poniedziałek, 29 lutego 2016

Wrap up, czyli podsumowanie lutego





 Luty minął tak szybko, że ledwie to zdążyłam zauważyć. Mimo, że powoli zaczynam przygotowania do matury, to i tak udało mi się przeczytać sporo książek, które w większości były fantastycznymi lekturami. Zapraszam :)


  Ilość stron: 382   Ocena: 8/10

Ilość stron: 379   Ocena: 9/10

  Ilość stron: 383   Ocena: 10/10

Ilość stron: 365   Ocena: 8/10

Ilość stron: 235   Ocena: 7/10

Ilość stron: 338   Ocena: 6/10

Ilość stron: 332   Ocena: 8/10

Ilość stron: 320   Ocena: 6/10

Ilość stron: 488   Ocena: 9/10         

 Mimo że luty był bardzo krótki, to cieszę się, że w ciągu tych kilku tygodni udało mi się przeczytać aż 9 książek, w których w większości się zakochałam <3
Łączna liczba książek: 9
Łączna liczba stron: 3222
Łączna liczba postów: 173
Łączna liczba komentarzy: 2220
Łączna liczba wyświetleń: 31 002

sobota, 27 lutego 2016

Stosik #9


  Hej :* dziś przychodzę do Was z cudeńkami, które zasiliły moją stale powiększającą się biblioteczkę. Enjoy :)







Od góry:
- W objęciach gwiazd Oliwia Tybulewicz ( od wydawnictwa Lucky)
- Kłamca. Papież sztuk Jakub Ćwiek ( od wydawnictwa SQN) 
- Mara Dyer. Zemsta Michelle Hodkin
- Kamień i sól Victoria Scott ( od wydawnictwa IUVI)
- W krainie kolibrów Sofia Caspari ( prezent powitalny od klubu Książki Kobiecym Okiem)
- Lato koloru wiśni Karina Bartsch ( od wydawnictwa Media Rodzina)
- Cukiernia w ogrodzie Carole Matthews ( od wydawnictwa Harper Collins)

Pochwalcie się w komentarzach, jakie książki udało Was się upolować w lutym :) 

środa, 24 lutego 2016

121. [Przedpremierowo] W ramionach gwiazd Amie Kaufman, Meagan Spooner

Ilość stron: 488
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2016
Ocena: 9/10


