środa, 30 listopada 2016

Wrap up, czyli podsumowanie listopada


     Trudno mi uwierzyć, że to już koniec listopada. Studia i inne obowiązki skutecznie pochłaniają mnóstwo czasu, więc to się trochę odbiło na moim czytelnictwie. Jednak mimo wszystko jestem całkiem zadowolona z mojego wyniku :)

  Ilość stron: 389    Ocena: 6/10

  Ilość stron: 300    Ocena: 3/10

 Ilość stron: 408   Ocena: 2/10

  Ilość stron: 640    Ocena: 7/10

  Ilość stron: 272   Ocena: 9/10

  Ilość stron: 464   Ocena: 7/10

  Ilość stron: 400   Ocena: 8/10


 Jeśli chodzi o seriale, to nie ma czym się chwalić poza pojedynczymi odcinkami Friends, Supernatural i Vampire Diaries.

Filmy:
Znalezione obrazy dla zapytania osobliwy dom peregrine tumblr   Produkcje Jima Burtona zawsze miały swój urok i były klimatyczne i jako że swojego czasu czytałam "Osobliwy dom pani Peregrine", to usiadłam również do filmu. Książka kreowana na horror okazała się przygodówką z lekkim dreszczykiem, natomiast film był dość dziecinny. Zwiastun był magiczny, jednak podczas oglądania seansu nudziłam się i wyczekiwałam końca. Nie jest to zbyt udana ekranizacja, śmiało mogę powiedzieć, że jako powieść wypada dużo lepiej.

Znalezione obrazy dla zapytania fantastyczne zwierzeta i jak je znaleźć tumblr   "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" to niesamowita przygoda. Jestem nimi oczarowana, zarówno światem czarodziejów, bohaterami oraz zwierzętami, które były wprost urocze. Cudownie było móc po raz kolejny spotkać się ze światem wykreowanym przez J.K.Rowling. Drobne nawiązania do HP to istna gratka dla fanów, dlatego gorąco polecam Wam ten film <3

poniedziałek, 28 listopada 2016

218. Bez słów Mia Sheridan

Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2016
Ocena: 8/10


     Archer jest samotnikiem, całe swoje życie spędził odizolowany od społeczeństwa, zatracając się w swojej egzystencji. Rodzinny dramat sprawił, że mężczyzna został napiętnowany w sposób fizyczny, jak i psychiczny. Brak akceptacji i samotność sprawiły, że nie ufa nikomu. Do czasu, aż do małego miasteczka przyjeżdża Bree. Dziewczyna ma ze sobą bagaż bolesnych doświadczeń i szuka ukojenia z dala od zgiełku panującego w wielkim mieście. Pewnego dnia natyka się na tajemniczego mężczyznę, który nic nie mówi, lecz świdruje ją palącym wzrokiem. Bree wie, że nie powinna się nim interesować, a zająć się walką ze swoimi demonami, jednak coś ją do niego ciągnie. Wkrótce nawiązują znajomość, która zmienia ich życie, pojawia się przyjaźń, zrozumienie i silne uczucie.
     Nie jestem fanką tanich romansów, gdyż ten temat jest zbyt oklepany. Dlatego bez większego przekonania sięgnęłam po "Bez słów" i już po kilku pierwszych rozdziałach przepadłam. Mia Sheridan opowiada przepiękną historię, która wzrusza i daje do myślenia. Archer jest tak skrzywdzonym przez los człowiekiem, że trudno mu nie współczuć i kibicować, by otworzył się na świat. O dziwo nawet Bree nie była szczególnie irytująca, wręcz ją polubiłam, co mi się rzadko zdarza, jeśli chodzi o kobiece postacie. Czytając ich historię doświadczałam wielu emocji i trudno mi było się od niej oderwać. Główne skrzypce grał tu oczywiście wątek miłosny, który momentami mógł być przytłaczający, ale potem się do niego przyzwyczaiłam. Byłam ogromnie ciekawa, jak zakończy się ta powieść i przestałam zwracać uwagę na jakieś niedociągnięcia. Historia została napisana zarówno z perspektywy Bree jak i Archera, więc mogliśmy ich dokładnie poznać, ich charaktery, przeszłość oraz targające nimi uczucia. Autorka posługuje się lekkim, przystępnym językiem, który jednocześnie potrafi chwycić za serce.
     Podsumowując, nieoczekiwanie "Bez słów" ogromnie mi się spodobało, była to świetna historia miłosna, która zapada w pamięć. Z pewnością będą nią zachwyceni miłośnicy romansów, ale zwolennicy innych gatunków też śmiało mogą po nią sięgać.

