się to, że jej priorytetem było właśnie dobro rodziny, przyjaciółki, to że nie ulegała zbytnio emocjom i chłodno kalkulowała. Plusem jest również to, że w tej powieści obyło się bez wątku miłosnego, a nadal była to dobra i wciągająca historia. Nie spodziewałam się, że tak sprawnie pójdzie mi jej czytanie, a szczególnie samej końcówki, która wywołała u mnie sporo emocji. I tym razem autorka nie pozwala się czytelnikowi nudzić i sprawnie prowadzi akcję, dawkuje ją w takich stopniach, że nie można się oderwać od lektury. Szczególnie spodobało mi się zakończenie, które kompletnie mnie zaskoczyło, było słodko-gorzkie i myślę, że lepszego nie dałoby się stworzyć. 
    Podsumowując, nie ukrywam, że dostrzegłam w "Tytanach" podobieństwa do innych dystopii, jednak dałam jej szansę i ostatecznie przypadła mi do gustu. Polecam ją głównie miłośnikom szybkiej akcji, gdzie autor niekoniecznie stawia na wątki miłosne, a raczej na poświęcenie, przyjaźń i determinację.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI 

niedziela, 12 czerwca 2016

161. Z innej bajki Jodi Picoult, Samantha van Leer

Ilość stron:312
Wydawnictwo:Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2013
Ocena: 5/10


   Delilah jest zwyczajną, przeciętną nastolatką. Mieszka sama z mamą, gdyż lata temu ojciec je opuścił, by założyć nową rodzinę. Główna bohaterka nie jest zbyt popularna w swojej szkole, jednak ma najlepszą przyjaciółkę Jules, która wspiera ją w każdej sytuacji. Życie dziewczyny diametralnie zmienia się, gdy pewnego dnia natrafia w szkolnej bibliotece na książkę pod tytułem "Z innej bajki". Jednak nie jest to bestseller, w którym zaczytują się nastolatki. Nie, Delilah ma obsesję na punkcie bajki przeznaczonej dla dzieci. Zna ją na pamięć, utożsamia się z bohaterami, a jej serce skradł książę Oliver. Jej mamę trochę niepokoi fakt, że jej córka nie rozstaje się z tą książką i próbuje przekonać ją, że powinna raczej spotykać się z rówieśnikami, a nie zaszywać w pokoju. Tymczasem Delilah odkrywa, że Oliver nie jest jedynie fikcyjną postacią, a chłopcem który ją słyszy i mogą ze sobą porozmawiać. Początkowo wydaje jej się, że ma jakieś omamy, jednak jednocześnie jest zachwycona tym, że odnalazła swoją bratnią duszę. Wkrótce po tym nasi bohaterowie wpadają na pomysł, by uwolnić księcia z bajki, by ten mógł żyć w prawdziwym świecie. Jednak ten plan nie jest zbyt prosty do wykonania i czeka ich wiele wyzwań.
    Przyznam szczerze, że ogromnie zaintrygował mnie pomysł na nakreślenie fabuły. Z jednej strony lekko pokręcona nastolatka rozmawiająca z książką, a z drugiej książę, który ma dość odgrywania ciągle jednej i tej samej roli i pragnie uciec z bajki. Tak jak mówię jest to pomysł dość oryginalny przez co ta powieść jest niepowtarzalna. Jednak z "Innej bajki" skierowane jest raczej do młodszych czytelników, dlatego dla mnie często ona wydawała się naiwna i infantylna. Delilah jest typem przeciętnej bohaterki, której losy są nam obojętne, a ponadto często zachowywała się dziecinnie. Oliver jako postać z bajki jest oczywiście oszałamiająco przystojny, jednak w pewien sposób bliski rzeczywistości i ma swoje wady, które czynią go zwyczajnym chłopcem. Książka została napisana z dwóch perspektyw. Pierwsza dotyczy nastolatki, która coraz bardziej zakochuje się w księciu i robi wszystko, by go uwolnić i sprowadzić do siebie. Natomiast drugi plan toczy się już w bajce, gdzie Oliver walczy ze smokiem, syrenami i ciągle ratuje z opresji swoją książkową ukochaną. Akcja została całkiem fajnie poprowadzona, czytelnik jest zaciekawiony tym, jak potoczą się dalsze losy, przez co nie porzuca lektury i czyta dalej.
    Tak jak już wspominałam, ta powieść z pewnością bardziej zachwyci młodszych odbiorców, jednak nawet ja się przy niej nieźle bawiłam. Co prawda bohaterowie nie zostali zbyt wyraziście nakreśleni, zakończenie było do przewidzenia, jednak właśnie największym atutem był właśnie pomysł na tę historię. Książkę pochłonęłam bardzo szybko, z tego względu, że została napisana prostym językiem. Może kiedyś w wolnym czasie dla relaksu sięgnę po kontynuację, ale nie będę się z tym szczególnie spieszyć.
 

