piątek, 31 marca 2017

Wrap up, czyli podsumowanie marca


 Marzec był miesiącem, który minął zaskakująco szybko. W międzyczasie udało mi się przeczytać kilka ciekawych książek, nie zapominając oczywiście o serialach :)

 Ilość stron: 700   Ocena: 7/10

 Ilość stron: 510   Ocena: 6/10

 Ilość stron: 304   Ocena: 4/10

 Ilość stron: 556   Ocena: 8/10

 Ilość stron: 455   Ocena: 7/10

 Ilość stron:357   Ocena: 8/10

  Ilość stron:384   Ocena: 5/10

  Ilość stron:590   Ocena: 8/10
Znalezione obrazy dla zapytania quidditch przez wieki Ilość stron: 140   Ocena: 10/10

Znalezione obrazy dla zapytania quidditch przez wieki Ilość stron: 140   Ocena: 10/10

Okładka książki Baśnie Barda Beedle'a Ilość stron: 140   Ocena: 10/10

Seriale:

Podobny obraz  W marcu odkryłam Lucyfera <3 Dwa sezony obejrzałam w ekspresowym tempie, ponieważ pokochałam tytułowego bohatera Lucyfera Morningstara za jego osobowość, poczucie humoru, podejście do świata i za to, że jest najlepszym diabłem na świecie <3 Ogólnie serial szybko się rozkręca, a barwni bohaterowie i wartka akcja to jest coś, co lubię najbardziej. Połączenie kryminału z wątkami nie z tego świata to moim zdaniem strzał w dziesiątkę! Już sam fakt, że diabeł jest właścicielem klubu ze striptizem i biega po Los Angeles rozwiązując zagadki kryminalne przemawia za tym, aby zacząć przygodę z tą produkcją :)

Znalezione obrazy dla zapytania vampire diaries last episode tumblr  Pamiętniki wampirów po wielu wzlotach i upadkach miały swoje zakończenie. Ostatnie odcinki serialu niestety nie przypadły mi do gustu, wszystko działo się za szybko i powierzchownie. Wielki powrót Eleny i Katherine był raczej niewypałem, a uśmiercenie niektórych bohaterów totalną pomyłką. Śledziłam ten serial od samego początku,ale nie jestem zadowolona ze sposobu, w jaki został zakończony :/

Podobny obraz  Oglądałam także na bieżąco 2 sezon Shadowhunters. Nie jest to produkcja wysokich lotów, wiele rzeczy mnie tu drażni, szczególnie główni bohaterowie. Nie mniej jednak lubię poboczne postaci i im kibicuję. Ponadto po ostatnim odcinku wnioskuję, że niedługo pojawi się postać Sebastiana i mam ogromną nadzieję na to, że wniesie ona dużo do fabuły.


Koniecznie dajcie znać, co udało się Wam przeczytać i obejrzeć w tym miesiącu :)

wtorek, 28 marca 2017

251-253. Quidditch przez wieki, Baśnie Barda Beedlea, Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć J.K.Rowling

Ilość stron: ok.400
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Ocena: 10/10


   Quidditch to najpopularniejsza gra w świecie czarodziejów. Szczególną popularnością cieszy się wśród uczniów Hogwartu, którzy oprócz grania w nią, chętnie poznają jej historię. Chronologicznie poznajemy ewolucję latającej miotły, jak wykorzystywali ją starodawni czarodzieje, by w końcu wynaleźć najbardziej pożądany- złoty znicz. Książeczka, która zasila bibliotekę Hogwartu zawiera także wszelakie zmiany, które na przełomie wieków zachodziły w quidditchu. W "Quidditchu przez wieki" nie brakuje także charakterystyki poszczególnych drużyn narodowych, zasad panujących na boisku i niebezpiecznych zagrań. 

   Zapewne wszyscy kojarzą słynną baśń "O trzech braciach", która była tak istotna w ostatniej części Harry'ego Pottera, więc nie trzeba jej nikomu przedstawiać. "Baśnie Barda Beedlea" oferują natomiast kilka innych, nieznanych mi opowieści, takich jak: "Czarodziej i skaczący garnek", "Włochate serce czarodzieja", "Fontanna Szczęśliwego Losu" oraz "Czara Mara i jej gdaczący pieniek". Cudownie było móc poznać historie, którymi raczono młodych czarodziejów. Nie są one banalne, mają podwójne znaczenie, bywają brutalne, zabawne, a także pozostawiają po sobie pewne refleksje. Podobało mi się to, że do każdej z nich dostawaliśmy komentarze od samego Albusa Dumbledore'a, który w dość zabawny sposób wyjaśniał, o czym dana baśń traktuje.