sobota, 26 listopada 2016

217. Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta Claire North

Ilość stron: 464
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2014
Ocena: 7/10

    Harry nie jest taki, jak reszta ludzi. Umiera, po czym rodzi się na nowo, pamiętając wszystko ze swoich poprzednich żyć. Nawet jako małe dziecko ma olbrzymią wiedzę historyczną i technologiczną. Kiedy przychodzi kres jego kilkunastego żywota, przy łóżku umierającego pojawia się mała dziewczynka, która przekazuje mu wiadomość, że nadchodzi koniec świata.
    Książka Claire North kusi już samym tytułem, dlatego nie mogłam się oprzeć i sięgnęłam po tę pozycję. Przyznam, że początek bardzo szybko mnie wciągnął, potem nastąpił pewien kryzys, ale koniec końców "Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta" uznałam za wartą przeczytania powieść. Mamy tu do czynienia z niezwykłym pomysłem oraz skomplikowaną, a jednocześnie dopracowaną historią. Harry w miarę chronologicznie opisuje nam swoje życia, ludzi których spotkał, przygody które mu się przydarzyły. Główny bohater ma ogromne doświadczenie, jest skarbnicą mądrości, ale jak każdy człowiek błądzi i zastanawia się nad sensem swojego istnienia. Swoją nieśmiertelność Harry starał się jak najlepiej wykorzystać, każde kolejne wcielenie przeżywał inaczej, próbował swoich sił w różnych dziedzinach naukowych, a przede wszystkim postanowił zmierzyć się z końcem świata. Ten wątek intrygował mnie przez większość czasu. Czy mężczyźnie uda się powstrzymać apokalipsę, mimo że nie może zmienić biegu historii? Wszystko układało się w logiczną całość, zabarwioną przemyśleniami bohatera nad ludzką egzystencją, nad tym, co jest dobre, a co złe. Mimo że było sporo nawiązań historycznych, to absolutnie mi to nie przeszkadzało. Dawało to realizm przepleciony ze wspaniałą fantastyką. Jako że historia została napisana z perspektywy Harry'ego czytelnik mógł się z nim zżyć, współczuć mu ciągłych problemów i bólu. Nie mogę nie wspomnieć o przepięknej okładce, która cieszy oko i dodatkowo przypomina, że nie mamy do czynienia z przeciętną historią.
     Jeszcze nigdy nie było mi dane zetknąć się z podobną fabułą i cieszę się, że udało mi się przeczytać tę książkę. Doceniam talent i skrupulatność autorki i mam nadzieję, że w Polsce pojawi się więcej jej twórczości. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcić Was do tej lektury, gdyż jest oryginalna i zapada głęboko w pamięć.

czwartek, 24 listopada 2016

Stosik #15



   Hej, dziś przybywam ze stosikiem kilku fantastycznych książek, które ostatnimi czasy zasiliły moje półki. Zapraszam :)




Od góry:
-"Onyks" J.L.Armentrout
-"Ognisty pocałunek" J.L. Armentrout
-"Mara Dyer. Tajemnica" Michelle Hodkins
-"Grim. Pieczęć ognia" Gesa Schwartz
-"Grim. Dziedzictwo światła" Gesa Schwartz
-"Szukając Alaski" John Green
-"Kiedy odszedłeś" Jojo Moyes
-"Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes

Czytaliście którąś z tych pozycji? Jeśli tak, to co o nich myślicie? :)





wtorek, 22 listopada 2016

216. Harry Potter i Komnata Tajemnic J.K.Rowling

Ilość stron: 272
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2016
Ocena: 9/10


    Odkąd Harry Potter dowiedział się, że jest czarodziejem jego życie wywróciło się do góry nogami. Przed nim drugi rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, jednak został ostrzeżony, że w zamku grozi mu niebezpieczeństwo. Jednak chłopiec nawet nie bierze pod uwagę możliwości, że musiałby na zawsze zostać u wujostwa. Takim oto sposobem razem z Ronem i Hermioną wracają do Hogwartu, który jest dla nich jak dom. Wkrótce potem Harry przekonuje się, że domowy skrzat Zgredek miał rację i w szkole może dojść do strasznych rzeczy. Istnieje bowiem legenda, że jeden z założycieli szkoły ukrył tajemniczą komnatę, a w niej strasznego potwora. Gdy dochodzi do ataków na uczniów, ducha i kotkę woźnego, młodzi przyjaciele starają się rozwikłać tę zagadkę. Ponadto Harry słyszy dziwny głos, który przyprawia go o dreszcze, a najgorsze jest to, że nikt inny nie jest w stanie usłyszeć tych szeptów. Co czeka młodego czarodzieja w tym roku, czy znów przyjdzie zmierzyć mu się z jego największym wrogiem?

    Do serii J.K.Rowling mam ogromny sentyment, podejrzewam że będę do niej wracać jeszcze przez wiele, wiele lat. Jako wielka fanka nie mogłam sobie odmówić sięgnięcia po ilustrowane wydanie, które całkowicie skradło moje serce. Oczywiście zawsze najważniejsza będzie treść, ale nie zmienia to faktu, że okładka cieszy oko. Niesamowita grafika, która idealnie oddaje świat czarodziejów sprawiła, że czytanie stawało się jeszcze przyjemniejsze. Wyobrażenie nauczycieli, uczniów i Hogwartu jest pomysłowe, a jednocześnie nie odbiega od początkowej wizji autorki. Wracając do treści, to mimo że znam ją bardzo dobrze, to za każdym razem wyłapuję jakieś ciekawe szczegóły. Już zapomniałam, jak bardzo irytująca i żałosna jest postać nauczyciela obrony przed czarną magią i jaką grozę siał bazyliszek. Jednym słowem odświeżenie tej historii sprawiło, że jestem nią jeszcze bardziej urzeczona. 
    Podsumowując, "Komnata tajemnic" to książka wyjątkowa, zachwycająca zarówno wartą, pełną magii fabułą i oprawą graficzną. Jim Kay spisał się na medal i myślę, że owoc jego pracy będą chcieli mieć na swojej półce wierni fani Harry'ego Pottera. 

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Media Rodzina





sobota, 19 listopada 2016

215. Światło, którego nie widać Anthony Doerr

Ilość stron: 640
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2015
Ocena: 7/10

    Czasy II wojny światowej, Paryż. Kilkunastoletnią Marie-Laure wychowuje samotnie ojciec, który pracuje w jednym z muzeów. Dziewczynka kilka lat temu straciła wzrok i na nowo zaczęła poznawać świat, licząc kroki, wyobrażając sobie kolory. Oboje bardzo się kochają, jednak wojna niesie za sobą liczne problemy, śmierć i zamęt. Wkrótce potem są zmuszeni opuścić Paryż, a ich dalsze losy staną pod znakiem zapytania. Równocześnie poznajemy historię Wernera, chłopca zamieszkującego niemiecki sierociniec, który jest zafascynowany nauką i nie chce spędzić reszty życia pracując w kopalni. Jego talent i ambicje zauważa pewien mężczyzna i chłopiec dostaje życiową szansę. Otóż trafia on do elitarnej szkoły szkolącej przyszłych żołnierzy Wehrmachtu. Czeka go tam wiele prób, wyzwań, a przede wszystkim musi wybrać czy służyć ojczyźnie, czy działać wedle tego, co podpowiada mu serce i sumienie.