piątek, 10 czerwca 2016

160. Chłopcy. Zguba Jakub Ćwiek

Ilość stron:333
Wydawnictwo:SQN
Rok wydania: 2015
Ocena: 6/10

    Seria "Chłopcy" swojego czasu urzekła mnie swoją wyjątkowością, czarnym humorem, a przede wszystkim barwnymi postaciami. Dlatego z przyjemnością postanowiłam poznać dalsze losy Zagubionych Chłopców. Książka rozpoczyna się tym, że Dzwoneczek ulega wypadkowi na motocyklu. Wróżka zapada w śpiączkę, a rokowania nie są najlepsze. Na szczęście mama po kilku miesiącach wybudza się, jednak nic nie jest tak, jak powinno. Po pierwsze w szpitalnej sali nie ma przy łóżku jej ukochanych Chłopców. Po drugie staje oko w oko z Lubym jej dotychczasowym wrogiem, który udaje jej partnera i zwraca się do niej imieniem Matylda. Po trzecie, gdy wreszcie udaje jej się stanąć na nogi i spotyka swojego Milczka, to okazuje się on być jej terapeutą. Ponadto jego imię jest dość wymowne, a okazuje się, że w tej nowej rzeczywistości mężczyzna ciągle rozmawia. Dzwoneczek jest skołowana i zagubiona tym, jak świat zmienił się przez te pół roku, gdy ona spała. Początkowo ma wrażenie, że to jakiś chory żart, jednak im bardziej próbuje się odnaleźć w sytuacji, tym większe ma wrażenie, że jej największy wróg powrócił i zastawił na nią zasadzkę. Jak wiadomo nasza bohaterka jest prawdziwą twardzielką i nie zamierza pozwolić, gdy ktoś z nią igrał, dlatego bierze sprawy w swoje ręce. 
   Już sama okładka sugeruje, że nie jest to typ fantastyki przeznaczony dla młodszych czytelników. Mam wrażenie, że styl pisania autora jeszcze bardziej się wyostrzył i czasem odnosiłam wrażenie, że wulgaryzmy na każdym kroku nie dodają smaczku, a wręcz przeszkadzają. Ja oczywiście jako fanka Jakuba Ćwieka już jestem do nich przyzwyczajona, jednak w tej części było ich dla mnie troszkę za dużo. Co do samej fabuły to muszę przyznać, że została bardzo ciekawie poprowadzona. Opowiadania zostały napisane z różnych perspektyw, więc mamy wgląd, jak mogłoby wyglądać życie naszych bohaterów. Jednak czasem czułam się lekko zdezorientowana, gdyż ta część jest niezwykle tajemnicza i po prostu zostało w niej poruszone wiele różnych wątków. Może nie jest to najlepszy tom z tego cyklu, ale oczywiście nie obyło się od elementu zaskoczenia i końcowe rozdziały tak mnie wciągnęły, że nie mogłam się oderwać od lektury. Akcja pędziła jak dawniej, a charaktery naszych postaci w żaden sposób nie uległy zmianie.
    Podsumowując, "Zgubę" czytało mi się całkiem przyjemnie, choć wiadomo nie była ona bez skaz. Nie mogę się doczekać, aż sięgnę po finalny tom, gdyż ten skończył się w takim momencie, że po prostu zżera mnie ciekawość. Ogólnie polecam zapoznać się z  książkami tego autora i kieruję to głównie do starszych czytelników, gdyż ci młodsi mogą się zrazić wulgarnym językiem. 