    No i wreszcie nadeszła kolej na Newta Skamandra i jego książkę "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć". Fani książek J.K. Rowling na pewno kojarzą takie terminy jak: akromantula, hipogryf, sfinks czy pufek. Ale czy wszyscy wiedzieli, że ulubionym pokarmem gumochłona jest sałata, popiełek żyje tylko przez godzinę, a śmierciotula przypomina czarną pelerynę? W tej pozycji pojawia się sporo zwierząt, które dobrze znamy, ale też takie, o których nie słyszeliśmy. Liczne ciekawostki, ilustracje i klasyfikacja magicznych zwierząt pozwalają nam uświadomić sobie, że nie są one częścią jedynie Hogwartu, a że występują na całym świecie.

   Jestem bardzo szczęśliwa, że wreszcie miałam okazję przeczytać te dodatki, dotychczas tak trudno dostępne na rynku. Przybliżyły mi jeszcze bardziej świat czarodziejów i mogłam na niego spojrzeć z różnych perspektyw. Wydawnictwo znów zasłużyło na nagrodę za przepiękne wydanie i zilustrowanie książeczek. Uważam, że każdy powinien sięgnąć po te pozycje, tym bardziej, że można je dostać za przystępną cenę.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Media Rodzina

niedziela, 26 marca 2017

250. Amerykańscy bogowie Neil Gaiman

Ilość stron:590
Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2016
Ocena: 8/10


    Cień jest jednym z więźniów odbywających swój wyrok, który po trzech spędzonych tam latach ma wyjść na wolność. Im bliżej wyczekiwanej daty, tym większy odczuwa lęk i niepokój z niezrozumiałych powodów. Dwa dni przed uzyskaniem wolności mężczyzna otrzymuje wiadomość, że jego żona Laura zginęła w tragicznym wypadku samochodowym. Cień przeżywa wstrząs i załamuje się, gdyż cała jego przyszłość legła w gruzach. Podczas powrotu do domu poznaje tajemniczego mężczyznę, pana Wednesdaya, który niespodziewanie oferuje mu pracę. Ponadto mężczyzna twierdzi, że jest bogiem i byłym królem Ameryki. Główny bohater spontanicznie przyjmuje ofertę i razem wyruszają w niesamowitą podróż przez Stany Zjednoczone, gdzie spotykają starych, zapomnianych bogów, jak i nowych.
   Neil Gaiman jest specyficznym autorem o niekończących się pokładach wyobraźni. Jestem po lekturze już jego kilku oryginalnych książek i "Amerykańscy bogowie" się do nich zaliczają. Otrzymujemy bowiem przedziwną historię, gdzie rzeczywistość splata się z fantastyką. Cień należy do takich bohaterów, o których trudno jednoznacznie stwierdzić, czy jest dobry czy zły. Owszem ma swoje zasady, ale na rewelacje i dziwne wydarzenia, które go spotykają, nie reaguje tak, jak każdy normalny człowiek. Niekiedy jego zachowanie mnie zaskakiwało i to nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Podobną postacią jest pan Wednesday, który owiany jest tajemnicami, a rzeczy które o sobie zdradza chyba nie zawsze były prawdziwe. Świetnym posunięciem pisarza było sięgnięcie do uwielbianej przeze mnie mitologii i powołania do życia Odyna, Lokiego, a także bóstw ze starożytnej Grecji i Egiptu. Nie zabrakło także współczesnych bogów, do których zalicza się Pieniądz, czy Media. Mieszanka mitologii sprawia, że czytelnik musi się skupić, by przyswoić te liczne historie i móc podążyć za tokiem myślenia Gaimana. Jeśli chodzi o fabułę, to nie ma ona jednego konkretnego wątku, główni bohaterowie nie dążą do wypełnienia jakiejś misji, raczej liczy się przysłowiowe "tu i teraz". Kolejnym atutem tej historii jest to, że nie sposób przewidzieć kolejnych wydarzeń, autor co chwila zaskakuje czymś czytelnika. Jestem ogromną fanką stylu pisania Neila Gaimana, gdyż już na wstępie potrafi on porwać czytelnika do wykreowanego przez siebie świata i pozostaje w nim, aż do ostatniej strony.
    "Amerykańscy bogowie" to świetna, pełnowymiarowa powieść, która mnie oczarowała. Otrzymałam w niej wiele interesujących wątków, a także skłaniających do myślenia refleksji. Genialna oprawa graficzna sprawia, że nie można od niej odwrócić wzroku, a przygód Cienia tak po prostu zapomnieć. Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję, jak i pozostałe tego autora, gdyż zapewniają one dużo wrażeń i emocji.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję księgarni internetowej Megaksiazki.pl