    Słysząc liczne zachwyty nie mogłam pominąć takiej głośnej powieści, jak "Światło, którego nie widać". Tym bardziej, że autor pracował nad nią dziesięć lat i dostała jedną z ważniejszych książkowych nagród. Już na samym początku przygotowałam się na to, że nie będzie mi się ją szybko czytało, z tego względu, że nie przepadam za tym gatunkiem. Szczególnie historia drugiej wojny światowej wydawała mi się ciężkim orzechem do zgryzienia. Dlatego zamiast na historycznych faktach skupiałam się raczej na postaciach. Marie-Laure to niesamowicie dzielna i pełna ciepła dziewczynka. Kalectwo nie zabrało jej radości z życia, cieszyła się każdym drobiazgiem oraz miłością ojca i stryja. Ciekawym bohaterem był także Werner. Wydawać by się mogło, że wszyscy niemieccy żołnierze to potwory z piekła rodem, jednak tutaj poznajemy wrażliwego na ludzką krzywdę nastolatka. Opuścił najbliższych by się uczyć, jednak nie spodziewał się, że jego dowódcy będą od niego oczekiwać takich rzeczy.
    
    Tak jak się tego spodziewałam, wątek miłosny, który został tu nakreślony jest bardzo, ale to bardzo delikatny. Przez swoją subtelność i niewinność zyskuje on w oczach czytelnika. Tak jak wspomniałam wcześniej historia odgrywa tu dużą rolę, jednak ja nie potrafiłam się nią delektować. Książka została podzielona na krótkie rozdziały pisane z perspektywy Marie-Laure i Wernera, które w pewnym momencie się połączyły. Dzięki temu zabiegowi powieść czytało się szybciej, niż bym się mogła spodziewać. Co prawda "Światło, którego nie widać" nie wywołało u mnie gwałtownych uczuć, ale zdecydowanie nie żałuję, że po nie sięgnęłam. Doceniam wkład i olbrzymią pracę autora, jego styl i sądzę, że jest to typ powieści, którą każdy powinien przeczytać, niezależnie od preferowanych gatunków.

poniedziałek, 14 listopada 2016

214. Czy wspomniałam, że Cię kocham? Estelle Maskame

Ilość stron: 408
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2015
Ocena: 2/10