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN. 

wtorek, 7 czerwca 2016

159. Malfetto. Drużyna Róży

Ilość stron:420
Wydawnictwo:Zielona Sowa
Rok wydania: 2016
Ocena: 8/10


    Adelina Amounteru w dzieciństwie została naznaczona Mrocznym Piętnem, a niedawno dowiedziała się, że włada potężną mocą. Niestety drużyna Sztyletów, do których należała przez jakiś czas uznała ją za zdrajczynię, a okrutny los mężczyzny, który był drogi jej sercu sprawił, że dziewczyna została pozbawiona wszelakiego szczęścia. Główna bohaterka wraz z młodszą siostrą Violettą uciekła z rodzinnego kraju, gdyż tam ludzie im podobni ponoszą śmierć za swoje skazy. Ponadto Adelinę ściga Teren Santoro, dowódca Inkwizycji, który pomimo tego, że sam jest Malfetto, to poprzysiągł sobie, że nie spocznie dopóki jej nie zabije. Iluzjonistka, w której sercu zapanował mrok i żądza zemsty za cel podróży obiera sobie odnalezienie innych ludzi obdarzonych potężnymi mocami, by wraz z nimi obalić królową, zemścić się na wrogach oraz uwolnić Malfetto od cierpień. W ten oto sposób na jej drodze staje barwna postać złodziej Magiano, który widzi w niej sojusznika z potencjałem i obiecuje pomoc. Również jej dawni przyjaciele nie próżnują i także mają wielkie plany, które może pokrzyżować Biała Wilczyca, dlatego nie unikną oni decydującego starcia.
   Przyznam, że po lekturze pierwszego tomu nie byłam zbyt przekonana do tej trylogii. Owszem pomysł oraz nakreślona historia były dość oryginalne, jednak miałam wrażenie, że czegoś tam brakowało. Na szczęście zdecydowałam się sięgnąć po kontynuację i tym razem otrzymałam od autorki powieść napakowaną akcją. Tutaj dosłownie czytelnik nie ma chwili na to, by się w jakikolwiek sposób nudzić. Wydarzenia toczą się błyskawicznie, a jednocześnie w taki sposób, że nie ma możliwości, by się w nich pogubić. Byłam tą przemianą  pozytywnie zaskoczona i z jeszcze większą ochotą zagłębiałam się w tę historię. To, co jest kolejnym ogromnym plusem, to kreacja głównej bohaterki. W książkach młodzieżowych najczęściej jest ona ułożoną nastolatką, którą spotyka coś złego, przechodzi przemianę i postanawia walczyć z siłami zła. Marie Lu wyszła poza ten schemat i stworzyła Adelinę Amounteru. Dziewczyna posiada zdolność wywoływania iluzji, która jest śmiertelnie niebezpieczna. Na dodatek zdradzona i oszukana planuje krwawą zemstę, a jej serce raduje się podczas zadawania bólu, a śmierć wrogów wzbudza w niej wręcz euforię. Uważam, że świetnym zabiegiem było nakreślenie czarnego charakteru, jako tę główną postać. Zwykle jest tak, że takiego typu ludzie wywołują u czytelnika wstręt, jednak mnie urzekła niespotykana dotąd postawa Adeliny i jestem niezmiernie ciekawa, jak potoczą się jej dalsze losy. Tak jak mówiłam, w "Drużynie Róży"  pojawia się kilka nowych interesujących postaci, które mogą się pochwalić imponującymi mocami. Nie brakuje tu również Terena, który od samego początku zwrócił moją uwagę i choć powinnam go nienawidzić, to podobnie jak  główną bohaterkę, polubiłam. Oboje zmagają się ze swoimi demonami, a ich działania nie są spowodowane jedynie tym, że z natury są źli. Dodam jeszcze, że niezwykle podoba mi się styl pisarki i to, w jaki sposób tworzy osobliwy i momentami mroczny klimat.
   Podsumowując, ogromnie się cieszę, że w moje ręce wpadła kontynuacja tej trylogii. I o ile pierwsza część była dla mnie typowym średniakiem, to ten tom wszystko nadrobił. Mimo, że jest całkiem gruby, to ja nie mogłam się od niego oderwać i z zapartym tchem przewracałam następne strony. "Drużyna Róży" jest dopracowaną, wypełnioną zwrotami akcji powieścią, która na pewno nie zawiedzie fanów fantastyki, a spędzą z nią mile swój czas.  