środa, 22 marca 2017

249. Przebudzona o świcie C.C. Hunter

Ilość stron:384
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2014
Ocena: 5/10

   Początkowo pobyt Kylie w Wodospadach Cienia był jej karą za młodzieńcze wybryki. Na miejscu okazało się, że na świecie żyje mnóstwo nadnaturalnych istot, a dziewczyna jest jedną z nich. Wiele wydarzeń i osób sprawiło, że obóz stał się jej domem. To tu nastolatka pragnie zostać, by odkryć, jakie moce w niej drzemią oraz do jakiego gatunku należy. Te rzeczy cały czas są kwestią sporną, która powoli zaczyna wywoływać u niej irytację. Dodatkowo Kylie posiada zdolność komunikowania się z duchami, a jeden z nich nawiedza ją regularnie. Otóż ciągle ostrzega ją, że bliska jej osoba jest w niebezpieczeństwie i wkrótce umrze. O kogo może chodzić: mamę, przyjaciółki, czy może któregoś z chłopców, który nie jest jej obojętny?
    Jakiś czas postanowiłam bliżej przyjrzeć się serii Wodospady Cienia, o której przez dość długi okres było głośno. Tak jak się spodziewałam dostałam niezobowiązującą młodzieżówkę z nutką fantastyki i paranormalnego romansu, czyli coś, czego na rynku jest pełno. Pierwszy tom nie był porywający, czytałam go raczej z przymrużeniem oka. Uważam, że kontynuacja była na podobnym poziomie. Autorka zamiast na wartkiej akcji skupiła się bardziej na samej postaci Kylie, na tym jakie zmiany zachodzą w jej ciele, na ciągłym dylemacie, którego z chłopców bardziej lubi. Trudno było mi przebrnąć przez trójkąt miłosny z udziałem Dereka i Lucasa, po prostu ten schemat jest aż za bardzo oklepany i nie wnosił nic istotnego w fabułę. Główna bohaterka zachowuje się jak typowa nastolatka, dramatyzuje, kumuluje się w niej wiele emocji i próbuje zrozumieć sama siebie. Trudno ją za to winić, skoro nawet nie wie, do jakiego należy gatunku, ale często jej reakcje były sztuczne oraz przesadzone. Męskie postacie nie wyróżniają się specjalnie, owszem zostali przedstawieni jako przystojniacy, ale ich charaktery są tak mdłe, że równie dobrze mogłoby ich nie być. Zapałałam sympatią za to do współlokatorek Kylie, Mirandy i Delli. Obie są żywiołowymi dziewczynami i swoimi kłótniami często wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Jeśli chodzi o akcję, to tym razem nie było jakichś szalonych zwrotów, wydarzenia po prostu się rozwijały. Zdarzało mi się nudzić, ale dosyć szybko dobrnęłam do zakończenia. Muszę zwrócić uwagę na okładkę, która jest przepiękna pod względem kolorystycznym i trudno odwrócić od niej wzrok.
   "Przebudzona o świcie" to raczej przeciętna powieść, ma swoje wady, ale przyznam, że miała kilka zalet. Może za jakiś czas spróbuję kontynuować tę serię, by przekonać się, jak autorka zdecydowała się rozwinąć historię Kylie. Nie jestem pewna, czy zachęcać Was do jej czytania, gdyż znam sporo lepszych książek z tego gatunku, ale zapewne znajdzie się grono osób, które będą nią zachwycone.

wtorek, 21 marca 2017

Imperium burz Sarah J. Maas [Zapowiedź]