   Odkąd rozwiedli się jej rodzice, Eden nie utrzymywała kontaktu ze swoim ojcem. Dlatego zaproszenie, by spędziła z nim wakacje jest dla niej niemałym zaskoczeniem. Niemniej jednak dziewczyna postanawia odwiedzić go w pięknej i słonecznej Kalifornii. Nie dość, że będzie musiała stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, który jest jej praktycznie obcy, to jeszcze będzie mieszkała pod jednym dachem z macochą i trójką przyrodnich braci. Początki są dla niej trudne, szczególne że najstarszy Tyler jest wrednym dupkiem, który na każdym kroku stwarza problemy. Eden postanawia jednak cieszyć się wakacjami, poznaje nowych przyjaciół, chodzi na szalone imprezy i nie przejmuje się surowymi zasadami ojca. W ten sposób dziewczyna daje się porwać urokom plaży, alkoholu i o dziwo Tylerowi. Chłopak jest niezwykle tajemniczy, pod maską zbuntowanego nastolatka skrywa swoją prawdziwą osobowość. Dziewczyna próbuje przedrzeć się przez mur, którym od lat się otacza i całkiem niechcący odkrywa, że czuje do niego coś więcej, niż pozwalają na to obyczaje.
     Książek z gatunku new adult ostatnimi czasy na polskim rynku pojawiło się całkiem sporo. Opierają się na utartych schematach, nieszczęśliwej lub zakazanej miłości, perypetiach młodych ludzi i ich zadaniem jest wywołać u czytelnika falę emocji. Niektóre z tych pozycji faktycznie wywarły na mnie wrażenie, albo chociaż przyjemnie się je czytało. Jednak "Czy wspomniałam, że Cię kocham?" jest tego całkowitym przeciwieństwem. Już dawno nie czytałam tak słabej powieści, już fan fiction bywa bardziej interesujące, od tej historii jaką tu dostałam. Przede wszystkim nie mogłam znieść głównych bohaterów. Eden była zwyczajnie głupia, irytująca, dziecinna, a takie nastolatki są najgorsze. Zwykle jest tak, że to męska postać wzbudza zainteresowanie, a tu mało tego, że tak się nie stało, to Tyler zachowywał się w sposób skandaliczny. Owszem kreowany był na młodego człowieka, który ma problemy z używkami z powodu trudnego dzieciństwa, ale miał tak paskudny charakter, że nic nie jest w stanie go usprawiedliwić. Ponadto w tej książce nie udało mi się znaleźć osoby, którą choćbym tolerowała, wszyscy byli płytcy: myśleli o pieniądzach, samochodach, ciuchach, narkotykach. Nie było tu praktycznie żadnej akcji, wszystko skupiało się wokół kolejnych imprez i mdłych przemyśleniach Eden. Powieść nie niesie za sobą żadnego przekazu, a czytelnik tylko będzie się nieustannie denerwował. Zmęczyłam ją do końca, gdyż liczyłam chociaż na jakieś przyzwoite zakończenie, ale autorka dała wyraźnie do zrozumienia, że nie ma zamiaru jeszcze kończyć tej miłosnej historii.
     Ostatnimi czasy trafiam na słabe pozycje, ale ta chyba przebiła wszystkie. Żałuję, że po nią sięgnęłam, żałuję poświęconego jej czasu i radzę omijać ją szerokim łukiem. Absolutnie nic przez to nie stracicie, a przynajmniej nie będziecie czuli tego niesmaku wywołanego tą właśnie lekturą.

czwartek, 10 listopada 2016

213. Never, never Colleen Hoover, Tarryn Fisher

Ilość stron: 300
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2016
Ocena: 3/10


    Historia rozpoczyna się tym, że pewna nastolatka uświadamia sobie, że siedzi w obcej klasie, nieznanej jej szkole i nie ma bladego pojęcia jak ma na imię. Szok i dezorientacja zmuszają ją do działania. Dzięki szybkiemu rozeznaniu dowiaduje się, że ma na imię Charlie. Ta sama sytuacja spotyka chłopaka o imieniu Silas. Nastolatek nie wie nic o swojej przeszłości, rodzinie, nie zna nawet swojej osobowości. Szybko okazuje się, że w "poprzednim" życiu Charlie i Silas byli parą, ich miłość kwitła, jednak została zniszczona ze względu na głośny konflikt, który połączył ich rodziny. Młodzi bohaterowie postanawiają rozwikłać tajemniczą kwestię swojej amnezji, gdyby nie fakt, że w ciągu 48 godzin znów spotyka ich ta sama sytuacja. 
    Jako fanka twórczości Colleen Hoover wiedziałam, że prędzej czy później sięgnę po jej nową książkę. Jako że tym razem nawiązała współpracę, to liczyłam na coś ciekawego i wciągającego. Niestety ta pozycja rozczarowała mnie pod wieloma względami. Po pierwsze dość oryginalny wątek ciągłej utraty pamięci zamiast pogłębić, rozwinąć i wytłumaczyć, został pozostawiony sam sobie. Czytelnik nie poznaje przyczyny, dlaczego bohaterowie muszą zmagać się z czymś takim, co wywołało u mnie frustrację. Następnie nie przypadła mi do gustu sama kreacja postaci. Mimo że Charlie nic nie pamięta, to nadal posiada wrodzony talent do irytowania. Jest niemiła, opryskliwa w stosunku do rodziny jak i samego Silasa. Z kolei chłopak mógłby uchodzić za sympatycznego, gdyby nie fakt, że nie widział świata poza swoją byłą dziewczyną. Miałam wrażenie, że angażował się dużo bardziej od niej samej. Również wątek miłosny według mnie został poprowadzony w sztuczny sposób. Dwójka młodych ludzi, którzy na chwilę obecną kompletnie się nie zna, zakochuje się w sobie na podstawie przeczytanych listów i odnalezionych wskazówek. Nie było to naturalne, przez co powieść wydawała mi się płytka i mało sensowna. Co prawda nie była zbyt gruba, jednak ja czytałam ją dość długo, z tego względu, że nie potrafiłam dać się porwać fabule.
     "Never, never" to moim zdaniem najsłabsza jak do tej pory powieść Hoover. Miałam wobec niej spore wymagania ze względu na pochlebne opinie, a niestety nieprzyjemnie się zaskoczyłam. Nie jest to książka, która zapada w pamięć czy niesie za sobą jakieś przesłanie, oprócz pięknej okładki nie znalazłam w niej zbyt wiele interesujących aspektów.