   Major Tarver zauważa ją na przyjęciu na statku Ikar, który przemierza przestworza. Na tle innych gości wyróżnia się nie tylko urodą, ale również władczą postawą i umiejętnością wydawania rozkazów. Wkrótce okazuje się, że dziewczyna, na którą uwagę zwrócił pochodzący ze zwykłej rodziny bohater wojenny to prawdziwa księżniczka, córka słynnego człowieka, którego majątek jest tak wielki jak sam kosmos. Ich znajomość nie rozpoczyna się dobrze i upokorzony chłopak postanawia trzymać się z daleka od Lilac. Ten plan może by się powiódł, gdyby nie straszna katastrofa. Statek uległ uszkodzeniu i aby ocalić życie dwójka bohaterów ląduje wspólnie w jednej kapsule ratunkowej. Wkrótce po tym dramatycznym zdarzeniu docierają na obcą i wyludnioną planetę jako jedyni żywi pasażerowie. Od tej pory rozpoczyna się ich pełne determinacji poszukiwanie źródła łączności, by móc wysłać sygnał i czekać na ratunek ze strony wielkiego monsieur LaRoux. Dodatkowo pomimo trudnej sytuacji spowodowanej traumatycznymi przeżyciami Lilac zaczyna słyszeć tajemnicze szepty i wszystko wskazuje na to, że dziedziczka fortuny powoli popada w obłęd.
    Ostatnio na rynku pojawiło się kilka tytułów, w których myślą przewodnią są podróże w kosmosie. Jednak autorkom udało stworzyć się niezwykłą i elektryzującą historię. Główni bohaterowie pochodzą ze skrajnie różnych środowisk co może stanowić pewien schemat, ale on w ogóle mi nie przeszkadzał, gdyż dzięki temu tę dwójkę jeszcze bardziej do siebie ciągnęło. Lilac dorastała w luksusach, była rozpieszczana, a jej życzenia były spełniane w mgnieniu oka. Bogactwo ma jednak swoje minusy i choć nie była tego do końca świadoma, to jej losem cały czas kierował groźny i władczy ojciec. Tarver po śmierci brata wstąpił do wojska i przysłużył się na polu bitwy. Mimo zaszczytów czuje się zwykłym mężczyzną przyzwyczajonym do rozkazów i skrajnych warunków. Jest niezwykle odważny, pewny siebie i solidny, jednym słowem bohater idealny. Relacja, jaka zapanowała między damą, a żołnierzem ogromnie przypadła mi do gustu. Z jednej strony jedno gardzi drugim i nie skąpi mu przytyków, a jednocześnie wspólna niedola zbliża ich do siebie i sprawia, że rodzi się między nimi więź. Już na samym początku książki można zauważyć chemię, która utrzymuje się niemal cały czas. 
    Akcja rozgrywająca się na nieznanej i zapomnianej planecie zapewnia czytelnikowi przeżycie cudownej przygody. Może nie pędzi zawrotnie od początku do końca, ale i tak sprawia, że nie można oderwać się od lektury. Buduje napięcie, wywołuje uśmiech i wzruszenie i dzięki temu nie można się oprzeć, aby dalej nie śledzić przygód naszych postaci. Może nie jestem do końca obiektywna, ale to tylko dlatego, że zakochałam się w tej historii i cały czas siedzi mi ona w głowie. Język powieści jest prosty i przystępny, ale na szczęście nie infantylny. Kolejną rzeczą, na którą koniecznie muszę zwrócić uwagę, choć z pewnością już wszyscy zauważyli jest nieziemska okładka, od której wręcz nie można oderwać wzroku. Nie dość, że treść jest porywająca, to jeszcze wydawnictwo rozpieszcza nas przepiękną oprawą graficzną. Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do zapoznania się z "W ramionach gwiazd", gdyż jestem pewna, że zachwyci Was w taki czy inny sposób. Nawet nie myślałam, że już jako pierwszy tom ta seria skradnie moje serce i z wielką niecierpliwością będę wyczekiwać kontynuacji losów Lilac i Tarvera.

 Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte

wtorek, 23 lutego 2016

120. W objęciach gwiazd Oliwia Tybulewicz

Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Lucky
Rok wydania: 2015
Ocena: 6/10