Nad Erileą gęstnieją czarne chmury. Erawan zbiera swoje złowrogie siły, by zadać światu ostateczny cios. Aelin Galathynius staje z nim do walki, by bronić królestwa i swoich bliskich. Dla Aelin droga do tronu Terrasenu dopiero się rozpoczęła. Młoda królowa cały czas poznaje swoje dziedzictwo i uczy się swojej magii. Im więcej jej używa, tym bardziej przekonuje się, jak potężny jest ogień krążący w jej żyłach.
Ale wie, że toczącej się wojny nie wygra w pojedynkę. Są przy niej przyjaciele i ukochany Rowan, lecz to nadal za mało wobec mocy Erawana. Nadszedł czas szukania sprzymierzeńców. Kto odpowie na wezwanie królowej Terrasenu? 
Dla Aelin nie ma już odwrotu, świat, który zna, chwieje się w posadach pod naporem sił ciemności. Wrogowie otaczają ją ze wszystkich stron, w szranki poza Erawanem staje także legendarna, bezlitosna królowa Fae, która najwyraźniej ma wobec Aelin własne plany... Kiedy gra toczy się o tak wysoką stawkę, trzeba umieć poświęcić to, co najcenniejsze. Czasami jednak cena za zwycięstwo okazuje się zbyt wysoka...  
Imperium burz to piąty tom bestsellerowej serii Szklany tron, która podbiła serca milionów czytelników na całym świecie. 

Osobiście już nie mogę się doczekać, aż książka trafi w moje ręce. Dajcie znać, czy też wyczekujecie najnowszej powieści Sarah J. Mass :)

wtorek, 14 marca 2017

248. Percy Jackson i Morze Potworów Rick Riordan

Ilość stron:357
Wydawnictwo:Galeria Książki
Rok wydania: 2016
Ocena: 8/10

   Percy Jackson wrócił do domu, by ukończyć w szkole kolejny rok, który o dziwo przebiegł bezproblemowo. Jednak ostatniego dnia gra na wf zamienia się w walkę z potworami, która przypomina chłopcu, kim naprawdę jest. Do herosa przybywa także jego koleżanka z obozu Annabeth, która ma złe wieści. Sosna Thalii, która strzegła obozowiczów przez potworami została otruta. Jeśli drzewo nie dostanie na czas lekarstwa, młodzi herosi będą żyli w ciągłym strachu i niebezpieczeństwie. Przyjaciele muszą wyruszyć zatem na kolejną pełną wyzwań misję.
    Seria Bogowie Olimpijscy ma w sobie niesamowity urok, więc koniecznie musiałam sięgnąć po kolejny tom. Kontynuacja została napisana równie dobrze, jak tom pierwszy. Percy jest już o rok starszy, gdy po raz pierwszy trafił do Obozu Herosów, poznał tożsamość swojego prawdziwego ojca i poznał swoje przeznaczenie był trochę jak dziecko we mgle. Teraz stara się dopasować do otaczającego go świata i brać wszystkie mity na poważnie. Zna swoją siłę i umiejętności, poznał zasady walki i stara się sprostać oczekiwaniom Posejdona. Annabeth jako córka Ateny jest mądra, rozsądna i niezwykle dzielna. W tej części poznajemy kolejną interesującą postać, czyli cyklopa Tysona. Chroni Percy'ego i jest z nim w szczególny sposób związany, jednak większość herosów nie traktuje go dobrze, ze względu na jego naturę. Swój wątek ma także Luke, syn Hermesa, dawny przyjaciel głównych bohaterów, który w okrutny sposób ich zdradził, by wskrzesić i służyć Kronosowi. Dostajemy solidną dawkę mitologii, która została zaprezentowana w zabawny i dostosowany do czasów współczesnych sposób. Jestem zachwycona tym jak Rick Riordan umiejętnie kreśli fabułę i kreuje barwnych bohaterów. Każdy z nich jest inny, o różnych cechach charakteru, a mimo to tworzą zgraną drużynę w walce ze złem. Już na samym początku dajemy się porwać wartkiej akcji, która w odpowiednich momentach przyspiesza, by za chwilę zwolnić i dać czytelnikowi czas na ochłonięcie. Powieść została napisana prostym językiem, skierowanym do młodzieży, który w lekki sposób przywołuje starożytne historie bogów, herosów i potworów.
   "Morze Potworów" to świetna kontynuacja, która przede wszystkim bawi, ale także uczy. Uważam, że twórczość Ricka Riordana jest godna uwagi, gdyż potrafi on stworzyć niesamowity świat, który wciąga już od pierwszych stron. 

niedziela, 12 marca 2017

247. Silver. Trzecia księga snów Kerstin Gier

Ilość stron: 455
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Ocena: 7/10