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Zielona Sowa 

poniedziałek, 6 czerwca 2016

158. Sułtanka Kosem. W haremie

Ilość stron:483
Wydawnictwo:Wielka Litera
Rok wydania: 2016
Ocena: 6/10

   Anastazja została uprowadzona ze swojej rodzinnej wyspy i stała się niewolnicą. Najpierw trafiła do domu bogatego paszy, gdzie nauczono ją usługiwać i poprawnie się zachowywać. W tym samym czasie osmański tron objął jeszcze bardzo młody sułtan. Pomimo swojego wieku na Ahmeda spadła ogromna odpowiedzialność, a w jego rękach znalazło się mocarstwo oraz życie poddanych. Przewrotny los chciał, że Nasja trafiła jako prezent do pałacu dla sułtanki matki Handam. Piętnastoletnia i wydawać by się mogło, że lekkomyślna jeszcze dziewczyna postanowiła sobie, że znajdzie drogę, by zostać jedną z sułtanek. Przeszkodą dla niej jest Hatice, poślubiona już sułtanowi dawna nałożnica, która poznała już smak władzy, a także trafiła na wojenną ścieżkę z główną bohaterką. Niestety Nasja nie zagrzewa na długo miejsca w haremie, gdyż za sprawą intrygi zostaje odesłana do Starego Pałacu. Trafia pod skrzydła starej już sułtanki Safiye, która była niegdyś najpotężniejszą kobietą w państwie, a teraz musi żyć w cieniu swojej synowej. Staruszka robi wszystko, by spełniło się marzenie Nasji i wkrótce zawładnęła sercem sułtana Ahmeda.
   Tak mniej więcej prezentuje się fabuła pierwszego tomu. Nie jest to oczywiście wszystko, gdyż autorka nakreśliła mnóstwo wątków i postaci, których wymienianie nie ma większego sensu. Aby wszystko dokładnie zrozumieć należy samemu zagłębić się w liczne intrygi, spiski i śmierć czyhającą na bohaterów na każdym kroku. To, co muszę zarzucić tej książce to początkowa kreacja charakteru Anastazji. Dziewczyna ogromnie mnie irytowała, miała ona górnolotne marzenia i w jednej chwili potrafiła być aniołem, a w drugiej samolubną nastolatką. Rozumiem to, że jej życie stanęło na głowie i musiała stawić czoła wielu przeciwnościom losu, jednakże były momenty, w których jej zachowanie mi nie odpowiadało. Na szczęście przeszła ona niesamowitą przemianę i stała się pewną siebie, odważną i kroczącą z uniesioną głową kobietą. Z chęcią zagłębiałam się w jej losy oraz w to, jak radziła sobie z wrogami. Brakowało mi również postaci samego sułtana. Owszem wszyscy o nim mówili, a dziewczęta w haremie marzyły, jednak jego samego poznać nie było nam dane. Mam wrażenie, że przez pewien czas był taki bezosobowy, a gdy już zdarzały się sceny z jego udziałem, to nie wiedziałam co o nim mam myśleć. Oprócz wiadomych głównych bohaterów mamy całą gamę licznych postaci o skrajnych charakterach i zamiarach. Czasem wręcz gubiłam się w tych wszystkich nazwiskach i stanowiskach, jednak bardzo pomocny był słowniczek terminów zamieszczony na samym końcu.
   Chcąc nie chcąc podczas lektury porównywałam ją z serialem, którego jestem fanką. Póki co to produkcja telewizyjna wypada lepiej, jednak nie oznacza to, że nie sięgnę po kolejne części. Zrobię to z czystej ciekawości i liczę na to, że autorka jeszcze bardziej rozwinie wydarzenia, nada im większe tempo oraz wprowadzi więcej intryg pałacowych. Zachęcam więc wszystkich wielbicieli Wspaniałego stulecia do sięgnięcia po tę powieść i przekonania się, czy porwie ich równie mocno jak serial. 

 Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Wielka Litera 

środa, 1 czerwca 2016

157. Ród J.D. Horn

Ilość stron:336
Wydawnictwo:Feeria Young
Rok wydania: 2015
Ocena: 4/10

    Mercy należy do rodziny Taylorów, ludzi obdarzonych magią i niesamowitymi mocami. Podczas gdy jej bliźniaczka Maisie posiada nieograniczone pokłady mocy, tak główna bohaterka jest zwyczajną i pospolitą kobietą. Mimo, że zawsze starała się to ukryć ze względu na miłość do siostry, to trochę zazdrości jej potęgi i szacunku rodziny. W upalnym Savannah oprócz Taylorów mieszka jeszcze jedna osoba osoba, która włada magią. To do Matki Jilo udaje się dziewczyna, by stworzyła dla niej miłosne zaklęcie. Otóż Mercy boryka się z pewnym problem: jest zakochana w chłopaku bliźniaczki, a nie potrafi odwzajemnić miłości swojego przyjaciela Petera. Znajomość ze starą wiedźmą wywołuje lawinę kolejnych wydarzeń, które sprawią, że Mercy odkryje swoje prawdziwe pochodzenie, swoją przeszłość i zagadkę dlaczego urodziła się bez krzty mocy.
   Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałam książkę o czarownicach, a czytając pochlebne opinie skusiłam się na Wiedźmy z Savannah. Inne recenzje gwarantowały mi porywającą i ociekającą humorem historię. Jednak ja nie przypominam sobie, żeby choćby jedno zdanie mnie rozśmieszyło. Nie ukrywam, że pomysł na fabułę był bardzo ciekawy, przepełniony zagadkami i rodzinnymi sekretami. Był to niewątpliwie spory plus, gdyż z chęcią śledziłam dalsze wydarzenia. Kulało troszkę samo wykonanie i przede wszystkim język. Autor  nie wzbudził tym mojej sympatii do swojej twórczości, gdyż liczne wulgaryzmy i kolokwializmy sprawiały, że miałam wrażenie, że czytam fan fiction, a nie powieść dla młodzieży. Infantylny sposób pisania sprawił, że książkę czytało mi się dość opornie i kilka razy ją odkładałam. Co do bohaterów, to Mercy nie wyróżniała się niczym specjalnym i momentami jej zachowanie było dziecinne i nieprzemyślane. No bo jaka dorosła już kobieta udaje się do czarownicy, by rozkochała ją w innym chłopaku? Powinna być świadoma, że takie zaklęcie będzie tylko złudzeniem, a jego skutki mogą być opłakane. Inne osoby z rodziny Taylorów też nie zostały nakreślone w sposób, który przyciągałby moją uwagę. Jedni byli bardzo irytujący, inni sympatyczni, ale to chyba wszystko, co mogę napisać w tej kwestii. Akcja została poprowadzona równomiernie, nie rozgrywała się błyskawicznie, raczej nabrała tempa dopiero w końcowej fazie. 
   Podsumowując, spodziewałam się czegoś więcej po "Rodzie". Było w nim sporo niedociągnięć, które często mnie denerwowały. Skoro pierwszy tom nie był nawet dobry, to chyba nie widzę sensu marnować czasu na kolejne, bo przecież jest wiele innych serii, które mogą mnie zachwycić. Raczej nie zachęcam do sięgania po tę historię, gdyż jest ona typowym przeciętniakiem, a po jej lekturze może pozostać u Was niesmak.

278. Onyks Jennifer L. Armentrout