    Główna bohaterka Rosalita Rosario urodziła się na statku kosmicznym Zorza Polarna. Przemierza on przestworza już od niemal stu lat, aby dotrzeć na Geminę planetę, która ma wiele wspólnego z Ziemią. Mieszkający na statku ludzie mają tam niedługo dotrzeć, by móc rozpocząć zwyczajne życie. Zorza Polarna jest ogromna i panuje w niej podział na tak zwane Republiki. Rosa pochodzi z Terry, w której nie ma luksusów i jakie jest zdziwienie dziewczyny, gdy okazuje się, że dostała stypendium i będzie mogła uczyć się w Złotej Republice, która słynie z przepychu i bogactwa. Na miejscu początkowo nie czuje się najlepiej, gdyż reszta studentów traktuje ją z góry, gdyż jest cudzoziemką. Jednak z czasem zaczyna się spotykać z sympatycznym Patrykiem, a także dostaje propozycję opieki nad Ziemianami wybudzonymi z hibernacji, wśród których znajduje się przystojny i często przyprawiający o ból głowy Nathaniel.
    Rosalita jest typem postaci, która nie wyróżnia się specjalnie z tłumu. Owszem, imponował mi jej ogromny zapał do nauki, obowiązkowość i zdolność do organizacji czasu, ale to wszystko. Jej chłopak Patryk zachowywał się w sposób irytujący i miejscami dziecinny. Jedynym bohaterem, który zwrócił moją uwagę w pozytywnym tego słowa znaczeniu był Nat. Polubiłam go od samego początku , spodobało mi się jego podejście do świata, poczucie humoru i hardość. Wątek miłosny również został ciekawie nakreślony. Z jednej strony nie wysuwał się szczególnie na pierwszy plan, ale według mnie to tylko nadawało mu subtelności. Akcja toczyła się miarowo i nie doczekałam się niespodziewanych wydarzeń, które by mnie porwały. Do gustu nie przypadł mi również styl pisania autorki. Za dużo było tu zbędnych i niezwykle dokładnych opisów, które nie pozwalały mi się skupić na akcji właściwej. Wspomnę jeszcze o okładce, która jest niezwykła i potrafi przyciągnąć wzrok.
    Podsumowując, pomysł na powieść był naprawdę interesujący i przede wszystkim był powiewem świeżości w polskiej literaturze. Kulało jedynie wykonanie, ale może innym osobom akurat się spodobać. Jeżeli lubicie tego klimaty, to myślę, że warto zapoznać się z tą historią, gdyż może Was pozytywnie  zaskoczyć.

  Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lucky 
Recenzja dostępna również na:
lubimyczytac.pl
matras.pl
bonito.pl
granice.pl

sobota, 20 lutego 2016

119. Jak cię wykraść Phoenix? Joss Stirling

Ilość stron: 332
Wydawnictwo: Akapit Press
Rok wydania: 2013
Ocena: 8/10

   "Jak cię wykraść Phoenix?" to kontynuacja losów braci Benedictów. Chłopcy należą do rodu sawantów, ludzi o nadnaturalnych zdolnościach, których życiową misją jest odnaleźć swoją drugą połówkę tak zwaną Przeznaczoną.
   Tym razem zostaje nam przedstawiona historia Yvesa, który potrafi władać ogniem. Jest nadzwyczaj inteligentnym i błyskotliwym studentem, który przyjechał do Londynu testować pewną aplikację. Phoenix jest dziewczyną, która dorastała w szemranym środowisku. Pośród bezwzględnych i kontrolujących jej życie sawantów musiała stać się najlepszą złodziejką, aby przetrwać. Jej kolejnym zleceniem okazuje się być Benedict. Jej zadaniem jest ukraść mu laptop zawierający tajne i niezwykle ważne informacje. Jednak jej umiejętności złodziejskie na nic się zdają przy tym ognistym chłopaku. Jakie jest zdziwienie obojga, gdy okazuje się, że ofiara i jego prześladowca okazują się być swoimi Przeznaczonymi. Bardzo szybko odczuwają siłę tej niezwykłej więzi i nie potrafią się sobie oprzeć. Niestety wielka miłość zostaje wystawiona na ciężką próbę, gdyż przywódca Wspólnoty zamierza wykorzystać to uczucie, aby zdobyć informacje i zniszczyć Sieć Sawantów.
   Już od pierwszych stron bardzo polubiłam tytułową bohaterkę. Mimo trudnego dzieciństwa, prześladowania i życia z okrutnymi ludźmi nie stała się taka jak oni. Zachowała w sobie człowieczeństwo, godność i poczucie moralności, a jednocześnie z determinacją potrafiła walczyć o swoje. Nie należy również zapominać o kolejnym bracie z rodziny Benedictów, który mnie zauroczył. Yves jest typem chłopaka, który bardzo szybko potrafi owinąć sobie dziewczynę wokół palca. Wysoki, o atletycznej budowie i noszący okulary, które dodatkowo nadają mu uroku i podkreślają inteligencję. Chemia jaka wytworzyła się między tymi bohaterami była wręcz namacalna, a relacji jaka ich połączyła nie mogę nic zarzucić. Były odpowiednio wyważone słodkie, zabawne i podniosłe momenty, czyli tak jak powinna wyglądać prawdziwa miłość. 
   Ta część podobała mi się odrobinę bardziej od pierwszej z tego względu, że akcja toczyła się o wiele szybciej. Mieliśmy tu sporo przyspieszających tętno sytuacji, które dodawały pikanterii całej historii. Język, jakim posługuje się autorka jest lekki i bardzo przyjemny w odbiorze. Nawet się nie zauważa jak już kończy się tą fantastyczną część. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko gorąco Was zachęcać do sięgnięcia po tą wyjątkową serię, która potrafi osłodzić smutny dzień i wywołać uśmiech na twarzy.
  