   Jakiś czas temu Liv Silver odkryła, że sen to coś więcej niż odpoczynek ciała. Nowe zdolności przyniosły jej sporo kłopotów, ale także mnóstwo przygód. Razem ze swoim chłopakiem Henry'm i przyszłym przyrodnim bratem Graysonem muszą ostatecznie powstrzymać Arthura, ich dawnego przyjaciela. Chłopak przeszedł na ciemną stronę mocy, manipuluje przypadkowymi osobami i stwarza niebezpieczne sytuacje, a to wszystko by dokonać zemsty. Kolejnym problemem jest także powrót Anabel, której zdrowie psychiczne pozostawia wiele do życzenia. Dziewczyna wierzy w groźnego demona i za jego pośrednictwem ma dokonać zniszczenia. Wielkimi krokami zbliża się ostateczne starcie, czy demon rzeczywiście istnieje i czy wędrowanie sennymi korytarzami jest dla bohaterów bezpieczne?
   Trudno mi uwierzyć, że to już koniec wspaniałej trylogii, dzięki której mogłam zanurzyć się w barwnych snach, gdzie siłą umysłu można dokonać imponujących rzeczy. Kerstin Gier ma talent do kreowania świata, który nie jest nudny, a wręcz niesie ze sobą nutę ekscytacji i niebezpieczeństwa. W tym tomie autorka była skupiona na doprowadzeniu do końca wszystkich istotnych wątków. Prym wiódł oczywiście związek Liv i Henry'ego, który raz był uroczy, a czasem mdły. Wina leżała po stronie Liv, która momentami zachowywała się tak skrajnie irytująco, że miałam ochotę nią potrząsnąć, nadal trudno mi uwierzyć, że dziewczyna w jej wieku może się tak dziecinnie zachowywać. Istotne było rozwiązanie zagadki demona i sennych korytarzy, a także pokonanie Arthura, który zagrażał wielu ludziom. Miłą odskocznią od walki ze złem były przygotowania do ślubu matki Mii i Liv z ojcem Graysona, a także miłosne rozterki Lottie. Najbardziej jednak interesowała mnie tożsamość Secrecy, która na swoim blogu wyjawiała sekrety uczniów, ale także ich rodziców. Jeśli chodzi o zakończenie, to jestem nim usatysfakcjonowana, część rzeczy udało mi się przewidzieć, ale nie brakowało elementów zaskoczenia. Mimo że bohaterowie nie zawsze zachowywali się tak, jak wymaga od nich wiek, to jestem im to w stanie wybaczyć. Książka została napisana z humorem i w tak lekki sposób, że nim się obejrzałam, a już czytałam ostatni rozdział. Trzeci tom pod względem graficznym nie odbiega od swoich poprzedników i razem tworzą na półce pięknie prezentującą się trylogię.
   Silver to ciekawa historia, pełna świeżych pomysłów i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Uwielbiam styl pisania autorki i niecierpliwie czekam na jej kolejne książki i mam nadzieję, że będą równie dobre jak ta. Serdecznie polecam sięgnięcie po tę trylogię, gdyż gwarantuje ona dobrą zabawę i wiele emocji.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Media Rodzina

czwartek, 9 marca 2017

246. Cztery sekundy do stracenia K.A. Tucker

Ilość stron: 556
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2015
Ocena: 8/10