piątek, 4 listopada 2016

212. Potomkowie Tosca Lee

Ilość stron: 389
Wydawnictwo: IUVI
Rok wydania: 2016
Ocena: 6/10

    Emily ma dwadzieścia jeden lat i nie pamięta nic ze swojego dotychczasowego życia. Do dyspozycji ma tylko krótki list, który napisała do siebie samej zanim poddała się zabiegowi obierającemu pamięć. Jako że rozpoczyna wszystko od zera postanawia zrobić coś ze swoim życiem. Pewnego dnia w sklepie poznaje Lukę, który wydaje się być sympatyczny, ale też bardzo zainteresowany jej osobą. Im bardziej Emily drąży swoją przeszłość i zastanawia się, dlaczego zdecydowała się na tak drastyczny krok, tym więcej tajemnic wychodzi na światło dzienne. Przede wszystkim okazuje się, że jest spokrewniona ze słynną "Krwawą Hrabiną" i że była z tego powodu prześladowana. Bohaterka jest zdezorientowana tymi rewelacjami i nie ma pojęcia, komu tak naprawdę może zaufać.
     Do sięgnięcia po "Potomków" zachęciło mnie odwołanie się do losów Elżbiety Batory. Nie jestem co prawda fanką historii, jednak ta konkretna postać interesowała mnie już od dawna. Hrabina uchodziła za największą i najokrutniejszą morderczynię swoich czasów i wykorzystanie tego motywu było nowatorskie. W tej powieści mogłam trochę bliżej poznać jej życie, wiadomo że zostało ono ubarwione na potrzeby fabuły, co nie zmienia faktu, że byłam tym jak najbardziej usatysfakcjonowana. Jeśli chodzi o bohaterów, to ich kreacja niestety nie zapada szczególnie w pamięć. Początkowo o  Emily nie wiemy praktycznie nic, powoli i stopniowo poznajemy jej dziedzictwo i charakter. Jest młodą kobietą, która nie ma szczególnie barwnej osobowości, a jej losy są nam obojętne. Podobnie było z Lucą, nie był irytujący, ale też nie zapałałam do niego wielką sympatią. Akcja rozgrywa się w Europie, co było miłą odmianą od Ameryki. Autorka bardzo sprawnie wplatała naszą kulturę łącząc ją jednocześnie z historią. Co prawda wydarzenia nie toczyły się błyskawicznie, ale też nie było większych zastojów, czy momentów nudy. Samo zakończenie było dosyć zaskakujące i zapowiada się całkiem ciekawa kontynuacja.
     Podsumowując, "Potomkowie" to interesujący początek nowej serii, która odbiega od utartych schematów i oferuje czytelnikom całkiem nowe przeżycia. Liczę na to, że w kolejnym tomie bohaterowie czymś mnie zaskoczą, a historia samej Hrabiny powróci i wywże na mnie jeszcze bardziej pozytywne wrażenia.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI

278. Onyks Jennifer L. Armentrout