czwartek, 18 lutego 2016

118. Girl Online w trasie Zoe Sugg

Ilość stron: 338
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2015
Ocena: 6/10

   "Girl Online w trasie" to powrót do przygód niezdarnej Penny, która uwielbia fotografię i Noah, jej super przystojnego chłopaka, który jest gwiazdą rocka. Piosenkarz w ramach wakacji zaprasza swoją dziewczynę, aby wyruszyła z nim w trasę koncertową po Europie. Będzie to dla tej dwójki niesamowita przygoda, ale też ogromne wyzwanie dla ich świeżego związku. Penny przekona się, że show biznes bywa okrutny i nie zważa na uczucia ludzi. Dzięki tej wyprawie dziewczyna będzie miała okazję lepiej poznać samą siebie i przekonać się, że powinna rozwijać swój talent i pasje. Oprócz głównego mamy też tutaj wspaniały wątek poboczny. Mam tu na myśli historię Elliota i Alexa. Obaj są przyjaciółmi Penny i również zostali parą. Jak wiadomo pary homoseksualne mają mnóstwo problemów związanych z akceptacją rodziny i społeczeństwa, dlatego cieszę się, że autorka poruszyła ten temat. Ta dwójka podobała mi się nawet bardziej od głównych bohaterów i kibicowałam im przez cały czas.
   Drugi tom początkowo nie wydawał mi się konieczny do przeczytania. Jest to bowiem typowa i dość schematyczna młodzieżówka. Nie ma tu zbytnio rozbudowanych postaci, wykluczając Elliota. Tylko on wydawał mi się warty uwagi i zainteresowania, bardzo podobała mi się jego otwartość na świat i oddanie swojej najlepszej przyjaciółce. W tej części nie mamy już do czynienia z Penny- niezdarą ( no w pewnym stopniu). Wyjazd za granicę i problemy w raju sprawiły, że dojrzała i zaczęła dostrzegać swoje atuty. Byłam również ciekawa, czy dziewczyna po aferze medialnej powróci do tego, co kocha, czyli prowadzenia bloga. Sprawiał on jej ogromną przyjemność i wcale się nie dziwiłam, że jej tego brakowało. 
   Ostatecznie można stwierdzić, że kontynuacja była całkiem udana. Jest to taki typ literatury, po którą sięgam po to, aby się odstresować i nie przejmować się, że pogubię się w liczbie wątków i postaci, które zwykle serwuje nam świat przedstawiony w fantastyce. Jeśli tylko nabierzecie ochoty na lekką, przyjemną i szybką w odbiorze powieść to zachęcam do sięgnięcia po książki Zoelli.
 

niedziela, 14 lutego 2016

117. Most do Terabithii Katherine Paterson

Ilość stron: 235
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2007
Ocena: 7/10