   Charlie stara się o pracę striptizerki. Co prawda nie jest to jej wymarzony zawód, ale gwarantuje niezły zastrzyk gotówki, od którego zależy jej życie. Dziewczyna już od nastoletnich lat zamieszana jest w handel narkotykami, pragnie jednak wyrwać się od tego koszmarnego życia i zacząć wszystko od nowa, na jej warunkach. Aby tak się stało musi najpierw zarobić sporo pieniędzy, dlatego ląduje w Penny. Jest to klub ze striptizem, którego właścicielem jest Cain, który bardzo różni się od swojej konkurencji. Mężczyzna dba o swoje pracownice, o ich bezpieczeństwo, edukację i jest dla nich jedynie przyjacielem. W jego lokalu nie ma miejsca na prostytucję, molestowanie, narkotyki czy przemoc. Początkowo Charlie nie wierzy w jego dobre intencje, ale im bliżej go poznaje, tym wnioskuje, że miał trudną przeszłość i swoim zachowaniem pragnie coś zadośćuczynić. Wkrótce potem między szefem i jego nową pracownicą rodzą się uczucia, które obojgu mogą zagrażać. Dziewczyna boi się, że jej ojczym będzie chciał się zemścić za to, że porzuciła dawny biznes, a przede wszystkim boi się, że po wyznaniu prawdy Cain nie będzie chciał na nią spojrzeć.
   "Cztery sekundy do stracenia" to już trzeci tom serii K.A. Tucker. Każdy z nich poświęcony jest innym bohaterom, ale nie brakuje tu także postaci poznanych w poprzednich częściach, które są ze sobą bardziej lub mniej powiązane. Tym razem dostajemy historię tajemniczego Caina, który pojawił się już w "Dziesięciu płytkich oddechach". Już na samym początku intrygowała mnie jego postać i to, że nie zachowuje się jak typowy właściciel klubu ze striptizem. Otrzymujemy wgląd na jego nieciekawą młodość, w której obecna była przemoc i śmierć. Trudne doświadczenia uczyniły go całkiem innym człowiekiem, który pragnie pomagać osobom znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej. Nie sposób nie polubić tego faceta, który posiada mnóstwo zalet, a błędy przeszłości jedynie dodają mu charakteru. Podobne uczucia miałam względem Charlie, ta dziewczyna jest niesamowicie skryta, pragnie zataić przemycanie narkotyków i absolutnie nie ma zamiaru się do nikogo przywiązywać. Gdy na jej drodze stają życzliwi ludzie i jeden szczególny mężczyzna nagle bardzo pragnie mieć łatwe życie i być otoczona bliskimi. Jestem oczarowana historią tej dwójki i czytanie tej książki było czystą przyjemnością. Miło było także ponownie spotkać Kacey, Livie, Bena, Storm i wiele innych poznanych wcześniej bohaterów. Autorka pisze w ujmujący sposób, jej powieści czyta się z zapartym tchem, łączy humor, romans i niebezpieczeństwo, przez co trudno oderwać się od lektury.
    "Cztery sekundy do stracenia" to powieść tak samo dobra, jak jej poprzedniczki. Mimo że jest dość obszerna, to działa to na jej korzyść, gdyż Charlie i Cain stanowią tak genialny duet, że chce się o nich czytać jak najdłużej. Serdecznie polecam zapoznanie się z tą serią, gdyż gwarantuje mieszankę różnych emocji i można miło spędzić z nią czas.

środa, 8 marca 2017

245. Korona Kiera Cass

Ilość stron: 304
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2016
Ocena: 4/10



   Królowa America z powodów zdrowotnych nie jest w stanie pełnić swoich obowiązków, jej mąż Maxon z kolei nie potrafi funkcjonować bez żony, dlatego zrzeka się swojej władzy. W ten sposób młodziutka Eadlyn, która pomimo pobieranych nauk nie ma wielkiego doświadczenia w rządzeniu państwem zostaje formalnie królową. Olbrzymi zakres obowiązków niespodziewanie obarcza jej ramiona, a odpowiedzialność za losy poddanych to niełatwe zadanie. Ponadto dziewczyna jest w środku swoich Eliminacji, które mają na celu wyłonienie księcia małżonka i zadowolenie opinii publicznej. W tym całym rozgardiaszu młoda królowa musi znaleźć czas na zakochanie się, gdyż trudno byłoby jej żyć u boku z mężczyzną, którego nie darzy cieplejszymi uczuciami. Krąg kandydatów z biegiem czasu się zawęża i wkrótce w pałacu zostaje zaledwie kilku chłopców, którzy mają szansę na zdobycie serca Eadlyn.
   Mam ogromny sentyment do serii Kiery Cass i mam tutaj na myśli pierwsze trzy tomy opowiadające historię Ami i Maxona. Każdy kolejny jest moim zdaniem zbędny, w czym upewniło mnie przeczytanie ich. Następczyni tronu Eadlyn dała się poznać jako egoistyczna, niemiła, opryskliwa dziewczyna, która uważała się za pępek świata. Wydarzenia, jakie miały miejsce w poprzednim tomie nauczyły ją pokory i zmieniła swoje podejście do życia. Stała się rozsądna, współczująca i można powiedzieć sympatyczna. Eliminacje których nie chciała są dla niej trudnością do samego końca, jak każda młoda kobieta pragnie poznać mężczyznę, który będzie ją przede wszystkim kochał. Po drastycznej selekcji w zamku zostaje kilku konkretnych kandydatów, ale czy to, że któregoś z nich lubi bardziej od pozostałych oznacza, że to już jest miłość? Jej wybór z jednej strony był pozytywnym zaskoczeniem, ale też typowałam innego chłopca. Nie mniej jednak cieszę się, że pod koniec stała się inną osobą, którą można z czasem polubić. To, co mi się niesamowicie nie podobało w tej części to postacie Ami i Maxona. Gdzie się podziali ci odważni i pełni życia ludzie? Rozumiem, że rządzenie krajem to spory wysiłek, ale czy chwilowa niedyspozycja królowej to sygnał, że należy oddać władzę? Maxon zmienił się nie do poznania, kieruje się jedynie dobrem żony, a wszystkie pozostałe kwestie odrzuca na bok i w ten sposób wciska koronę córce. Ten zabieg był moim zdaniem sztuczny i miał na celu jedynie posadzić Eadlyn na tronie, by zakończyła swoje Eliminacje w wielkim stylu. Szkoda, że tak wspaniałe postaci się wypaliły i w kwiecie wieku postanowili przejść na emeryturę. Powieść sama w sobie nie była ekscytująca czy porywająca. Rozgrywające się wydarzenia były schematyczne i do przewidzenia. Autorka nie wprowadziła nic nowego, raczej skupiła się na tej romantycznej i ckliwej stronie Eliminacji. Brakowało mi starych bohaterów, których tak polubiłam, nowe pokolenie nie przypadło mi do gustu. Książkę czytało się bardzo szybko, ze względu na przyjemny styl pisania Kiery Cass. Powiem też słowo o oprawie graficznej: ta seria charakteryzuje się barwnymi i bajkowymi okładkami, niestety w tym przypadku jestem rozczarowana. O ile kolorystyka zachwyca, tak pani w pięknej sukni zdecydowanie odstrasza.
    "Korona" to mam nadzieję definitywny koniec tej serii. Przebrnęłam przez wszystkie tomy i jeszcze raz powtórzę, że historia Eadlyn jest zbędna. Jeśli w przyszłości autorka znów postanowi pisać kolejne perypetię, to z czystym sercem je sobie daruję, gdyż nie sądzę, żeby czytanie ich miałoby jakikolwiek sens.