   Jedenastoletni Jessie marzy o tym, żeby być najszybszym biegaczem wśród kolegów. Przez całe lato intensywnie trenował i gdy miał nastać dzień jego triumfu okazało się, że pokonała go dziewczyna. Leslie jest nową uczennicą, wyróżniającą się ubiorem i wybujałą wyobraźnią. Choć na początku nic na to nie wskazywało ta dwójka stała niedługo potem nierozłączna. Czas spędzali w Terabithii, wymyślonej krainie, gdzie byli władcami. Dostać się do niej można było na linie zawieszonej nad brzegiem rzeki. Niestety, pomimo wspaniałych przygód w zaczarowanym miejscu pewnego dnia po powrocie z wycieczki chłopca dopada smutna rzeczywistość, która odmienia jego życie.
   Myślę, że każdy słyszał o tym tytule, choćby ze względu na głośny film. Oglądałam go jeszcze w podstawówce i dopiero teraz, po wielu latach miałam okazję przeczytać książkę. Było to bardzo miłe spotkanie z twórczością autorki, która pisze w niesamowicie wciągający sposób. Mimo, że jest to pozycja przeznaczona dla młodszego grona odbiorców, to i tak nie mogłam się oderwać od czytania. Kolejnym plusem było poruszenie dość trudnych tematów, jakimi są nieznośny wiek dojrzewania, przemoc domowa czy bieda. Z jednej strony jest to piękna opowieść o przyjaźni, sile wyobraźni, a z drugiej spotkanie z bolesnymi doświadczeniami. 
   Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcać wszystkich do sięgnięcia po "Most do Terabithii" zakładając, że na świecie jest jeszcze ktoś, kto go nie czytał. Książka zapewni Wam mile spędzony czas i przeniesie do świata olbrzymów i zaczarowanego królestwa.
   

poniedziałek, 8 lutego 2016

116. [przedpremierowo] Kamień i sól Victoria Scott

Ilość stron: 365
Wydawnictwo: IUVI
Rok wydania: 2016
Ocena: 8/10

   Tella, aby zdobyć dla śmiertelnie chorego brata lekarstwo zdecydowała się wziąć udział w Piekielnym Wyścigu. Z pomocą swojej niezwykłej pandory Madoxa oraz przystojnego Guy'a ma za sobą już dwa ekosystemy. Dziewczynę i jej grupkę przyjaciół czeka jeszcze śmiertelnie niebezpieczna przeprawa przez ocean i góry. Jednak muszą pamiętać, że zwycięzca może być tylko jeden, a przecież każdy z nich walczy o życie ukochanej osoby. W ich zespole oprócz Harper, Jaxona i Olivii pojawia się tajemniczy Cotton, którego zachowanie ciężko zinterpretować, Willow i starszy mężczyzna, którego nikt nie obdarzył sympatią. Dzieją się również osobliwe rzeczy z pandorami, które zostały obdarowane przez Tellę uczuciem. Wszystkie zachowują się tak, jakby ich uczestnicy zeszli na dalszy plan.
   Po skończeniu pierwszego tomu odliczałam czas do wydania kontynuacji. I opłacało się cierpliwie czekać, gdyż ani trochę mnie nie zawiodła. Książkę czytałam wręcz z wypiekami na twarzy i nie mogłam się powstrzymać przed tym, aby jak najszybciej dowiedzieć się, jak zakończy się Piekielny Wyścig. Jedyne co zaczęło mnie irytować to zachowanie głównej bohaterki. Doskonale rozumiem fakt, że ta rywalizacja sprawiła, że szybko dojrzała, pragnęła udowodnić swoją wartość i pokazać wszystkim, że stać ją na wiele, ale nie powinna ciągle kwestionować rozkazów Guy'a. Powinna dać wiarę jego wszechstronnym umiejętnościom, dzięki którym przetrwała. Co do reszty bohaterów, to ich los również nie był mi obojętny i było kilka takich momentów, które łamały mi serce.
   Styl pisania Victorii Scott jest jednocześnie prosty i wciągający. Opisywała w tak plastyczny sposób wszystkie ekosystemy, że wręcz czułam gorąco pustyni czy morską sól na twarzy. Akcji jak zwykle nie brakowało i już od pierwszych rozdziałów mnóstwo się działo. Niespodziewane zdarzenia to coś, co uwielbiam w tej serii. Sprawiają, że czytelnik nie ma prawa się nudzić, tylko zachłannie pochłania kolejne strony.
   Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecać wszystkim tę trzymającą w napięciu historię. Dostarcza ona mnóstwa emocji i przygód. Jestem bardzo ciekawa, jak autorka dalej poprowadzi losy naszych bohaterów, a póki co będę namawiać każdego do sięgnięcia po jej książki!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu IUVI 
Recenzja dostępna również na :
nakanapie.pl

sobota, 6 lutego 2016

115. Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes

Ilość stron: 383
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Ocena: 10/10

   Dwudziestosześcioletnia Lou traci pracę. Jako, że jej pensja wiele wnosiła w utrzymanie domu musi szybko coś znaleźć . Wkrótce potem trafia na propozycję opieki i towarzyszeniu człowiekowi z paraliżem czterokończynowym. Jest przekonana, że jest to starszy już mężczyzna, jednak jakie jest jej zdziwienie, kiedy okazuje się, że Will jest tylko kilka lat starszy od niej. Dwa lata temu miał okropny wypadek, który zamienił jego życie w piekło. Dawniej niezwykle aktywny fizycznie, młody, przystojny mężczyzna, który miał cały świat na wyciągnięcie ręki. Teraz zgorzkniały, nienawidzący swojej egzystencji kaleka. Nieudana próba samobójcza sprawiła, że jego rodzina pragnie, aby ktoś cały czas przy nim czuwał. Lou staje przed ogromnym wyzwaniem, gdyż jej szef nie znosi jej obecności i robi wszystko by ją zranić czy sprawić, żeby czuła się głupio.
   Pewnego dnia kobieta przez przypadek słyszy rozmowę, w której dowiaduje się, że Will za pół roku w legalny sposób ma zamiar zakończyć swoje nędzne życie. Rodzina cały czas ma nadzieję, że ich ukochany syn zmieni zdanie. Lou jako, że jest niezwykle współczująca zaczyna powoli rozumieć postępowanie swojego podopiecznego i zbliżać się do niego. Między nimi rodzi się więź i przyjaźń, która służy im obojgu. Główna bohaterka wpada na pomysł, aby stworzyć listę rzeczy, które może robić człowiek niepełnosprawny i pokazać mu, że warto dla nich żyć. Z determinacją godną podziwu realizuje swój plan, gdyż nie chce by człowiek tak wspaniały, jak Will wybrał śmierć.
   Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce i dopiero, gdy zobaczyłam zwiastun do filmu na jej podstawie, wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać. Historia w niej przedstawiona jest jednocześnie smutna, zabawna i przede wszystkim prawdziwa. Główni bohaterowie są nakreśleni w taki sposób, że można się z nimi łatwo utożsamić. Lou często była niezdarna, ale dzięki swojemu specyficznemu urokowi i stylowi ubierania się potrafiła poprawić humor niepełnosprawnemu. Z kolei Will jest bohaterem, któremu współczułam z całego serca. To niesprawiedliwe, żeby człowiek tak uroczy, zabawny, wykształcony i kochający świat został w okrutny sposób skazany na wózek. Już od pierwszych kart tej powieści skradł moje serce i wiedziałam, że zostanie w nim na zawsze. Początkowo myślałam, że skoro Lou ma chłopaka, to ich relacje zakończą się na cudownej przyjaźni, ale los potrafi płatać figle i zsyłać uczucie w najmniej spodziewanym momencie. Przez to książka stała się jeszcze piękniejsza.
   Podsumowując, dawno nie czytałam tak wzruszającej, chwytającej za serce i realistycznej historii. Wręcz nie mogłam oderwać się od jej czytania i teraz po jej skończeniu ciągle ją analizuję. Dodam jeszcze, że jednocześnie pokochałam i znienawidziłam jej autorkę, a tak się dzieje tylko wtedy, gdy napisana książka sprawia, że po zapoznaniu się z nią Twoje życie już nigdy nie będzie takie samo. Gorąco ją wszystkim polecam! Tym bardziej, że za kilka miesięcy w naszych kinach pojawi się adaptacja, więc macie jeszcze mnóstwo czasu na jej przeczytanie :)