   

poniedziałek, 6 marca 2017

244. Ukojenie Maggie Stefvater

Ilość stron: 510
Wydawnictwo: YA!
Rok wydania: 2016
Ocena: 6/10

   Niegdyś Sam uwięziony w skórze wilka musiał zimą walczyć o przetrwanie. Dziś ta rola się odwróciła i chłopak jest zmuszony tęsknić za ukochaną Grace, która już przez długi czas musi egzystować w lasach Boundary. Chłopak nie ma lekko, gdyż nieoczekiwanie jego dziewczyna zmieniła się w wilka, a poza tym część mieszkańców uważa go za jej mordercę. Jedyną odskocznią jest praca w miejscowej księgarni, a nie jest to zbyt wiele, gdyż nawet jego współlokator Cole daje mu w kość. O ile to jeszcze możliwe sytuacja się pogarsza, gdyż ojciec Isabelle, pan Culpeper zdobywa pozwolenie na wystrzelanie sfory wilków mieszkających w pobliskich lasach. Rozpoczyna się walka z czasem, czy Grace uda się na czas przemienić w człowieka, a co z resztą dawnej sfory Sama? 
   Losy Sama i Grace zainteresowały mnie na tyle, że z chęcią sięgnęłam po ich zakończenie. Miałam do tej książki spore wymagania, gdyż słyszałam, że każda kolejna część jest lepsza od poprzedniej. Niestety nie do końca sprostała moim oczekiwaniom, ale ma też swoje plusy, o których wspomnę za chwilę. Zacznę może od postaci Sama, która właściwie nie ewoluowała odkąd tylko zaczęłam poznawać tę historię. Mimo że jest głównym bohaterem, to nie rzuca się w oczy, jest typem osoby, która swoje bolączki przeżywa w samotności. Gdy zniknęła Grace zachowywał się trochę jak zombie, stracił jedyny sens życia i zamiast mu współczuć z tego powodu, czułam niechęć do jego biernej osoby. Późniejsze wydarzenia sprawiły, że zaczął działać i nabrałam do niego większej sympatii. Jeśli chodzi o Grace, to w tej części mieliśmy okazję poznać jej wilczą naturę, podobało mi się to, jak opisywała las i stado oczami wilka. Czytając ten tom najbardziej wyczekiwałam rozdziałów pisanych z perspektywy Cole'a i Isabelle. Uwielbiam te dwie postacie, gdyż są złożone i o zadziornych charakterach i mimo że pochodzą z dwóch różnych światów, to pasują do siebie idealnie. Jest to niewątpliwie wybuchowa i nieobliczalna para, która w jakiś sposób napędzała akcję i kibicowałam im bardziej, niż głównym bohaterom. Przez pierwszą połowę książki niestety narzekałam na nudę, Sam głównie śpiewał ckliwe piosenki i użalał się nad sobą. Jedyną rozrywką były cięte riposty Cole'a oraz jego chaotyczny sposób bycia. Akcja rozkręciła się dopiero później, fabuła została poprowadzona w niespodziewanym kierunku, przez co czytałam z coraz większym zaangażowaniem. Niezmiernie interesowało mnie zakończenie, które mnie raczej nie usatysfakcjonowało.
    "Ukojenie" to powieść napisana na podobnym poziomie, jak pozostałe. Czytało mi się ją dosyć szybko, nie każdy z bohaterów stał mi się bliski, ale pewną dwójkę zapamiętam. Może nie jest to seria idealna, ma swoje wady i zalety, ale z pewnością zasługuje na uwagę za to, w jaki ciekawy sposób autorka zdecydowała się przedstawić czytelnikowi historię wilkołaków z Mercy Falls.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal

czwartek, 2 marca 2017

243. Miasto niebiańskiego ognia Cassandra Clare

Ilość stron: 700
Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2014
Ocena: 7/10

   Sebastian Morgenstern nadal sieje spustoszenie w świecie Nocnych Łowców. Clary razem z Jace'm i resztą przyjaciół muszą jakoś powstrzymać jej demonicznego brata. Ciągłe ataki na Instytuty, mordowanie wojowników lub ich przemiana w Mrocznych sprawia, że Clave powoli traci grunt pod nogami. Wysyła nowojorskich Nefilim do Idrysu i z tamtego miejsca próbują walczyć z wrogiem. Młodzi bohaterowie uważają, że aby ostatecznie pokonać Sebastiana i jego demony należy użyć niebiańskiego ognia, który płynie w żyłach Jace'a. Chłopak cały czas uczy się go kontrolować i jest gotowy na wszystko, by tylko zwalczyć wroga.
    Swoją przygodę ze światem Nefilim zaczęłam kilka lat temu, najpierw moje serce podbiły Diabelskie maszyny, a następnie Dary anioła. Cassandra Clare stworzyła genialne uniwersum, bogate w fantastyczne postaci i dynamiczną akcję. Zaczynając tę część byłam świadoma, że kończy się pewna epoka, ale autorka od razu zapoznawała nas z młodymi Nocnymi Łowcami, którzy również będą mieli swoją historię. Ten tom należał do najobszerniejszych, a co za tym idzie poruszono w nim mnóstwo wątków. Początkowo nie działo się nic szczególnego, owszem poznaliśmy Emmę i Juliana, ale bardziej byłam ciekawa losów Clary, Jace'a, Aleca, Simona i Izzy. Według mnie to oni powinni grać pierwsze skrzypce i to im powinien być poświęcony ten tom w całości. Po raz kolejny jestem zachwycona kreacją Sebastiana, który jest zły do szpiku kości i to nie przez jakieś traumatyczne doświadczenia, ale dlatego, że po prostu się taki urodził. Wprowadzał mnóstwo zamieszania i nasi bohaterowie mieli przez niego ciągle pod górkę, jednak jako czarny charakter sprawdził się znakomicie. Nadal podoba mi się relacja Clary i Jace'a, którzy są do siebie stworzeni, ale także byłam zauroczona innymi parami. Nie ukrywam, że ta część była za bardzo rozwleczona i niektóre zabiegi były zbędne, ale pod sam koniec, kiedy to nastało ostateczne starcie dobra ze złem, trudno było oderwać się od czytania. Akcja wręcz płynęła, a jej nieoczekiwane zwroty wywoływały skrajne uczucia. Na pochwałę zasługuje także sposób, w jaki historia opowiedziana w Diabelskich maszynach i tutaj się ze sobą łączyła i splatała. Na każdą wzmiankę o Willu, Jemie i Tessie aż skakałam z radości i cieszę się, że nie zostali pominięci.
    "Miasto niebiańskiego ognia" to bardzo dobre zakończenie przygód nowojorskich Nocnych Łowców. Ta seria dostarczyła mi mnóstwo rozrywki, sarkastycznego dowcipu i demonicznych starć. Z pewnością za kilka lat do niej wrócę, by móc na nowo czytać o swoich ulubionych bohaterach.

TBR na lato