Podlinkuje Wam zwiastun, w którym się zakochałam, również dzięki obecności w nim piosenki Eda Sheerana, a także wspaniale dobranej obsadzie <3

   

114. Pojedynek Marie Rutkoski

Ilość stron: 379
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2015
Ocena: 9/10


   Córka słynnego generała, Kestrel pewnego dnia całkowicie pod wpływem impulsu kupuje na targu nowego niewolnika. Dziewczyna jest bowiem z rodu Valorianów, którzy podbili ogromne terytorium i zniewolili tutejszą ludność. Z tego względu ich lud żyje w luksusie, dostatku, a Herrańczyków traktują jak niższą rasę.
   Wkrótce potem nowy "nabytek" siedemnastolatki okazuje się być niezwykle butnym, dumnym i wykształconym mężczyzną. Z łatwością włada ojczystym językiem Kestrel, potrafi jeździć konno, kocha muzykę, a przecież zwykli niewolnicy nie powinni potrafić takich rzeczy. Autorka nie trzyma czytelnika długo w niepewności i praktycznie na samym początku zdradza, że Arin jest szpiegiem idealnym, a do tego wysoko urodzonym. Kestrel widzi w nim potencjał i osobę, z którą można inteligentnie porozmawiać, więc zaczynają spędzać ze sobą mnóstwo czasu. Jego pani ciągle zabiera go ze sobą jako eskortę, co zaczyna wzbudzać poruszenie w towarzystwie, a także nieuniknione plotki. Choć Valorianka uważa, że kiepski z niego kłamca, to nie ma bladego pojęcia, kim tak naprawdę jest Arin i czy jego przyjaźń jest szczera, czy tylko chłopak z łatwością nią manipuluje.
   Świat podzielony na rasę panów i niewolników przypominał mi o książce "Ember in the Ashes" i to nawet dobrze, bo obie pozycje są u mnie na równi. Nie mniej jednak oba te ludy zostały pisane z dbałością, poznaliśmy ich zwyczaje, tradycje i nienawiść jaką stworzyły podboje. Jednak pokonani ludzie nie zamierzają pogodzić się z upokorzeniami, jakie ich spotkały i mają sekretny plan jak odzyskać wolność.
   Coś czuję, że seria "Niezwyciężona" będzie jedną z moich ulubionych, gdyż Marie Rutkoski sprawiła, że już od pierwszych stron pokochałam bohaterów tej powieści. Kestrel pomimo wysokiego statusu nie wywyższa się, zamiast miecza używa swojego błyskotliwego umysłu. Jest również pełna współczucia i zrozumienia, jest w stanie poświęcić wszystko dla wyższego dobra. Z kolei Arin sprawiał, że szybciej biło mi serce. Jego buntowniczy charakter, wojownicza postawa oraz gierki słowne sprawiały, że chciałam czytać tylko o nim. Ta dwójka choć z pozoru nie powinna mieć ze sobą nic wspólnego i powinna być naturalnymi wrogami stała się jedną z moich ukochanych par i kibicowałam im bardzo mocno. 
   Muszę jeszcze wspomnieć o dynamicznej i trzymającej w napięciu akcji. Autorka dosłownie porwała mnie do wykreowanego przez siebie świata wskutek czego przeczytanie tej nie tak znowu cienkiej lektury zajęło mi jeden wieczór. Przyczynił się również do tego lekki i przyjemny styl pisania.
   Podsumowując, "Pojedynek" to fantastyczny początek obiecująco zapowiadającej się trylogii. Dawno nie czytałam tak elektryzującej powieści i nie pamiętam, kiedy wręcz pożerałam kolejne rozdziały. Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do sięgnięcia po dzieło Marie Rutkoski i zapewnić, że będziecie się świetnie bawić, a także z niecierpliwością wyczekiwać kolejnego tomu.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria 
Recenzja dostępna również na:
granice.pl
matras.pl
bonito.pl
lubimyczytac.pl


 

czwartek, 4 lutego 2016

113. Marsjanin Andy Weir

Ilość stron: 382
Wydawnictwo: AKURAT
Rok wydania: 2012
Ocena: 8/10

    Załoga Aresa 3 ląduje na Marsie. Jest to jedna z historycznych chwil dla tych astronautów, jednak nic nie poszło po ich myśli. Na skutek burzy piaskowej i  nieszczęśliwego zbiegu zdarzeń jeden z członków ekspedycji Mark Watney zostaje ciężko zraniony. Jako, że reszta myśli, że ich przyjaciel zginął opuszczają zrezygnowani Czerwoną Planętę.
   Jak się łatwo można domyśleć wkrótce potem botanik budzi się z raną w boku i zszokowany orientuje się, że jest jedynym człowiekiem na tej pokrytej pustynią planecie. Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że zapasy wody, żywności i tlenu nie utrzymają go dostatecznie długo przy życiu, a przecież nikt na Ziemi nie ma pojęcia, że mężczyzna uszedł z życiem. Niestety jest zdany tylko i wyłącznie na własną inteligencję i zaradność, gdyż w żaden sposób nie może nawiązać połączenia ze sztabem w Houston. 
    Nie ukrywam, że książkę czytało mi się trudno, gdyż zostałam wręcz zasypana naukowymi określeniami, opisywaniem zjawisk, reakcji, grawitacji itd, a ja jako prawdziwa humanistka miałam nie lada problemy ze zrozumieniem tego wszystkiego. Łaziki, Haby i inne wynalazki NASA sprawiały, że zawodziła mnie wyobraźnia i czułam się lekko zagubiona. Ogromnym plusem był fakt, że opowiadał o tym sam Mark, który oficjalnie skradł mi serce. Uwielbiam sposób, w jaki została wykreowana jest postać. Każdy normalny człowiek osamotniony w złowrogim Kosmosie już dawno by się poddał, a on walczył od samego początku do końca. Jego postawa i determinacja była godna podziwu. Bardzo spodobał mi się błyskotliwy umysł bohatera, a także niezwykłe poczucie humoru, które wkradało się w najmniej oczekiwanych momentach. Sytuacja, która najbardziej zapadła mi w pamięć, to ta, gdy próbował dość nietypowymi metodami wyhodować ziemniaki na Marsie.
   Historia przedstawiana jest również z perspektywy przyjaciół astronautów Watneya, a także pracowników NASA, którzy po kilku miesiącach orientują się, że szósty członek załogi ma się dobrze i w najlepsze egzystuje sobie na Czerwonej Planecie. Możecie sobie tylko wyobrazić jaki szum wywołuje ta wiadomość w mediach i opinii publicznej. Nikt na świecie nie mówi o niczym innym i zaczyna się szalony wyścig z czasem, by uratować naszego botanika.
   Uważam, że "Marsjanin" to jak najbardziej godna uwagi, aczkolwiek bardzo wymagająca powieść, gdyż nie każdy będzie w stanie przetrawić dużą ilość chemii, fizyki i nowinek technicznych przydatnych w Kosmosie. Jednak zachęcam Was do spróbowania, gdyż jest to wyjątkowa i oryginalna pozycja, pełna heroicznej walki, siły ducha i ludzkiej solidarności. Dodam jeszcze, że zakończenie było dla mnie szalenie wzruszające i niechciana przygoda, która przytrafiła się Markowi Watneyowi zostanie ze mną na dłużej.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu AKURAT 
Recenzja dostępna również na:
matras.pl
lubimyczytac.pl 
granice.pl 
bonito.pl 
 

TBR na lato